sobota, 19 sierpnia 2017

Piknik Wojskowy

Tak jakoś chronologia mi padła. Na szybko - parę fotek z pikniku wojskowego - zeszła niedziela, czyli 13 sierpień. A jeszcze wcześniej 7 Wieków Historii, odsyłam do swojego minireportażu na StarySochaczew.pl.
Piknik wojskowy w zasadzie ograniczył się do pokazania kilku przestarzałych już sprzętów i porcji grochówy z kuchni polowej. Po tą zupę ustawiła się długaśna kolejka, jakby ludzie nie znali obiadu...

Podobała mi się wystawa herbów stosowanych na przestrzeni dziejów w Polsce.



Przegląd piosenki wojskowej w wykonaniu chóru "Patria"


Wystawa herbów Polski, przygotowana przez Łukasza Kucińskiego.


Młody jest zadeklarowanym pacyfistą. Z łaski wlazł do tej szoferki.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ikony na zamku

Ostatnio mało się udzielam na blogu, za to dużo piszę. Praca nad moim nowym projektem pochłania wiele godzin, więc jestem trochę ograniczony czasowo i odchodząc od zajęcia, chcę raczej zażyć świeżego powietrza i spaceru. Ale pokażę Wam kilka zdjęć z plenerowej wystawy ikon, na której wczoraj byliśmy, właśnie w ramach owego spaceru.

Wszystkie są dziełem sochaczewskich artystów, uczestników warsztatów pod kierunkiem Elżbiety Maciątkiewicz. Jest to już druga wystawa, którą utrwalam, ze względu na to w dużej mierze, że ikony piszą moja ciotka i siostra cioteczna. :)









poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Kronika rodzinna

I po urlopie. Blogowałem bardzo oszczędnie, bo troszkę nie było na to czasu. Wyprawiliśmy w tak zwanym międzyczasie Małasowi urodziny, a skończył 9 lat. Na imprezę jak co roku przyjechał m.in mój brat z Olsztyna, którego Małas bardzo lubi i nie mógł się doczekać. Chrzestna wykonała obraz - na którym jest Małas i nasz domowy pupilek - Puśka. Prezent nietypowy i oryginalny.
W mieszkaniu panował ogólny bałagan, gdy młody się dowiedział, że wujek może być już lada chwila poderwał się wyraźnie zaniepokojony.
- Ojej, to posprzątajmy! Chociaż ze stołu...
Racja, stół to bardzo istotny mebel.
Urodziny przebiegły jednak w ogólnie posprzątanym mieszkaniu, a nie tylko stole.



Brat przebywał kilka dni, podczas których ponownie - drugi już raz w te wakacje pojechaliśmy do Płocka. W poniedziałek, kiedy jak na pech wszystkie muzea były zamknięte. Pospacerowaliśmy więc tylko po molu i starówce, zjedliśmy obiadek i lody, po czym wróciliśmy do domu. Ale Płock znajdzie swoje miejsce na blogu.

Największe upały spędziliśmy zaś nad rzeką. I po raz pierwszy chyba wszedłem do nurtów Bzury - którą pamiętam z dzieciństwa jako jeden wielki kanał ściekowy. Dziś jej czystość zaskakuje, gdyż sądziłem że trzeba jeszcze wielu lat, by pozbyć się złogów śmierdzącego mułu, który ją zalegał. 

Wejście do chłodnej wody zadziałało podczas upałów jak zastrzyk energii, zniknęło gdzieś zmęczenie i otępienie. Młody był również przeszczęśliwy i wyciągnąć go z rzeki było raczej trudno.



wtorek, 1 sierpnia 2017

Puszcza się obroni?

W wielkim skrócie bo mamy upały.

Szyszko wycina nadal drzewa, ekolodzy protestują, zignorowano nawet zakaz Trybunału Sprawiedliwości. Tymczasem znalazłem dwa artykuły z 2005, które dokładnie opisują jaki może być los Puszczy Białowieskiej na przykładzie Lasu Bawarskiego. Pozostawiony naturze - przegrał walkę z kornikiem i umarł. Komentarz tamtejszych leśników jest taki, że stała się naturalna kolej rzeczy - choć wyciki dokononano w otulinie, by uniknąć roszczeń ze strony właścicieli lasów prywatnych. 

Las stary umarł, an jego miejsce powstaje nowy, choć los jego, według różnych komentarzy jest niepewny, bo nie ma żadnej pewności, że za parę lat kornik nie zaatakuje go ponownie, ale współczesne pokolenie na pewno żadną puszczą się cieszyć nie będzie.






sobota, 29 lipca 2017

Podziemia Krakowa

Mamy 28 czerwca 2013 roku. Zwiedzaliśmy wtedy ze znajomymi i ich pociechą podziemia Krakowskiego Rynku. Efekt 5 letnich badań archeologicznych przechodził wszelkie pojęcie. Kilka metrów pod ziemią zalegały od setek lat skarby, które odsłonięto zaledwie 3 lata przed naszą wizytą. Jak to możliwe?
Otóż po każdej napaści czy katastrofie związanej ze zniszczeniem miasta, wszystko zasypywano warstwą ziemi i wznoszono od nowa. Dzięki czemu 4 metry pod ziemią zachowały się np piwnice XIII wieczne kramów Bolesławowych (Pierwsza wzmianka o tych budynkach pochodzi z czasów Bolesława Wstydliwego). A w zasadzie Kazimierza Wielkiego, bo za jego czasów je wymurowano. Dawne tarasy wiekowych kamieniczek stały się również z czasem ich piwnicami.

Fragment przedwiecznego bruku z dębowym krawężnikiem.

Na ścianach i na tzw kurtynach parowych wyświetlane są scenki z życia starego Krakowa - oto w jednym z zaułków strażnik miejski wygania przekupkę z jajami, w innym jakiegoś biedaka ciągną na miejsce kaźni. Przed wejściem na jednej z kurtynie widok na rynek, ale byliśmy też świadkami zupełnie współczesnej scenki rodzajowej - słychać nagle wrzask: - „Niee, ja tam nie wejdę…!!!” – jakiś facet wnosi rozwrzeszczanego dzieciaka na oko 4 lata przewieszonego przez ramię… My weszliśmy bez wrzasku na szczęście, ale z rozdartym malcem jeszcze się spotkamy.

Chwilami zwiedza się po przezroczystych pomostach, dzięki czemu relikty archeologiczne otaczają nas ze wszystkich stron. W pewnym momencie pod stopami przezroczystymi taflami znalazła się cała średniowieczna Europa, z zaznaczonymi szlakami wiodącymi do Krakowa. Ideą przewodnią wystawy jest podkreślenie, że Kraków był ważnym ośrodkiem średniowiecznego chandlu powiązanym z Hanzą - potężnym związkiem kupieckim. Handel to był wtedy ciężki kawałek chleba - dosłownie. Na wsytawach można obejrzeć bochny ołowiane, plastry miedziane, bałwany solne - które ważono na tzw. wielkiej wadze gdyż wszytskie surowce transportowano w ogromnych kawałach - choćby dlatego, że trudniej było takie ukraść. Jeden taki "bochen" uchował się w okolicy wielkiej wagi, prawdopodbnie dlatego, że zawieruszył się podczas zamieszek w 1311 roku, kiedy nastąpił bunt wójta Alberta. 

Ołowiany bochen (fot. kol. Rafał)

Plastry miedzi. (fot. kolega Rafał)

Niezbędniki w chandlu - waluta i odważniki.
Idąc dalej natrafiamy na pożogę – w hologramowe płomienie trawią chaty sprzed 1000 lat… W pewnym momencie ktoś z personelu nawołuje w ciemnościach rodziców z dziećmi, w przeszklonym pomieszczeniu odbędzie się pokaz, legenda o Kraku i Smoku Wawelskim. Głos Jerzego Treli, ubrany w sędziwego kruka ilustruję nam historię jak to Książe Krak pokonał gada. W momencie kiedy mowa jest o pojawieniu się smoka, ze ściany na szynach wyjeżdża, świecąc oczami i rycząc jego łeb. Na ten widok, wcześniej już poznany przy wejściu chłopczyk w panice i z krzykiem przerażenia wybiega z salki.



Projekcja się kończy, odrywamy malców od gier edukacyjnych (ubieranie dawnych postaci i praca w dawnej pracowni) i idziemy dalej. Stajemy przed ekranem, na którym widać nasze postacie. Jeżeli wyciągniemy kartę z planem, pojawi się na niej trójwymiarowy budynek, który możemy obracać na wszystkie strony razem z kartką. Takich trójwymiarowych rekonstrukcji jest więcej, w gablotach obracają się trójwymiarowe budyneczki. Chłopaki dopadają do kolejnej atrakcji, szukanie na ekranie dotykowym zabytków w wykopie archeologicznym. Bawimy się razem z Nimi. Za ekranem w wykopie odkryte groby, bo w końcu podczas wędrówki natrafiamy na cmentarz.


Kościół można dosłownie poobracać w ręku.


W szklanych gablotach znajdują się wszystkie niemal artefakty, które znaleziono pod rynkiem. Zadziwiają różnorodnością, nie są to tylko zwyczajne śmieci, ale także rzeczy cenne, choćby biżuteria.


Misternie wykonana rękojeść sztyletu.

Gliniane figurki.

Akcesoria do pielęgnacji fryzury.

Grzechotki, resztki ozdób, groty strzał,

Marzenie dam - stara biżuteria.
Można bylo tez pooglądać jak na przestrzeni dziejów zmieniał się Kościół Mariacji.

Około 1360
Około 1500
Kolejną salę zalewa naturalne światło, eksponując całą makietę Krakowa. Zdumieni zadzieramy głowy do góry i okazuje się że patrzy na nas Kościół Mariacki, przez dno fontanny, która przed nim stoi. Małas był chyba zdziwiony najbardziej.




Następny korytarz wiedzie nas już do wyjścia, ze jednej strony są pomieszczenia, w których wyświetlane są prezentacje o dawnym Krakowie, naprzeciw zaś obrazy dawnych władców Krakowa. Dzieciaki chichoczą, staję przed obrazem Jadwigi… nagle… Pani z obrazu odchyla w geście znudzenia głowę do tyłu! Kazimierzowi Jagiellończykowi ośmiela się na królewskim berle siąść mucha, którą król obserwuje z wyrazem oburzenia na twarzy. Postacie z obrazów się ruszają, kiwają głowami, marszczą brwi, wodzą oczami.


Projekt uruchomienia tak wymyślnej ekspozycji przenosi zwiedzającego w niemal bajkowy świat. Bajkowy, bo taki, którego już nie ma. Ale Kraków to ogólnie bajeczne miasto, choć nieco przykryte po fasadą drogich restauracji i markowych sklepów, oraz wielojęzycznym tłumem turystów. 

wtorek, 25 lipca 2017

Frasobliwi z Lublina

Jeszcze trochę o ekponatach w lubelskim muzemu. Sala ze "świątkami".
Osobiście zaczynam się coraz bardziej interesować sztuką sakralną. Dzieła, których inspioracją jest wiara, mają jakiś pierwiastek wyjątkowości, wynikający ze specyficznego podejścia twórcy. 

Co ciekawe, ten wizerunek "frasobliwego" pochodzi z apokryficznej wizji Chrystusa odartego z szat, w samej opasce biodrowej. Stał się częstym motywem na wsiach, gdzie wyobrażali go w drzewie tzw. "świątkarze", rzeżbiarze zajmujacy się sztuką sakralną.


Za autora powyższej figury uznaje się Mikołaja Gomielę (1843-1908).

 Swiątkarz płodny i indywidualista, nie wzoruje się na nikim , śmiało tnie w lipie, formuje , upraszcza, rytmiczni e układa fałdy sukien swoich świątków. Jest surowy, prosty. Stworzył on własny świat, rzeźbi oryginalne świątki bez względu na to, czy podobają się one, czy nie. Jego liczne „niesamowite" Chrystusy, roz­pięte na krzyżach mają dużo wyraz u męczeństwa. Krzyż z Chrystusem, postawiony przez niego w 1906 r. po lewej stronie rzeki Tanew w Łazorach, ludność tamtejsza obaliła i zatopiła, ponieważ „Gomiela czym figurę zaprawił, że woda do niego szła i pola zalewała". Gomiela jednak figurę z wody wydobył i postawił w innym miejscu. Gdy  poraz drugi „woda szła" wówczas to Gomiela wydobywszy ją jeszcze raz z wody, postawił na przeciwnym brzegu w pobliżu swego domu, obecnie pod opieką jego syna Michała.
Janusz Świeży - Świątkarze Biłgorajscy




Chrystus Frasobliwy w ujęciu chłopskim, w prostym ludowym przyodziewku.



A to ujęcie gotyckie, w takiej formie przywędrował Chrystus na wieś po nastaniu renesansu, gdy artyści cechowi nie dawali rady sprostać nowej formule. Na wsi jednak nikt nie patrzył na obowiązujace kanony, ludzie chcieli mieć po prostu ładną figurę Jezusa.



"Magiczny" obraz. Z jednej strony Św Piotr, z drugiej św Magdalena. Artysta nieznany.
I kilka ciekawszych świątków z muzemu.

Św. Onufry.

Święty... Nie wiem jaki. Ma na ręku dziecię, pasuje nadal kilka imion.

Św. Jan Nepomucen

poniedziałek, 24 lipca 2017

Na wyrywki

Mam urlop... jest słonecznie i gorąco. Niektórzy urolpują inni bronią sądów.
A ja nie chcę żeby sądy były wolne! Mają być szybkie.

Nie podoba mi sie sposób przeprowadzania reform przez PIS, bez wytłumaczenia ludziom o co chodzi, bez liczenia się z kimkolwiek, a zwłaszcza pogarda do protestujących, których wrzuca się do jednego wora spacerowiczów, ubeków kogo tam jeszcze. Nie tak się prowadzi dialog.

"A mury rosły, rosły, rosły..."



Astroturfing, astroturf marketing – anglojęzyczny eufemizm służący do nazwania pozornie spontanicznych, obywatelskich organizacji czy inicjatyw podejmowanych w celu wyrażenia poparcia lub sprzeciwu dla idei, polityka, usługi, produktu czy wydarzenia. Kampania tego typu ma sprawiać wrażenie niezależnej reakcji społecznej, podczas gdy rzeczywista tożsamość jej inicjatora i jego intencje pozostają ukryte. Astroturf marketing nazywany jest czasami green marketingiem.





Kot prezesa twardo stawił czoła zwolennikom opozycji (Autentyczny pasek z TVP)