niedziela, 12 sierpnia 2018

Było gorąco...

Tak było. :D
Generalnie chyba byłem w nieco makabrycznym nastroju przez cały tydzień.


Na "przewalance" na przykład znalazłem coś dość niezwykłego, choć poruszanie się w tym upale zwalnia myśli i nie skłania do podejmowania jakichś niecodziennych czynności jak przetrząsanie półek z książkami... Ale z książki o umieraniu wypadł faks - program Targów Pogrzebowych z 95 roku. Czyżby zawodowe zainteresowanie śmiercią? Ciekawe czy właściciel żyje...



Nie wiem czy będę czytał książkę o umieraniu. O wiele bardziej jestem zadowolony z 'Czerwonego Łabędzia", czyli mitologii indiańskiej.
Szukając na nią miejsca na półce wyciągnąłem książeczki o symbolach... chyba sobie poczytam.



piątek, 3 sierpnia 2018

Sentymentalna podróż do stolicy


Zaciekawiła mnie książka, całkiem sympatyczna o Warszawie. Autorem jest znany warszawista, niestety zmarły już Olgierd Budrewicz. (jedna z bibliotecznych zdobyczy) O czym tam nie ma! O tramwajarzach, znanych antykwariuszach i knajpach. Ze środka zaś... wypadł zabytkowy bilet do Warszawy z roku 1985. W 1985 roku za każdym razem gdy jeździłem z dziadkiem do stolicy, musiałem koniecznie zjeść dworcową zapiekankę, albo hod-doga. Cóż to był za smak!

niedziela, 29 lipca 2018

Zaćmienie

Nie wiem czy wygląda to na zaćmienie w ogóle. :)
Zabrałem się za zdjęcia pod sam koniec, przy okazji nie mogąc namierzyć nakrętki do statywu.
Wyszło tak sobie.





środa, 25 lipca 2018

Rzetelność prasy



Kolega mój, z którym odbywam w tygodniu marsze dla zdrowotności, w kiosku kupił taki oto zestaw - "W Sieci", "Neewsweek" i "Nową Fantastykę". Oczywiście został poruszony temat dlaczego taki akurat zestaw - okazało się że celowo wybrał skrajności, by przez ich pryzmat dostrzec wszystko w jakiejś perspektywie. Na zasadzie "trucizny" i antidotum". Nie spytałem się, która gazeta jest czym, natomiast gdybym miał ja to stwierdzić, orzekłbym, że bywa tak nader często, że z działania trucizny leczy nas inna trucizna. 
Pytany byłem również w innych już okolicznościach o rzetelną gazetę w Polsce. Pytanie sprawia mi pewien kłopot, bo mniemam iż pytający może mieć na myśli różne rzeczy, - warsztat dziennikarski, prawdomówność, w końcu obiektywizm przy przekazywaniu faktów. Dochodzę do wniosku, że taka gazeta w Polsce nie istnieje, przynajmniej nie w mainstreamie. Gazet drukowanych nie czytam zbyt często, jest to na zasadzie że "gdzieś mi wpadnie w oko" to wezmę i przeczytam i jest równie dobrze "Neewsweek", jak i "W Sieci". W podróż kupuję czasem "Do Rzeczy", lub jakiś dodatek historyczny. Nie ma tak, żebym z treściami jakiejś w 100% się identyfikował, ani w 100% je odrzucał. Polską prasę czyta się z pewnym zażenowaniem.

Każda z nich kreuje jakąś rzeczywistość - obrazy w nich zawarte są na ogół skrajne, skażone poglądami autorów tejże. Skutek jest taki, że interpretacja faktów, odbywa się po linii dostosowania ich do profilu gazety. Nawet prosty przekaz, można zabarwić emocjonalnie, dodatnio lub ujemnie, zbagatelizować, bądź nadać znaczenie, wyolbrzymić. Te techniki są banalne, przy czym całkowicie eliminują zarzut kłamstwa. 

Prosty przykład obrazuje pewien sędziwy kawał z brodą. Tak wyglądały nagłówki gazet podające czytelnikom informację o Napoleonie.

"Korsykańska bestia uciekła z więzienia"

"Napoleon zbliża się w szybkim tempie do Paryża"

"Jutro witamy Najjaśniejszego Pana".

Żadnemu z tych przekazów nie można zarzucić kłamstwa. Natomiast ładunek emocjonalny został wyważony tylko w drugim nagłówku. Napoleon zdawał sobie zresztą sprawę z siły mediów, gdyż jemu właśnie przypisuje się powiedzenie: "Cztery nieprzyjazne gazety są groźniejsze niż tysiąc bagnetów".

Narracja naszych gazet oscyluje między straszeniem bestią, a witaniem najjaśniejszego pana. Na forach w blogach królują odtworzone cytaty z przekaziorów, przy czym czytelnicy ich często nie analizują nawet słowa pisanego i nie starają się zrozumieć tekstu. Nie dalej jak wczoraj znajomy przytaczał mi rozmowę ze znajomą, która dopytywała się co to jest ten pijar, bo jedyne co jej przychodziło do głowy to zakon pijarów i nie wiedziała co oni mogą mieć wspólnego z polityką.

Przeciętny człowiek nie zna się na uprawianiu polityki. Działania postrzega przez pryzmat ich oddziaływań na swoją osobę, oraz przez proste słowa, bodźce, hasła - które wyrwane z kontekstu zaczynają żyć własnym życiem. Jaskrawe przykłady manipulacji werbalnej, to wyrwanie z kontekstu. Tu za przykład zawsze służy mi powiedzonko "gorszy sort". Bez kontekstu "gorszym sortem" nazwała się opozycja, wszyscy przeciwnicy PIS, zsolidaryzowali się pod tym hasłem, którego miał użyć Kaczyński. Chaos i szum informacyjny był tak wielki, że nawet mój znajomy dziennikarz o poglądach prawicowych pojawił się na swoim profilu z kartką "gorszy sort". Tymczasem "gorszy sort", odnosił się do wąskiej dość grupy dziennikarzy i polityków, którzy przedstawiają swój kraj za granicą w złym świetle. 

Półprawdy - Pół prawdy to całe kłamstwo. Portal "Wpolityce" podał w 2015 r. pod tutułem "Schizofrenia czy Oszustwo" informację jakoby posłowie PO nie poparli nowelizacji ordynacji podatkowej, korzystnej dla podatnika. Była to taka nie do końca prawda, bo ze sprzeciwem spotkała się nie cała nowelizacja, tylko poprawka do niej i tak zresztą przyjęta.

Tak się kreuje rzeczywistość.

wtorek, 24 lipca 2018

Autorytaryzm

Już kolejny raz obiecuję sobie zerwanie z polityką. Tyle fajnych rzeczy, książek, nowa praca w której sporo się dzieje, a ja zawsze muszę trafić na coś takiego, co wprawia mnie wręcz osłupienie typu, "czy oni mówią poważnie?"

Naprawdę, coraz bardziej podobają mi się pomysły pana Żakowskiego. Gdybym miał więcej czasu, założyłbym jakiś "fanklub" tego dziennikarza. Ostatnio w "Bitwie Redaktorów", wyprowadzał tezę polskiego autorytaryzmu (że niby konkurencyjny) w wykonaniu PIS. Autorytaryzm konkurencyjny to taka hybryda z demokracją, z jakimiś tam mniej lub bardziej uczciwymi wyborami ale i łamaniem praw obywatelskich, oraz nadużywaniem władzy. Myślę, że w Polsce, czy to za PISu, czy innej władzy, znalazłyby się przykłady na wszystkie wymienione aspekty owego autokratyzmu, kwestia tkwi w jego zawoalowaniu. Do tego służą media, bo z nich czerpiemy informacje. No ale to tytułem dygresji, bo p. redaktor dostrzegł inny przykład na działanie autorytaryzmu, zauważył mianowicie, że sejm to w zasadzie taka gra pozorów, bo w sumie potrzebny nie jest, gdyż i tak ustawy mogłyby wychodzić prosto z Nowogrodzkiej. 
Na pierwszy rzut oka ma rację. Faktycznie, w przypadku uzyskania parlamentarnej większości debata spada na plan dalszy, z prostej przyczyny, że nie ma koalicjanta, z którym trzeba by dyskutować. I tak zapewne dla p. Żakowskiego systemy dwupartyjne stają się zapewne autorytatywne par excellence, bo przecież zawsze będzie jedna miała przewagę dostatecznie dużą, by robić co chce. Ażeby tak nie było, nominalnie działa trójpodział władzy, który w praktyce w Polsce nigdy nie istniał. Ta teza jest prosta do obrony - wystarczy przyjrzeć się aferom na stopniu rządowym, które miały miejsce w ostatnim dwudziestoleciu. Ktoś poszedł za coś siedzieć, został ukarany? Nie, przecież oni wszyscy byli niewinni. A nie, był jeden winny. Ale moim zdaniem szczytem hipokryzji było wsadzenie do pudła w efekcie słynnej afery korupcyjnej jednego jedynego Lwa Rywina. - Dla tych którzy nie pamiętają zbyt dobrze - sytuację można porównać do obicia mordy listonoszowi, który przyniósł złe wieści.

Dla p. Żakowskiego nie jest niczym zdrożnym wwożenie ludzi w bagażniku na teren sejmu, w przeciwieństwie do strefy chronionej na lotnisku, które jest "prywatnym biznesem". (sic!) Dla pana Jacka w ogóle takie postępowanie jest naturalne, jak upały w lecie. Owe "środki sprzeciwu" wobec władzy PISu porównuje do ruchu oporu podczas... okupacji niemieckiej. Zresztą według p. Żakowskiego, protestujący pod sejmem zostali spacyfikowani przez przebierańców z WOT, a nie policję. To jest akurat chyba do sprawdzenia, bo nie byli w kominiarkach, każda facjata jest widoczna i rozpoznawalna, a pomysł podstawiania "sztucznych glin" wręcz absurdalny, no ale z drugiej strony nawet takie pomysły nie powinny nas dziwić, więc wstrzymuję się od głosu. 
Wicie się jak piskorz i unikanie odpowiedzi na pytanie red Lisickiego czy w takim razie pochwala takie przejawy radykalizowania się ruchów przeciwnych władzy (tak, RADYKALIZOWANIA, cała ta hałastra zachowuje się tak, jakby chciała wywołać zamieszki i agresję, każde zadrapanie, siniak jest dowodem na brutalne zachowanie policji) to  dowód na to, że tak naprawdę Żakowski zdaje sprawę z sytuacji, tylko świadomie wykrzywia rzeczywistość, dopasowując ją do z góry przyjętej tezy. Podobnie działał broniąc jak niepodległości Kijowskiego i przyrównując go do jakiegoś bohatera, który rusza na świętą wojnę i jest zmuszony ostawić w domu dziatki płaczące...
No ale on tak ma, na tym polega jego urok. Jak się przebywa w środowisku GW trudno się niektórych nałogów pozbyć.

niedziela, 22 lipca 2018

Stos książek

Poszedłem ja sobie do biblioteki, by nadmiar książek upłynnić na "szafie wymian". Torbę w drodze powrotnej miałem chyba pełniejszą... To się nazywa nałóg, bzik, kukunamuniu czy jakoś podobnie. Przewidziano mi już zgon pod stosem książek.


Nie mam jeszcze sprecyzowanego przeznaczenia dla tych książek. To znaczy sam chyba ich nie będę trzymał wszystkich, oddam zainteresowanym.



Tu już bardziej pod kątem osobistych zainteresowań. :) Ta historia kabaretu na razie najbardziej mi się rzuciła w oko.



 Podstawy współczesnej mitologii? Ciekaw jestem w czym ks. Trocki widzi zagrożenia dla kościoła i co uważa za okultyzm. To może być zabawne. :)



Podobno nieco zdezaktualizowana, ale można czytać. Zobaczymy.

wtorek, 17 lipca 2018

Nacjosłowianizm?


Oczywiście to może niezbyt dobre porównanie. Ale a propos ONRu, widziałem ostatnio takie:


Uwagę zwraca, że porównywany jest polski "kato" nacjonalista, a nie nacjonalista. Bo okazuje się, że oprócz "kato", nacjonalistów wyrasta inna grupa - działająca w oparciu o rodzimowierstwo. Czyli odwołująca się do tradycji nie chrześcijańskich, a prasłowiańskich. 

Takie coś już było w latach międzywojennych. Hasło "Zadruga" do sprawdzenia w Wikipedii. Jest tam wprawdzie niewiele o dzisiejszej działalności ich ideologicznych spadkobierców, ale padają ich nazwy - "Toporzeł", czy "Niklot". Przypominam, iż właśnie "Niklot" był rzekomo odpowiedzialny za "czarny blok" z rasistowskimi transparentami na ubiegłorocznym Marszu Niepodległości.  

Obecnie działa już kilkanaście taki "gniazd", odwołujących się do religii i kultury prasłowiańskiej, itp. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że grupy te są na noże z chrześcijaństwem i ogólnie wszystkim znanym ONRem:



"Jesteśmy Ario-słowiańskimi, walecznymi Wieszczami-Wojownikami. podążającymi ścieżką dumy, krwi i honoru, w promieniach dziennego i nocnego słońca, w deszczu błyskawic i huku gromów, ze wzniesionym mieczem i czystym, spragnionym wiedzy umysłem, oraz ze szlachetną potężną starą Wiarą Praojców pragniemy wznosić fundament wspaniałej i silnej Lechickiej Polski oraz Wszechsławskiego tysiącletniego Imperium..."

Powyższy tekst wziąłem ze strony "Zakonu Strażników Sławii". Można doszukać się wielu analogii, z XIX pangermanizmem i ariofizmem. Silna Lechicka Polska ma już swoje pseudonaukowe podwaliny w wypuszczanych na rynek książkach, znajdujących poklask w nurcie "turbosłowian". Przykładem tu prace niejakiego Bieszka (Słowiańscy Królowie Lechii).

Wesołe, prawda?