niedziela, 8 czerwca 2014

I wycieczka rowerowa

2014-06-08
Wyciągnięty dziś zostałem przez Rafała;. na rowery. Mieliśmy lajtowo przejechać 15 kilometrów do Młodzieszyna i wrócić, ale trasa wymknęła się nam spod kontroli i pojechali my w dal… aż do Tułowic. Wyruszyliśmy rano o 8, kiedy słońce jeszcze nie grzało karków i nie wysuszało gardeł. Gdy tylko wyjechaliśmy za miasto, z pól i przydrożnych drzew zaniosło zapachem miodu, zboża, jaśminów. Słońce dość szybko jednak podniosło temperaturę i tak mniej odczuwalną podczas jazdy. Każdy wjazd między drzewa był jak łyk „napoju cienistego”. Każda przydrożna kapliczka, każda stara chałupa zasługiwała na naszą uwagę, toteż zatrzymywaliśmy się co jakiś czas i robiłem zdjęcia. I tak nie wiadomo kiedy, mijając po kolei Rozlazłów, Żuków, Mistrzewice, dojechaliśmy do Witkowic. Tu stoją pamiątkowe obeliski po pamiętnej przeprawie Armii „Poznań” i „Pomorze” przez Bzurę, w drodze do stolicy. Tabory były ostrzeliwane przez artylerię i czołgi niemieckie, była to jedna z cięższych batalii bitwy nad Bzurą.

Kapliczka w Żukowie.


Most w Witkowicach i obeliski upamiętniające bitwy
 

Kolejny bohater, którego spotkała śmierć od rodaków, zamiast honorów.


Pobojowisko po przeprawie w Witkowicach.

Przejeżdżamy przez most i kierujemy się na Brochów. Tu mieliśmy zajrzeć do kościoła i wracać do domu, ale ponieważ fantazja i kondycja nam dopisywały, postanowiliśmy ruszyć do Tułowic. Po drodze przejeżdżamy przez Janów. Wpierw zachwyca niezwykle stara chałupa, następnie dojeżdżamy do kolejnego obelisku upamiętniającego żołnierzy września. W pewnym oddaleniu od drogi widać cmentarz. Skręcamy w jego kierunku, lecz wygląda na zupełnie nowy. Pozory mylą, w głębi dostrzegam smukły pomnik grobowca, wyglądający na stary. To grobowiec rodzinny Bolechowskich, dawnych właścicieli Tułowic. Pomniki pozapadały się ze starości w trawę i zdają się być jedynymi starymi grobami. Zastanawiamy się dlaczego, ale zagadka rozwiązuję po paru krokach… Prosty lud pod marmurami nie sypiał, znajduję jeden przekrzywiony, zwykły drewniany krzyż, rozeschnięty ze starości… Reszta pewnie rozpadła się z biegiem czasu. Obok kaplicy cmentarnej groby księży z parafii Brochów, jeden aż z roku 1845. I kolejny monument – mogiła żołnierska… a obok rządek ukrytych w trawie kamiennych niskich krzyży, stojących w równym szeregu na baczność, jak pewnie stali za życia nie raz ci, którzy spoczywają pod nimi.


Sędziwa chata w Janowie. Jakich dawnych wydarzeń świadkiem?
















Kolejny monument poświęcony żołnierzom września. Miejscowość Janów





































Po lewej u góry stary zapadnięty grobowiec Feliksa Bolechowskiego. U dołu nowy, a po prawej grobowce brochowskich proboszczy.

Jedziemy dalej i docieramy do Tułowic. Tam stoi 200 letni dworek należący niegdyś, od 1871 do Feliksa Bolechowskiego, którego grób znajduje się na Janowskim cmentarzu. Generalnie Bolechowscy nie zaznali chyba szczęścia w Tułowicach. Na cmentarzu oprócz Feliksa spoczywają dwie panny Bolechowskie, Jadwiga i Emilia, zmarłe w wieku zaledwie 18 i 22 lat. Innych mogił nie ma, bo po śmierci Feliksa rodzina sprzedaje od razu majątek i wyprowadza się z Tułowic. Przechodził potem w zasadzie z rąk do rąk, by po wojnie stać się własnością państwa. Obecnie należy do pana Andrzeja Novaka Zemplińskiego, który wykupił go w 1980, przez wiele lat doprowadzał do świetności i udostępnia obecnie dla zwiedzających.
Skręcamy w las do Puszczy Kampinoskiej. Tu jest chłodniej między drzewami, ale ścieżka zwęża się coraz bardziej i gałęzie żądają szacunku, usiłując ściągnąć nam czapki z głów. Chcemy przebić się do przepompowni wody z Łasicy do Bzury. Łasica to adekwatna nazwa, kanał przemyka się, lawirując między drzewami i trawami, zupełnie jak to zwinne smukłe zwierzątko. Zarósł zupełnie. Leśny dukt kończy się niespodzianie, musimy wrócić kawałek. Wyjeżdżamy na trakt rowerowy, skąd dalszą podróż odbywamy jadąc wałem przeciwpowodziowym wzdłuż Bzury. Tak dojeżdżamy do przepompowni na Łasicy.


 Dworek w Tułowicach


Przepompownia wody na Łasicy

Kierujemy się przez wieś, wzdłuż kanału na trasę. I teraz troszkę już czuć przejechane kilometry, w końcu to pierwszy wypad w tym sezonie. Jedziemy już w kierunku domu, mijając Tułowice, Janów, Brochów, zatrzymujemy się na „popas” w Konarach, żeby dać odpoczynek tyłkom od siodełka.





















Kapliczka w Konarach i Plecewicach


Wracamy przez Plecewice, Chodaków i Trojanów, by wpaść małego osiedlowego baru na zimne piwko. Jedno piwo rewelacyjnie regeneruje siły po takim wypadzie. Na dzień dzisiejszy kończymy wycieczkę.



Dwaj panowie R. dzisiejsi sponsorzy notki i wycieczki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz