niedziela, 23 kwietnia 2017

Niedziela 23 kwietnia

Czyli dzień taki jak inne, a zarazem niepodobny do żadnego.
Problemy ze wstaniem i funkcjonowaniem przeniosły się na całą rodzinę. Lenistwo owładnęło nas całkowicie...

Przykra wiadomość, jednak to taka, że zmarł Witold Pyrkosz. Jego rola Balcerka w "Alternatywach 4" to dla mnie mistrzostwo świata. Zatem już tylko "Nuta", został z ekipy "Va Banku". 




Czytam o sondażu, czy Polacy chcieliby na prezydenta Tuska, czy Dudę... Wygrywa Tusk, co mi przypomina scenę z filmu "Ostatni Skaut", kiedy Willis przyłapując kumpla na baraszkowaniu z żoną, pyta się: "W twarz, czy brzuch?". Chodziło o zmarkowanie ciosu w odpowiednią część ciała. I tak powinny być zredagowane kwestionariusze wyborcze. "Czy chcesz, żeby Polskę dobijał teraz:..." i nazwy partii i kandydatów. Albo, który sektor państwa mamy rozmontować? 
Wziąłbym też udział chętnie w innym sondażu, mianowicie "Który z polityków powinien siedzieć w więzieniu". Doszło by pewnie do przepełnienia więzień, ale bezpieczniej by może było wypuścić niektórych, co tam siedzą, niż głosować w wyborach i dawać niektórym możliwość rządzenia krajem.

W Francji mają niewesoło również. Już wiadomo, że pierwszą turę wygrał Macron, czyli lepsza opcja z punktu widzenia Polski i Europy. Chyba że w drugiej turze skrajne głosy spadną na LePen. Wtedy może być w Eurpie nader ciekawie...

Powoli oddalam się od polityki, na rzecz innych ciekawych rzeczy, o których pewnie wspomnę niebawem...




środa, 19 kwietnia 2017

Polska od morza do morza

Przepowiednia dotycząca wielkiej Polski "od morza do morza" przewijała się w literaturze XIX wiecznej niemal cały czas. Chodzi o Morze Czarne, do którego w z zasadzie granice Polski nigdy się sięgały i Morze Bałtyckie, które niegdyś było obiektem walk o "dominium maris Baltici", czyli o kontrolę nad akwenem. Romantyzm i narodowy mesjanizm zaowocowały całą gamą nasyconych mistycyzmem utworów, których autorzy wieszczyli powrót wielkiej Rzeczpospolitej.  Jest tego sporo, przepowiednie Wernyhory, przepowiednie z Tęgoborza, natchniony wiersz domniemanego autorstwa biskupa Jana Cieplaka z 1888 roku (lub prędzej ks. Cieślaka, który nic z biskupem nie miał wspólnego).
Czy jednak na wieszczbach i marzeniach się skończyło? Poczynając od XIX wiecznych marzeń naszych przodków, powędrujemy dziś do współczesnej geopolityki...

Jan Matejko - Wernyhora
 "Długo niewola i ucisk rozciągną się nad nimi; aż na koniec zajaśnieją błogie czasy, kiedy naród bogaty sypnie pieniędzmi, Mahometanie w Horyniu napoją swoje konie, i Moskale dwa razy na głowę pobici zostaną: raz pod Batowem około Semi-mohił (siedmiu mogił), drugi raz pod Starym Konstantynowem w jarze Hanczarycha zwanym. Od tego czasu Polska zakwitnie od Czarnego do Białego morza i będzie trwała po wieki wieków."

Przepowiednia Wernyhory. Najstarsza publikacja pochodzi z roku 1809. Tekst miał rzekomo pochodzić z połowy XVIII w., ale tak jakby brak na to dowodów.  Białe Morze to rzecz jasna Bałtyk.


Pokój się Boży ustali w Warszawie,
Wielka w przymierzach, bogactwie i sławie
Polska ku morzom granicami sięgnie.

(fragment przepowiedni przypisywanej ks. Cieślakowi z 1889) Mimo starań nie udało mi się ustalić daty publikacji, ale podaje się gazetę sprzed 1939 i książkę z 1941, w której pojawiła się z odnośnikiem do wcześniejszej publikacji. Tajemniczy ks. Cieślak zginął podczas budowy jakiegoś mostu na Wiśle, a w jego brewiarzu znaleziono kartkę z proroctwem i datą 2.09.1889. Jaki i kiedy most budowano, co tam robił ksiądz i kim w ogóle był - wszelkie źródła milczą.

"Powstanie Polska od morza do morza.
Czekajcie na to pół wieku.
Chronić nas będzie zawsze Łaska Boża,
Więc cierp i módl się, człowieku."

(Przepowiednia z Tęgoborza, (opublikowana w 1939) Zwana inaczej przepowiednią Mickiewiczowską, miała być spisana podczas seansu spirytystycznego, a jej autorem zza grobu miał być, ho ho, sam Mickiewicz. Napisałem, że opublikowano ją w 1939, gdyż ta data jest niewątpliwa, u mnie w domu poniewierała się strona z gazety przedwojennej z jej treścią. Ale podawane są też inne daty publikacji, np. lwowska "Gazeta Narodowa" z roku 1912. Nie udało mi się jednak tego zweryfikować.

Nawet przyjmując, że większość tych tekstów to późniejsze mistyfikacje (tzn. powstałe po niektórych opisywanych wydarzeniach), to trzeba przyznać, że ich autorzy wykazali się jednak sporą intuicją w przewidywaniu niektórych faktów, które nastąpiły już po ich publikacji, tak jak rozpad Związku Radzieckiego i klęskę Niemiec w II Wojnie. 

Przepowiednie od dziesięcioleci spowite kurzem jakby ostatnio przeżywają renesans. Ma to związek m.in. z... intronizacją Chrystusa na króla Polski. Zdaniem niektórych zwolenników intronizacji właśnie to posunięcie jest gwarantem powrotu wielkiej Polski, która znów stanie się przedmurzem Europy. Nie przypadkowo na stronie propagującej intronizację pojawiają się "ku pokrzepieniu serc" treści powyższych przepowiedni dotyczących wielkości Polski. Polska będzie wielka i za nią podążą inne narody, gdy dokona intronizacji. Taka myśl przyświeca narodowej teologii, propagowanej przez jej zwolenników.
  • Ostoją się tylko te państwa, w których Chrystus będzie królował. Jeśli chcecie ratować świat, trzeba przeprowadzić Intronizację... we wszystkich państwach i narodach na całym świecie.
  • Gdy Pan Jezus będzie Królem i Panem naszego Narodu, wówczas my staniemy się bardzo silnymi... Ludzie zobaczą skutki, ile Intronizacja wleje siły i mocy w cały nasz Naród.
 Wokół tych słów Rozalii Celakówny pobudowana jest idea intronizacji. Duch mesjanizmu narodowego odżył, choć propagatorzy intronizacji się od niego odcinają. Ale zostawmy ich chwilowo w spokoju, o wiele ciekawsze jest zainteresowanie się tematem polityków. Kłania się tu idea Międzymorza, budowana niegdyś przez Józefa Piłsudskiego, a podchwycona całkiem współcześnie przez Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Wprawdzie już nie jednolite Państwo Polskie, ale federacja państw słowiańskich (i chyba nie tylko), niemniej jednak patronem tego bloku miałaby zostać Polska. Federacja miałaby stanowić przeciwwagę dla rosyjskiego ekspansjonizmu i hegemonii gospodarczej Niemiec. Czy akt intronizacji nie stanowi elementu tej układanki? Oto wraz z realnymi politycznym aliansami idzie glejt prosto z Niebios...
Mówiąc poważnie, sama koncepcja nie jest obecnie, w dobie wielopłaszczyznowego kryzysu europejskiego do końca pozbawiona sensu. Sytuacja polityczna nie jest wartością stałą, a ostatnie wydarzenia dowodzą, że jej zmiana może być błyskawiczna.


Idea Międzymorza


Dostałem niedawno w prezencie książeczkę p.t. "Księga Zagłady", jest tam rozdział o Polsce, autor (z reguły autorzy takich publikacji to oszołomy, albo wyrobnicy i ta reguła wpływa na rzetelność owej pozycji autorstwa niejakiego Haaslera) wprawdzie temat traktuje z buta, tworząc prawdziwy groch z kapustą, umieszczając wśród wróżów Słowackiego i Mickiewicza, ale na jego zakończenie znajduje się podsumowanie tez wynikających z przepowiedni dla Polski i świata (Autor nawet nie zadał sobie trudu, żeby dopisać skąd je wytrzasnął). Wynikałoby, że nasz kraj ma szansę jednak sprostać przepowiedni, gdyż w wyniku kataklizmów i trzęsień ziemi zachodnia Europa zapadanie się pod wodę. Na Rosję napadną zaś Chiny i wycofają się przed wkroczeniem do Polski właśnie wskutek tych katastrof.



sobota, 15 kwietnia 2017

Postny humor

Dziś będzie krótko.

Wczoraj podczas sprzątania lekko zgłodnieliśmy, więc wymyśliliśmy sobie pizzę wegetariańską, bo wiadomo, post.
Zamówiłem przez telefon i poszedłem odebrać, bo pizzeria rzut beretem. Wchodzę do środka, w lokalu nawet umiarkowana liczba klientów. Mijam stolik przy którym siedzi dwóch panów rozpijających wódeczkę. W trakcie gdy płaciłem za pizzę, jeden z panów dotoczył się do baru i stałem się świadkiem następującej rozmowy.
- Może są jakieś grzaneczki z serem?
- Może zapiekanki z kurczakiem? - Proponuje kelner.
- Nie no, kur... post jest, od rana człowiek wytrzymał bez tego mięcha, to teraz nie będę kurczaka wpier...



Wszystkim życzę spokojnych i zdrowych świąt. :)

piątek, 14 kwietnia 2017

Ewangelia Barnaby i Judasz na krzyżu.

W światku naukowym co jakiś czas pojawia się jakaś sensacyjka. Wiele naukowych sensacji dotyczy chrześcijaństwa i tego co rzekomo od stuleci ukrywa Watykan. Ponieważ zbliża się Wielkanoc, a ja jestem w trakcie czytania książki o historii papiestwa i jakoś ostatnio zacząłem czytać różne artykuły dotyczące czasu powstawania apokryfów i sporów targających wczesny Kościół, w wyniku których ostatecznie ustalono biblijny kanon, wspomnę o pewnej ciekawostce, określonej jako Ewangelia Barnaby. 



Św. Barnaba apostoł, był cypryjskim Żydem o imieniu Józef. Należał do grona 72 uczniów Jezusa i był towarzyszem misyjnym św. Pawła, wiemy o tej postaci z Dziejów Apostolskich. Zostawił rzekomo po sobie dokumenty, takie jak "list Barnaby" i tajemnicza przypisywana jego autorstwu ewangelia, mająca być odpowiedzią na wypaczenie nauk Chrystusa przez Pawła. 


Według artykułu opisującego ewangelię jako autentyk, miała być głoszona do roku 325, kiedy to podjęto na soborze Nicejskim decyzję o zniszczeniu wszystkich jej egzemplarzy i zagrożono śmiercią tym, którzy będą ją głosić i przechowywać. Jakiś tam jednak przetrwał i do połowy XVI w. był ukryty w Watykanie, aż odkrył go ponownie niejaki Fra Marino i przetłumaczył na włoski. Z ewangelii wynika w telegraficznym skrócie skrócie iż:

Chrystus był tylko człowiekiem, prorokiem, który zapowiadał przyjście jeszcze większego proroka, który miał się nazywać Muhammad. - Zaprzecza istnieniu trójcy, podkreślając jedyność Boga. - Chrystusa nie ukrzyżowano, bo gdy żołnierze po niego przyszli, czterech aniołów porwało go prosto do Nieba. Rzymianie z braku laku zadowolili się Judaszem, który zamiast Chrystusa skończył na krzyżu. 

Całość tekstu, niestety tylko po angielsku:

Nie trzeba geniusza, żeby stwierdzić komu domniemana ewangelia Barnaby "robi dobrze". Tym bardziej że odnalezienie kolejnego jej egzemplarza z wielkim szumem obwieściła kilka lat temu turecka prasa.
Wyznawcy islamu z pełna skwapliwością tak współcześnie, jak i kiedyś powołują się na ewangelię Barnaby. Tyle, że są poważne wątpliwości, czy jeżeli nawet Barnaba kiedyś napisał jakąś ewangelię, to jej tekst pokrywał się z egzemplarzami które są podawane jako jej kopie. Wersja europejska pochodzi z XVI w, a autentyczność odnalezionego "tysiącletniego manuskryptu" tureckiego padła po doczytaniu się na jednej ze stron, że księga została spisana w roku pańskim 1500 przez mnichów klasztoru w Niniwie.".  Użycie słów "księga", zamiast "święta księga", wyklucza nawet jej powiązanie jej z Biblią.
Na stronach anglojęzycznych znalazłem bardzo dokładną analizę doktora Williama F. Cambella, biblisty i koranisty zarazem. (Gospel of Barnabas Its True Value), jest też kilka polskich, które wskazują, że autor pomimo, że dysponował wiedzą biblijną, nie miał za bardzo pojęcia o czasach i miejscu działalności Chrystusa. Jest za to sporo odniesień, które świadczą o znajomości Wulgaty, tłumaczenia autorstwa Hieronima, które powstało w IV w. 
W tym tłumaczeniu zidentyfikowano rajskie drzewo poznania jako jabłoń, a według fałszywego Barnaby pierwsi rodzice spożyli z drzewa właśnie jabłko.
Idąc dalej, pomimo, że autor przeczy jakoby Jezus był mesjaszem, używa wobec niego zwrotu Jezus Chrystus, który oznacza dokładnie to samo, hebrajskie słowo Meszjah odpowiada greckiemu Christós
Doktryny i przekonania na które powołuje się w swoim tekście rzekomy Barnaba powstawały na przełomie wielu wieków, są w nim odniesienia do niemal całej epoki sprzed roku 1300. 
Na przykład 7 poziomów piekła, z których każdy odpowiada jednemu z grzechów głównych.  O ile grzechy te uporządkowane zostały przez teologa Kasjana (IV w) i papieża Grzegorza I (VI/VII w) to moda na poziomy i kręgi piekielne powstała jeszcze później, a rozpowszechniona została dopiero przez Dantego. 
W rozdziale 82 Jezus odwołuje się do roku jubileuszowego, obchodzonego co 100 lat. Według Księgi Kapłańskiej rok jubileuszowy obchodzono co 50 lat, a do tradycji chrześcijańskiej przywrócił go dopiero papież Bonifacy VIII, wyznaczając jego termin co 100 lat. Kolejni papieże jednak skracali interwał i następny przypadł na rok 1350, a jeszcze kolejne obchodzono nawet co 25 lat.
I tak można długo... 
Dodatkową wisienką na torcie jest przewijający się co i rusz gdzieś ten Mahomet. Bez precedensu w żadnym innym tekście biblijnym, a tu go nagle wszędzie pełno.
Prawdziwym przegięciem jest rozdział 41, w którym opisane jest wygnanie z raju. Adam odwracając się jeszcze w stronę zamykającej się bramy dostrzega na niej napis: "Jest jeden Bóg, a Mahomet jest wysłannikiem Boga"....  Aż ciekaw jestem w jakim języku...

Innym zupełnie tematem, o którym może napiszę jest kwestia boskości Jezusa. Biskupi Rzymu podnosili ją w pierwszych wiekach chrześcijaństwa kilkakrotnie i sprawa ta wcale nie była taka oczywista. Spory na ten temat prowadziły do rozłamów i powstawaniu grup uznawanych za heretyków, takich jak np. Arianie. (według niektórych muzułmańskich teologów Arianie uzasadniając swoje tezy powoływali się właśnie na ewangelię Barnaby)

źródła:

  
 
 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Zabawa w Jontka i Miśka

Młodego i niewątpliwie sympatycznego aptekarza Bartka zna chyba już cała Polska. Prawdziwa gwiazda PISu, odznaczana, honorowana i doceniania. Za jego istnienie uwielbia go też zapewne opozycja, choć mówi co innego. Do niekłamanej sympatii Bartkiem przyznał się tylko Kaziu Marcinkiewicz, wyznając że "Podziwia Bartłomieja Misiewicza i naprawdę bardzo mu się ten chłopak spodobał” ale jemu jako politycznemu pogorzelcy wolno.
Niestety, jak widać łaska pańska na pstrym koniu jeździ, bo unosząca Miśka Aptekarza magiczna siła zdaje się ciskać nim nagle w dół...

PIS jakby nagle dostrzegł problem. Wprawdzie kilkakrotnie usuwany z MONu pupil Macierewicza zdawał się niezatapialny, bo zawsze jakimiś tylnymi drzwiami wślizgiwał się znów do środka, to tym razem sprawa wygląda poważnie. Sam prezes prezesów zapowiedział zawieszenie go w prawach członka, a dziś Bartłomiej ma stanąć jeszcze przed komisją celem złożenia wyjaśnień.
Nawet szalupa ekspediująca Misia do PGZ, na ciepłą posadkę za 50 tys okazała się mało szczelna...

Tak się zastanawiam nad nagonką na biednego chłopaczynę. Jakie ma składać wyjaśnienia i z czego tłumaczyć się przed jakąś tam komisją skoro: ani on sam się nie mianował rzecznikiem MONu, ani sam się nie zatrudnił w PGZ na stanowisku pełnomocnika zarządu (Inny rzecznik PGZ, Łukasz Prus w ogóle stwierdził, że wcale zatrudniony nie był i nikt takiej kasy tam nie dostaje), tylko ktoś go na to stanowisko wepchnął. I ten dobry wujo powinien się tłumaczyć jakie były ku temu przesłanki, inne niż urok osobisty Bartusia.

Żal jest jeszcze troszkę ze względu na opozycję. W końcu młotek w postaci Misiewicza został im wytrącony z łapek, choć Grzesiu Schetyna twierdzi, że takich Misiewiczów są jeszcze całe legiony, to jednak żadne nazwisko nie pcha się przekonywująco ani na afisz, ani na usta. A może właśnie po to był? Posłowie PO z Borysem Budką na czele wytężali zwoje mózgowe, jakież to niesamowite haki może mieć aptekarz na Antoniego, że ten go broni jak niepodległości. Romuś Giertych określił go jako "hak ciągniony"... i to tajemnicze i złowróżbne określenie się przyjęło...
A może dysponując siłą perswazji i odpowiednią aparycją każdy może pójść do Pana Antoniego, zadeklamować mu zdrowaśkę i chęć służby dla Ojczyzny, by dostać eksponowane stanowisko? Aż bym sprawdził, ale patrząc na wiek pomocników, których sobie pan minister dobierał, obawiam się że jestem za stary. Nie dla mnie już kariery i zaszczyty...

środa, 12 kwietnia 2017

Bajka o Mamunie

Mamuna, to nasz rodzimy słowiański demon, zwany inaczej dziwożoną. Rozmaite kroniki i bestiariusze opisują tą zołzę, jako antypatyczną staruchę z obwisłym cycem, który zarzuca sobie na plecy podczas pląsów z różnymi innymi stworami. Z tych pląsów rodzą się Mamunom dzieci tak brzydkie, że trudno na nie patrzeć, bez odwracania wzroku. Nic więc dziwnego, że Mamuny uprawiają proceder podmieniania swojego potomstwa na milusie i rumiane dzieci ludzkie. Nie jest to proste, bo matki na ogół pilnują swojego dziecka jak oka w głowie, zawiązując dodatkowo przy łóżeczku, albo wózeczku czerwoną wstążeczkę, która skutecznie Mamuny odstrasza. Bywa jednak, że jakaś nieodpowiedzialna dzierlatka, zapatrzy się za lada jakim ciuchem i dziecko samotne przed sklepem choćby zostawi... Nieszczęście gotowe, musi potem chować mamuniego podmieńca. Zamiast grzecznej rumianej dzidzi pojawia się brzydki, rozwrzeszczany, krnąbrny bachor, sprawiający z wiekiem coraz więcej problemów lenistwem, nieuctwem i nieposłuszeństwem, jednym słowem, żadnego nie ma z niego pożytku. Nasi przodkowie  mieli na to jednak pewien sposób... Otóż trzeba było namoczyć w wodzie skórzany rzemień i lać nim podmieńca ile wlezie, ażeby darł się wniebogłosy. To miało sprawić, że Mamuna nie mogąc znieść męczenia swojego prawdziwego dziecka zjawiała się i oddawała to ukradzione... Wprawdzie nigdy nikt nie potwierdził, że jakakolwiek Mamuna zareagowała na lanie podmieńca ale... Sam podmieniec przechodził dość ciekawą zmianę. Otóż stawał się grzeczny, przestawał kłamać i oszukiwać i miał szanse jeszcze wyjść na ludzi. Ba, nawet nieładna i notorycznie wykrzywiona od wrzasku gęba nabierała jakiegoś milszego wyrazu... Niestety, z chwilą nastania mody na bezstresowe wychowanie coraz mniej podmieńców styka się z pasem i porządnym mantem. Zostają oni w życiu dorosłym najczęściej politykami, bo tylko na tym stanowisku przydają się ich wymienione wcześniej cechy...