czwartek, 18 stycznia 2018

Różne bzdury.

Czytam na WP o pewnym plebiscycie. Blog "To tylko teoria", jest mi znany, bo kiedyś miałem nieprzyjemność z jego autorem dyskutować. Zmroziło mnie wówczas, to, że pomimo ogromnej wiedzy, jego autor jest pozbawiony jakiejkolwiek, intuicyjnej chociaż wątpliwości, wobec tego, co ktoś gdzieś kiedyś ogłosił jako prawdę objawioną. Po porostu tak musi być, i koniec, a próbę dyskusji kończy się, na "nie znasz się",  "jesteś niedoinformowany".

Jak ktoś zauważył, sam pomysł typowania bzdury biologicznej roku w plebiscycie prosi się o pierwsze miejsce w tym rankingu. Ludzie, których wiedza biologiczna jest różna, a czasem nawet znikoma głosują nad wypowiedziami, które nie spodobały się Łukaszowi.
I tak "Bzdura" byłego ministra Szyszki, który stwierdził że nie zna zwierzęcia które wyginęło w wyniku polowań jest nie do końca bzdurą. Wypowiedź dotyczyła czasów współczesnych i współczesnej polityki łowieckiej, co sprawdził Dawid Myśliwiec, prowadzący kanał YT o nazwie "Naukowy Bełkot", który również dał się na tą zmanipulowaną wypowiedź nabrać. Na nic więc przywoływanie tarpanów i turów, które wyginęły w zupełnie innym czasie...

Zastanawia mnie też umieszczenie na liście Ziemkiewicza który określił Trumpa mężczyzną z chromosomami. Fakt, bzdura, ale żeby od razu roku? Czy rzeczony Ziemkiewicz wypowiadał się jako autorytet w dziedzinie biologii, albo chociaż wypowiedź dotyczyła tejże?

Co zabawne - plebiscyt osiągnął wielką popularność za sprawą umieszczenia w nim żony pewnego piłkarza (he he) która postanowiła udać ekspertkę w dziedzinie dietetyki - z fatalnym skutkiem.

***

Internet opanowały "ogórkizmy", czyli wersy z książki pani Magdaleny 'Lista Wachtera". Piszę o tym,  niejako dlatego, że sprawa nabiera tempa, bo po "ogórkizmach: przyszła pora na pozew sądowy syna SS-mana, o którym jest publikacja i to wcale nie o to że są w niej grafomańskie fragmenty. O tym jednak napisał już wyczerpująco mój blogowy kolega Asmodeusz.
Próżno szukać recenzji, która oceniała by rzetelność tej pozycji pod względem faktograficznym, internet ryczy tylko czytając o "typowym dla Hieronima Bosha motywie na mlecznej piance... " Faktycznie ciężkie...

***

W sumie to Niemcy mi przyszli na myśl już wcześniej, gdy przeczytałem o lekarzu z Rumi, który wywiesił na drzwiach swojego gabinetu, że PISowców nie przyjmuje. 

„Nie obsługujemy pacjentów z PiS, ponieważ wyposażenie gabinetu zostało zakupione z funduszy WOŚP” 

Ów żarcik, czy manifest, pana doktora wiele kosztował. Oczywiście znaleźli się tacy, którym się bardzo spodobał. Mnie się spodobał komentarz - "wczorajszy bohater, dzisiejszy idiota, jutrzejszy męczennik".  
Pisałem że przyszli mi na myśl Niemcy. Otóż oni też wieszali takie napisy, np. na knajpach. "Nur fur Deutsche".

***


wtorek, 16 stycznia 2018

Wolność

W zasadzie próba zmierzenia się z tym pojęciem skazana jest na porażkę, gdyż już definicja wolności to istny groch z kapustą. Można mówić wprost - jest to brak zniewolenia, możliwość pójścia gdzie oczy poniosą. 
Ale co dalej? Bez zapewnienia warunków do życia we współczesnym świecie, wolność kończy się na wyborze miejsca wegetacji, lub powolnej śmierci. Nie upolujemy sobie zwierza na kolację, bo zabrania tego prawo, nie zaczniemy hodowli warzyw, bo ziemia jest zawsze czyjąś własnością. Ba, nawet nie do końca możemy pójść tam gdzie chcemy, bo na granicy zostaniemy zatrzymani i poproszeni o okazania dokumentów. Wszystko to można uznać za ograniczniki wolności.
Zatem wolność jest definicyjną możliwością wyboru wśród wielu opcji, ale dostępnych.

War of Words*

W świecie sprzecznych ideologii, dopuszczalność opcji odpowiadającej jakiejś grupie, odbiera ją innej. W jaki sposób? Przez przymus akceptacji. Dlatego rozmywa się pojęcie akceptacji, dla niepoznaki nazywając ją tolerancją, ale o tym już pisałem. Robią to profesorzy, bardzo uznani i nie robią tego nieświadomie, ale z premedytacją. Po to, by uczynić ze słów bat, broń masowego rażenia, której nie da się odeprzeć, nie wchodząc w kolizję z wartościami, które od dawien dawna uchodzą za podstawowe prawa człowieka. Prawa do wolności.
Bo tak daleko posunięta tolerancja jest niemożliwa. Ba, wręcz przeciwnie, mamy do czynienia z obsesyjną, usankcjonowaną słowem "poglądy", nienawiścią wśród antagonistów. I nic się w tym temacie nie zmieni, do końca świata i ludzkiej obecności na planecie o nazwie Ziemia.

Jestem świadom ogromnej ilości ograniczeń, które sam sobie narzucam. Które są wynikiem mojego wychowania, miejsca w którym żyję, w końcu wiedzy. Mój sprzeciw wobec niektórych poglądów wynika z obserwacji, otaczającej mnie rzeczywistości, w której pchanie palca między drzwi też jest rozumiane jako wolność. Tyle że w grupie, nasz palec nie jest naszym indywidualnym palcem, co znów ogranicza nam możliwość swobodnego nim machania.

Wolność jest paradoksem.

Ostatnim bastionem wolności jest myśl. Wolna od miazmatów ideologii, nie skuta dogmatem ślepej wiary. Tu odbywa się ostateczna batalia, która decyduje czy człowiek będzie istotą twórczą, czy tylko przekaźnikiem cudzych myśli i idei, które przyswoi i stanie się ich niewolnikiem.

Trust no one, deny everything...

W jakiś sposób jesteśmy podatni na to wszyscy. Na zniewolenie myślowe. Czytamy setki rzeczy i żebyśmy się nie wiem jak pilnowali, część z nich przedstawia gotowy przepis na myślenie. Mój sposób na walkę to negacja. Brak zaufania do twórcy idei i rozpatrywanie jej wyniku w kategorii - komu może zależeć, bym tak myślał. Kto zyskuje. Innym sposobem jest szukanie analogii wśród tego co już było i analiza rezultatów takiego precedensu. To bywa trudne - bo analizy przeszłości również bywają zafałszowane. Tymczasem...

Prawda was wyzwoli


*Wojna Słów - tytuł płyty brytyjskiego zespołu Heavy metalowego 'Fight"



niedziela, 14 stycznia 2018

W-o-Ś-p


Coroczny spór o Pana Owsiaka uważam za otwarty.
Komentarza szerszego nie będzie, ale mam dość wpierania mi, że bez WOŚPU nie byłoby gdzieś karetki, albo inkubatora. Po prostu ludzie rękami Owsiaka kupują to, co powinno kupić państwo.

piątek, 12 stycznia 2018

Krasnoludki na odlocie

Krasnoludki zebrały się któregoś dnia pośrodku lasu na naradę. Chciały opracować niezawodną metodę latania, która jak wiadomo od wielu lat jest znana ludziom. Specjalna komisja krasnoludzkiego sejmu miała za zadanie wybrać naukowe pozycje ze świata  ludzi, w których zawarta była cała wiedza o lataniu, by przeszczepić ją na grunt krasnoludzkiej społeczności.
Komisja przedłożyła pod głosowanie projekt, traktujący o konieczności uświadomienia krasnoludków w kwestii latania, aczkolwiek pojawił się problem jaka książka na ten temat będzie najlepsza. Poddano w końcu trzy - "Słownik podstawowych pojęć lotniczych", "Aeronautyka" i "Lot nad Kukułczym Gniazdem" 
Krasnoludki uznały, że nie będą się uczyć żadnych podstawowych pojęć, bo co to jest skrzydło, albo dziób każdy widzi. Natomiast słowo "Aeronautyka" jest im nieznane, i co to w ogóle za debil, skojarzył z lataniem i przedstawił do projektu?
Poza tym ludzie są durni, bo kukułki nie robią przecież gniazd, no ale wynika z tego, że nad jakimś gniazdem lecieli i właśnie w tej książce, mogą znaleźć się najbardziej wartościowe na ten temat informacje. Gniazd ostatecznie w lesie jest od groma i latanie nad nimi to już coś. Po walnym głosowaniu dopuszczono zatem "Lot nad Kukułczym Gniazdem", jako oficjalny podręcznik nauki latania.

Potem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Wprawdzie żaden krasnoludek nie zaczął latać, ale  część z nich zaczęła się ślinić i zachowywać dość biernie po dokonaniu dziwnych zabiegów na mózgu. I nie była to nawet wina samej książki, bo pomimo wielokrotnego czytania krasnoludki nie mogły się dopatrzeć związku między jej treścią a lataniem.  Przyczyną było nielegalnie rozprowadzane opracowanie lektury, gdzie użyto niefortunnego zwrotu, że główny bohater "całkowicie odleciał" po dokonanym zabiegu lobotomii.  W zasadzie to od tamtego czasu trudno w ogóle jest spotkać gdziekolwiek krasnoludka. Może też odlecieli?

Oczywiście nie jest to jedyny przypadek odlotu po, albo nawet podczas sejmowego głosowania i nie dotyczy on tylko krasnoludków, które jak wiadomo, albo choć można się domyślać, miały małe główki, a co za tym idzie móżdżki, co je trochę usprawiedliwia. Czy przyczyną jest lobotomia? Może wyjaśni to jakaś inna sejmowa speckomisja.


środa, 10 stycznia 2018

Diabelski Plan

Nie powiem, do napisania notki skłonił mnie program Olejnikowej, którą odwiedził pan Rysio. Dowiedziałem się, że pan Rysio ma plan, nazwany jego nazwiskiem. Tak naprawdę, nazwa Planu Rysia, nie jest nazwą, którą wymyślił Pan Rysio, ale wszyscy się bardzo sympatycznie ustosunkowali do tego planu i go popierają, jak twierdzi pan Rysio. Gdy jednak kogoś o niego zapytać, nagle się okazuje że nikt o nim nic nie wie. Nawet pani Kasia, która miała znać szczegóły od miesięcy jest zdziwiona.

To mnie skłoniło do sentymentalnej podróży w przeszłość, kiedy bawiłem (tak to jest to słowo) w dwuletniej szkole policealnej. Mieliśmy wtedy takie słowo znak - diabelski plan. |I każdy wiedział, że po haśle "diabelski plan", trzeba wyskrobać jakieś zaskórniaki i złożyć się na kilka krat choćby podłego piwa. Był to z reguły Okocim w niebieskiej puszce. Z trudem znalazłem małą jego podobiznę w necie.
Z tamtych czasów pochodzą też dwie piosenki o planowaniu. 
Pierwsza, starego dobrego Kata, zespołu uznawanego w niektórych kręgach za satanistyczny, numeru jeden na kościelnej liście kapel do odstrzału, o usprawiedliwiającym niechęć kleru tytule "Noce Szatana". 
Pomyślałem sobie że tekst ten pan Rysio może sobie zaadoptować jako jakąś myśl przewodnią dla swojego planu.

Mój plan jest nadzwyczajny, mój plan głowy wzniesie ponad mur,
Mój plan zada cios nieobliczalny, by codzienności złamać bicz.
Mój plan jest dla sfory dzieci, dla których żyć to jeszcze nic.
Mój plan to z życia ram wyłamać realności dzienny kicz.

Był jeszcze inny tekst, i ten już bezsprzecznie kojarzę z naszymi "diabelskimi planami" a zwłaszcza naszym nieodżałowanym zmarłym kolegą Zbyszkiem, który namiętnie słuchał kapel punkowych.
I z kolei ten, ja z chęcią Panu Rysiowi zadedykuję.

Gdy siedzę sobie w kiblu 
Spuszczone gacie mam 
Zamykam sobie wtedy oczy 
Obmyślam nowy plan 
Tysiące mam pomysłów 
Gdy siedzę sobie tam 
Wybiorę tylko jeden z nich 
Najlepszy będzie plan 

Obmyślam nowy plan 
Obmyślam nowy plan 
Obmyślam nowy plan 
Wtedy kiedy sr...

Być może przyda mu się też informacja, że wykonawcą tej uroczej piosenki jest zespół o nazwie "Kibel". Niewykluczone, że ta nazwa też mu się przyda w odniesieniu do swoich planów...

wtorek, 9 stycznia 2018

Korona druga

Król siedział od śniadania milczący, z miną taką, jakby miał niestrawność. Przyglądał się uważnie swoim dworzanom, lecz wzrokiem tak srogim, że chować się poczęli w najciemniejsze kąty zamku. W końcu monarcha, w którym dojrzała wreszcie jakowaś myśl, przywołał ku sobie nadwornego marszałka.
- Powiedz mi drogi marszałku... Bo plączą mi się po zamku różni ludzie, mają jakieś tytuły, a ja już nie mogę dojść czym oni w zasadzie się zajmują. Bo mam wrażenie że niczym, ot są bo są. O ten choćby, taki starszawy siwy.
- A toć to Wielki Łowczy Koronny...
- Ten, co jak nam ten smok w lasy uciekł, to chciał je wyciąć?
- A juści.
- To chyba był zły pomysł. Ja tak żem pomyślał, że chyba niektórych to warto pomienić na tych urzędach. Bo to tak patrzę, że sędziwi niektórzy, a innym rozumnie z lica nie patrzy. Jak to wypada takimi się otaczać? O ten tam, co takiego strita w oczach ma to kto?
- Hetman wielki koronny.
- I czym on się zajmuje?
- Teoretycznie prowadzi wojny.
- To my prowadzimy jakieś wojny?
- Teraz to nie. Ale coś królowi zdradzę. On tego nie wie.
Król zafrasował się bardzo.
- Tak nie może być, co jak się lud dowie?
- Nie dowie. Mamy dobrego herolda, kłamca i ladaco, ale jest w tym naprawdę dobry.
- Aha, to zrobimy tak. Temu od wojny, załatw coś innego. Może niech nadwornym medykiem zostanie. Tylko proszę, nie wzywaj go jak mnie co będzie, niech sobie najpierw na innych się poduczy.
- Temu od lasów... No nie wiem, jakie my mamy urzędy?
- No... jest chorąży nadworny...
- A co on robi?
- Trzyma insygnia królewskie.
- E tam, gdzie on z takim ryjem do insygniów. Co jeszcze?
- Podstoli...
- O to dobrze brzmi. Jak nazwa wskazuje siedzi pod stołem?
- Nazwa wskazuje, że jest zastępcą stolnika, tego co uczty wystawia.
- Stolnika nie będziemy ruszać, ale ten niech sobie tym zastępcą będzie. Ale do stołu wyżej blatu to go nie dopuszczajcie. Skoro mowa o ucztach... jak tam nasza szkatuła?
- Pusta prawie, królu...
- I czyja to wina? Ten, jak mu tam, podskarbi? Zrób no marszałku podskarbim medyka. I powiedz mu, żeby skarb nasz zaczął uzdrawiać. A podskarbi... czego to mamy dużo, a chcemy mieć mniej?
- Długów, mości panie, ale tym też on do tej pory się zajmował.
- Psiakrew... No dobrze, nie mam czasu, ani głowy na takie głupoty, zajmiesz się tym mój marszałku. Zrób jakieś roszady, niech się coś dzieje.
- Znaczy... mam ich pozamieniać miejscami na urzędach?
- Zrób tak, żeby było dobrze. Tylko mi obcych na dwór nie napuszczaj, już i tak z tymi typami co są mam problem, żeby ich spamiętać!

Wszelkie podobieństwa do znanych osób są przypadkowe.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Meandry współczesnego myślenia

W zasadzie news o zamiarze prezydenta Francji, który zamierza wprowadzić cenzurę internetu, podawany jest na dwa sposoby: Prawica mówi o kneblu na antyrządowe wypowiedzi, prasa liberalna o batalii wymierzonej przeciw tzw. fake newsom. 
Jak cytuje Interia Macron skrytykował "propagandę obejmującą tysiące kont na portalach społecznościowych", która "w jednej chwili rozpowszechnia po całym świecie, we wszystkich językach, plotki służące oczernianiu polityków, osobowości, osób publicznych, dziennikarzy".

Od razu wyobraziłem sobie analogiczną ustawę na naszym podwórku i rejwach jaki by to podniosło. Pierwszy poleciałby chyba Sok z Buraka, co jego mocno ograniczonych widzów, (naprawdę gorąco wierzących w niektóre fałszywe wypowiedzi przypisywane prawicowym politykom, fake newsy i fotomontaże) utwierdziło by w przekonaniu, że opresyjna władza walczy z wolnością słowa.

Tym bardziej, że kolejnym krokiem zapowiedzianym przez Microna jest wymóg przejrzystości finansowania takich stron, co pewnie doprowadziłoby do kolejnego zdziwienia, że SzB nie jest trafionym pomysłem anonimowego internauty, a sponsorowaną przez kogoś tubą antyrządową.

Z drugiej strony pojawia się pytanie, kto miałby decydować o tym, co jest fake newsem, a co nie?

Zresztą Francuzi lubią sobie z czymś takim wyskoczyć. A to zakaz pokazywania uśmiechniętych dzieci z zespołem downa, a to zakaz kampanii antyaborcyjnych, czy zakaz noszenia symboli religijnych, a wszystko w trosce o wolności obywatelskie. 

Cenzura nie jest zjawiskiem nowym w UE. Na początku 2017 roku Equality and Citizenship Programme of the European Union, opracowuje wytyczne dla dziennikarzy co powinno się a czego nie powinno pisać o emigrantach.

"...nie podawać szczegółów zbrodni. Ograniczyć cytowanie krytycznych opinii. Nie ujawniać, że niektórzy imigranci podają fałszywe dane dotyczące ich tożsamości. Nie pisać, że różnią się od nas czy to wyglądem czy też zachowaniem się. Pomijać w opisach jakiekolwiek uwagi na temat ubioru muzułmanek. Nie używać takich słów jak fala (wave), powódź (flood), horda (horde) czy też napływ (influx). Zawsze przy opisywaniu zjawiska należy brać pod uwagę jego historyczny kontekst: kolonializm i nierówność społeczną wynikającą europejskiej polityki prowadzonej w przeszłości oraz kontekst nietolerancji: rasizm."
(jak się komuś chce, całość raportu można przeczytać tu: )


W skrócie:
Nie patrzeć, nie mówić, nie słyszeć, jak każą sanbiki no saru (trzy mądre małpy), ja dodałbym jeszcze "nie myśleć".