wtorek, 12 listopada 2019

Wystawa

Wystawiamy w muzeum aktualnie dzieła Andrzeja Novák-Zemplińskiego, choć do zwiedzania jest udostępniona od jakiegoś czasu - tutaj jeszcze w fazie "produkcji".

Jak sam artysta stwierdził jego obrazy nie nadają się do galerii - nadają klimat pomieszczeniom mieszkalnym (pomieszczeniom jednak bądź co bądź dużym). Dlatego uzupełnione zostały meblami, pochodzącymi głównie z domu malarza, o którym napiszę za chwilę...


Okazją dla urządzenia wystawy był jubileusz 70 letnich urodzin artysty. Tematem są malowane głównie na zamówienie konie, zaprzęgi, sceny historyczne - jest to malarstwo z laickiego punktu widzenia tradycyjne, klasyczne. 

Pan Andrzej mieszka i tworzy w dworku w Tułowicach, dzięki niemu budynek ocalał i został przywrócony do dawnej świetności. 


piątek, 8 listopada 2019

Słowiańskie sny...

Urokliwe odwołania do tematów prasłowiańskich w malarstwie Witolda Pruszkowskiego (1846-1896).
W kolejności:
"Widziadło"
"Wiosna"
"Rusałki"
"Piękno nie z tego świata" i  w zasadzie jakby inna, trochę bardziej erotyczna wersja tego obrazu p.t "Zaduszki".
"Smok Podwawelski"

Nie chciało mi się weryfikować tytułów, ale mam nadzieję że podpisy były trafione.









sobota, 2 listopada 2019

Pamięć i niepamięć

W Sochaczewie znajduje się jedna z największych, nekropolii wojennych w Polsce, może nie pod względem terenu, ale liczby pochowanych żołnierzy. Spoczywa ich tam ponad 4000 poległych w Bitwie nad Bzurą, oraz podczas trwania okupacji. 
Niektórzy uważają, że upamiętnienie poległych jest ważne, innych te sprawy w ogóle nie obchodzą. Ja po prostu uważam, że warto. Warto pamiętać. Nawet w kontekście manifestu antywojennego. 



Żołnierze wszystkich wyznań - równi wobec wroga. I śmierci na polu bitwy, niestety.


Przy ulicy Traugutta, na cmentarzu komunalnym, przy grobie majora Feliksa Kozubowskiego, który zginął podczas obrony Sochaczewa. Na pomysł zapalenia lampki wpadł mój syn (na fotce), choć nigdy na ten temat nie rozmawialiśmy, ani nic mu nie sugerowałem. Za kilka dni odbywa się olimpiada historyczna, do której się zgłosił i choć bardziej interesuje go średniowiecze, cieszy mnie jego podejście do historii, zwłaszcza, iż jest to umysł ścisły, czyli matematyczny.


Z Żyradowa natomiast wysiudano Nila na rzecz Jedności Robotniczej. W sumie nie przeszkadza mi, że zmieniono ulicę "Łupaszki" na Podlaską - ot, po prostu wycofano kontrowersyjne nazwisko na rzecz nazwy zupełnie neutralnej.
Fieldorf natomiast, z tego co mi wiadomo, nie splamił się nigdy żadnym niegodnym czynem, więc zmiana nazwy na Jedności Robotniczej - symbolu połączenia PPS i PPR w niesławną PZPR, wydaje mi się posunięciem słabym co najmniej.

sobota, 26 października 2019

Tajemnicze tunele, niezwykłe artefakty ukryte w podziemiach... Zdawać by się mogło, że bajka.
A jednak nie do końca...


"Der Gouverneur des Distrikts Warschau", głosi napis na ciężkiej, żeliwnej tablicy, na której pozostały jeszcze resztki czerwonej farby.
Gubernatorem Dystryktu Warszawskiego był osławiony Ludwig Fischer. Jego siedzibą, praktycznie przez całą okupację był warszawski pałac Brühla, lecz w trakcie Powstania Warszawskiego, 9 sierpnia rozpoczęła się ewakuacja urzędu. Jego funkcjonariusze uciekli w ostatnim momencie, powstańcy ostrzelali wycofującą się ze stolicy kolumnę, raniąc dwie sekretarki, samego Fishera, oraz zabijając, jego zastępcę Hummela. Siedzibą urzędu stał się wpierw na krótko Helenów koło Pruszkowa, następnie Sochaczew, gdzie w okrojonym składzie funkcjonował on do stycznia 1945 r.

czwartek, 24 października 2019

Spojrzenie



Ludzie lubią tworzyć mity i w nie wierzyć, albo nawet żyć nimi. Demonizować różne zjawiska, bądź je gloryfikować... Zabawne jest, że często są to te same rzeczy...

***

środa, 16 października 2019

sobota, 12 października 2019

Awantura o Nobla

Istotnym wydarzeniem ostatnio stało się przyznanie Oldze Tokarczuk Nobla - w prawicowych portalach mnożą się teorie spiskowe, że Nobel został Tokarczuk przyznany na złość partii rządzącej, gdyż ogólnie znany jest jej krytyczny do niej stosunek, pomimo, że podczas wywiadu sprzed dwóch lat prezes przyznał się do czytania "Ksiąg Jakubowych".
Recenzje prozy Tokarczyk są różne - od zachwytów, do reakcji zupełnie odwrotnych, ale główną krytykę sprowadzają na pisarkę jej poglądy, a nie twórczość jako taka. Te wpisują się w modny ostatnio w niektórych kręgach rewizjonizm historyczny, z tym że  mam wątpliwości, czy jest to zabawa dla każdego, nawet jeżeli jest on utalentowanym pisarzem.  
Przed pisarzem literatury fabularnej stoją mianowicie zupełnie inne cele, niż przed historykiem. Pisarz ma grać na emocjach, historyk ustalić fakty. Gorzej jak się te rzeczy miesza ze sobą.

Rzecz jasna chodzi o słynną już emocjonalną wypowiedź:

"Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów"

Fajnie, że niektórzy uważają że warto dedukować ten ciemny naród, nazywając przy okazji jego przodków "mordercami Żydów". Uśmiecham się kwaśno, jako osoba parająca się w jakimś stopniu historią i pół dnia spędzająca ostatnio na grzebaniu w dokumentach. Przeciwny jestem tworzeniu mitologii państwa bez zmazy i skazy, ale oddajmy też cesarzowi co cesarskie. Wbrew temu co pani Tokarczuk sobie myśli, Rzeczpospolita na tle innych krajów europejskich wyróżniała się tolerancyjnością wobec mniejszości, choć z pewnością nie była to tolerancja w takim wydaniu, w jakim postrzegają ją dzisiejsi bywalcy salonów, ale wczucie się w mentalność ludzi sprzed wieku nawet - po prostu współczesnego człowieka przerasta - z łatwością przychodzi mu jedynie krytyka i ocena. Żydzi stali bez wątpienia niżej w drabinie społecznej, ale nie nawracano ich pod groźbą śmierci na chrześcijaństwo - co miało miejsce na zachodzie Europy, nie na darmo słowo Polin ma w hebrajskim języku znaczenie wręcz symboliczne - nie pisał fantastyki Mojżesz ben Israel Isserles - XVI wieczny rabin zauważając: „W tym kraju nie ma zawziętej nienawiści do nas, jak w Niemczech. Oby zostało tak nadal, aż do nadejścia Mesjasza”
Tak, Żydów u nas batożono, szarpano za brody, wymyślano ich od parchów, ale paradoksalnie i tak było to lepsze niż to co stawało się ich udziałem w Niemczech, czy Hiszpanii, na co są u licha dowody w postaci królewskich ustaw i świadectw samych Żydów.

O co chodziło z niewolnikami, nie będę komentował, zapewne jest to taka metafora, odnosząca się być może do systemu pańszczyźnianego, tak samo jak kolonizatorstwo odnosi się do zdobyczy terytorialnych kosztem ziem wschodnich.  Generalnie nie posądzam pisarki o złą wolę, tylko dlatego że jej wypowiedź wpisuje się w trend odbrązawiający historię Polski. Być może literaci i publicyści wpisujący się weń chcą być znów sumieniem narodu, cholera wie. Tylko niestety -  tworzą tak naprawdę fikcję, która udaje rzeczywistość, a publicznie wypowiadają się w takim tonie, jakby ta fikcja była prawdą. Faktycznie, gdybym miał takie podejście do dziejów pierwszej połowy XX w. nie przestawałbym się chyba bić w pierś. TO NIE JEST PROSTOWANIE HISTORII, TYLKO ZASTĘPOWANIE JEDNEGO FAŁSZU INNYM.

Powyższe dywagacje nie powinny mieć jednak znaczenie w jednym - przyznawaniu nagród z twórczość literacką, gdyż ta nie powinna mieć związku z poglądami autora.