wtorek, 16 września 2014

Kartka z Pamiętnika

2014-10-16
Ciocia Basia przywiozła mi tą małą karteczkę, pisaną ręką dziadka Bolka dla siostry Heli, czyli Jej mamy. Który to mógł być rok? Z pewnością lata przedwojenne. Stroniczka zdążyła już zżółknąć ze starości.

Wiersz Asnyka idealnie pasuje na wpis do pamiętnika. Dla mnie to nostalgiczna konkluzja o przemijaniu i o tym, żeby wobec faktu ulotności życia i czasu chwytać dni pełnymi garściami. Oczywiście analizatorzy poezji widzą w nim jakieś polemiki z romantykami, że niby żyli chwałą przeszłości itd. Dziadek z pewnością żadnych polemik nie miał na uwadze, wypisując swoim zamaszystym charakterem pisma poniższe strofy.





Jeszcze słów kilka o adresatce wiersza, którą pamiętam już jako kobietę dość leciwą.
Za mojej pamięci dziadek utrzymywał kontakty z dwojgiem rodzeństwa, choć braci i sióstr miał więcej. Być może jednak wtedy już nie żyli. Znam imiona niektórych z nich, mam też zdjęcie jednej z sióstr - Klementyny. Ale Ciotka Hela... hmm toż to prawie rodzinny folklor! Powiem szczerze, że nijak nie mogę sobie Jej wyobrazić, jako miłośniczki Asnyka, czy poezji w ogóle, ale każdy kiedyś był młody, a wtedy inne struny w duszy człowieka grają... Zarówno babcia Lilka, jak i ciotka Helena uwielbiały mówić. Obydwie też podobną miały manierę mówienia, żywiołową i nie zostawiającą rozmówcy czasu na jakieś wtręty, czy pytania. Oczywiście starcie tych osobistości zawsze owocowało swoistą stereofonią, kiedy obydwie strony dostaczecznie się już rozochociły.
Dziadek był wtedy biedny. Wciśnięty w swoim ulubionym foteliku między palmę a sekretarzyk przy łóżku, wyłączał się całkowicie z konwersacji, całość uwagi poświęcając krzyżówce. Zapytany o coś, z reguły o potwierdzene zdania jednej albo drugiej strony, prychał tylko coś gniewnie i wracał do swojego zajęcia.
Dla mnie natomiast rozmowy babci z bratową były na tyle ciekawe, że nagrałem pewnego razu jedną na magnetofon marki "Wilga", który dostałem na komunię. Nie słychać było wprawdzie charakterystycznego nadawania na dwa głośniki, bo sprzęt obsługiwał tylko nagrywanie w mono, ale kasetę mam do dziś i nawet usiłowałem jej kilka lat temu odsłuchać, zanim padł mi ostatni kaseciak. Może będzie szansa nagrać to na płytę, są teraz zakłady oferujące takie usługi.
A temat był chyba wtedy o Licheniu... Ciotka opowiadała o jakichś niezwyczajnych cudach, które miały tam miejscu podczas Jej wizyty, Babce natomiast nie stało w pewnym momencie pobłażliwości i zasugerowała dość dosadnie, że opowieść jest wyssana z palca, co oczywiście przeniosło dyskusję na kolejny szczebel nasilenia.
W ogóle Helcia była osobą gorliwie wierzącą i mającą jakieś dziwne konatakty ze światem pozagrobowym. Opowiadała jakieś sny, różne przypadki, które ją spotykały na jawie i we śnie wraz z ich interpretacją. Chyba wiele z nich tłumaczyła sobie, a potem innym jakimiś wizytami z zaświatów.
Przyznam się po latach, że trochę mi przykro, gdyż kobiecina lubiła mnie i była dla mnie zawsze bardzo życzliwa, ja natomiast mając lat 10 nie pałałem jakąś żarliwym uczuciem do ciotki, jej pojawienie się u nas zawsze wprowadzało pewien zamęt. Jakiś komentarz wymknął mi się jednak z ust tylko raz, choć wtedy się chyba na chwilę nawet na mnie obraziła. Dziś pewnie miałbym dla niej więcej szacunku i sympatii, ale jak mówił poeta:

Daremne żale - próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.

Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Znikomych mar szeregu -
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe...
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą -
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz