poniedziałek, 2 czerwca 2014

Bajki Bbaci Alicji

2014-06-02
Babcia miała zawsze niezawodny sposób na zachęcenie mnie, a teraz Małasa do jedzenia. Wprawdzie teraz młody zjada wszystko bardzo chętnie, a nawet domaga się codziennej zupy od razu po przyjściu z przedszkola, ale swoje okresy strajków głodowych miewał, jak każde dziecko. Babcia siadała wtedy i wymyślała bajkę, dopóki dziecko wachlowało łyżką, opowiadała, gdy przerywało jedzenie, przerywała też opowiadanie.
Pomimo że mały je chętnie, Babcia nadal lubi siąść i opowiedzieć prawnuczkowi bajkę. Po ostatniej opowieści, Małas przyszedł do mnie i stwierdził, że bajki trzeba zacząć spisywać. Czynię zadość życzeniu, które uważam za świetny pomysł. A rzecz ostatnio była o bocianach.

Otóż była sobie rodzina bocianów, mama, tata i synek. Jak wiadomo, wiosnę i lato spędzają bociany u nas, mając w bród pożywienia i wygrzewając się w promieniach słońca w gniazdach. Ale jesienią, gdy dni stają się coraz krótsze i jest coraz mniej pożywienia, odlatują do ciepłych krajów. Tym razem najmłodszemu bociankowi nie było dane lecieć z rodzicami, bo upadł tak nieszczęśliwie, że złamał skrzydełko. Tata bocian obejrzał skrzydło, potem zmartwiona mama bocianowa obejrzała skrzydełko i razem orzekli:
- Trudna rada, lecieć z nami nie możesz…
Na to młody bocian wybuchnął płaczem:
- Ale mamo, tato, przecież ja tu zamarznę, albo umrę z głodu…
- Może trafisz na dobrych ludzi, którzy się tobą przez zimę zaopiekują.
Tak też się stało, bociany odleciały, oprócz naszego znajomego z kontuzjowanym skrzydłem. Ten jednak bał się zbliżyć do ludzkich siedzib. Było jednak coraz zimniej, żaby się pochowały i z każdym dniem, osowiały bocianek coraz bliżej podchodził do gospodarskiej zagrody. Któregoś dnia, gdy podszedł zupełnie blisko, zauważyła go gospodyni, która wyszła nakarmić zwierzęta w obejściu.
- A co ty tu robisz nieboraku?
Podeszła zupełnie blisko i zaczęła gładzić ptaka po skrzydłach, widząc, że coś jest z nim nie tak. Wyczuła w końcu złamanie.
- Ach, masz złamane skrzydło…
Gospodarze zaopiekowali się przez zimę młodym bocianem, karmiąc go i dając miejsce w oborze. Tak udało mu się przeżyć całą zimę. A gdy nadeszła wiosna i bociany zaczęły wracać z ciepłych krajów, wypatrzył też w końcu swoich rodziców.
- Tato, mamo, tu jestem!
- Synku, nie zamarzłeś, nie zginąłeś z głodu.
- Nie, było tak jak mówiliście, dobrzy ludzie się mną zaopiekowali.
Powitaniom nie było końca. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi. A człowiekowi bocian przynosi szczęście, w zamian za opiekę. Dlatego wystawia się na dach koło od wozu, żeby ptaki miały swoje miejsce na umoszczenie sobie gniazda. I robią to chętnie, nie bojąc się prawie wcale ludzi.

Taką to bajkę zasłyszała, lub wymyśliła Babcia Alicja. A ja poniżej zamieszczam od siebie zdjęcie bocianiej roziny, które zrobiłem w zeszłym roku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz