piątek, 10 października 2014

Brat Cyprian

2014-10-10
Czas to zadziwiająca rzecz. Nie wiem, czy nie zacytuję w tym momencie kogoś, ale czas jest jak guma, a to się rozciąga, a to flaczeje i ściska się w zbitą kulę. Nie pozwala wtedy na zrobienie wszystkiego, na co ma się ochotę. Wciągnęła mnie historia, a  z mojej niejednolitej dotychczas pisaniny zaczyna się wyłaniać obraz czegoś... ludzi i miasta które było kiedyś dawno i już nie wróci. Mam nadzieję, że czas, który poświęcam ostatnio na rozmowy i spotkania z różnymi osobami uplastyczni obraz, który tworzę, bo ciężko składać układankę bez wzoru, którego się nie widziało na własne oczy. Ale jestem w stanie w tym wypadku częściowo wymieszać miniony czas ze swoimi własnymi wspomnieniami...

Podczas poszukiwań pamiątek o rodzinie i nie tylko, wpadło mi w ręce dziwne zdjęcie. Ale zanim dojdę do tego dlaczego jest dziwne, zapoznam was z osobą na zdjęciu. Przynajmniej tak mi przekazano, a nie mam powodów wątpić, że przedstawia Franciszkanina Cypriana Marię Grodzkiego. Brat Cyprian przyjaźnił się przed laty z moim dziadkiem i pamiętam go z wizyt w naszym domu, a raz nawet pojechaliśmy do Niepokalanowa. Byłem wtedy dzieckiem, ale nadal wydaje mi się że dobrze go pamiętam, energicznego siwego mężczyznę, w okularach w rogowej oprawce i brązowym habicie.
Brat Cyprian regularnie przysyłał życzenia świąteczne, najstarsze są z lat 50, wtedy podobno dziadek często bywał w Teresinie służbowo, a przyjaźniąc się z braciszkami nocował w klasztorze. Zażyłość musiała być duża, bo Cyprian Grodzki był nawet świadkiem na ślubie dziadków.
No dobrze, ale czemu tą postać uważam za wyjątkową?
Roman Grodzki wcale nie zapowiadał się na zakonnika. Był przed wojną uznanym sportowcem, który zdobył brązowy medal w chodziarstwie na mistrzostwach Polski w Wilnie w 1926. Zainteresowanie sportem było ogromne i wszechstronne, lekkoatletyka, biegi, piłkarstwo. Ale poszedł inną drogą... 1932 wstąpił do zakonu. Do Teresina Ojciec Maksymilian Kolbe przybył 5 lat wcześniej. Młody zakonnik musiał mu przypaść do gustu, bo brat Cyprian został jego sekretarzem. Tak też podpisywał się w korespondencji, nawet po wojnie, na długo po męczeńskiej śmierci Ojca Kolbe.
Drugą pasją Grodzkiego była niewątpliwie fotografia. Utrwalał na kliszy pielgrzymki papieskie i wydarzenia kościelne, między innymi pogrzeb księdza Popiełuszki. Przysłał trochę zdjęć do nas.
Ten raz, kiedy byliśmy z dziadkiem Bolkiem w Niepokalanowie łączy się z pewnym niefortunnym wydarzeniem. Podczas stawiania choinki na Boże Narodzenie spadła stara gipsowa figura Matki Boskiej Niepokalanej, postawiona na półeczce w rogu pokoju. Roztłukła się w drobny mak, a dziadkowie zastanawiali się, co zrobić z odłamkami, bo nie chcieli szczątków poświęconej figurki wrzucić po prostu do śmieci. Nie wiem co się z nimi w końcu stało, dziadek chciał chyba gdzieś je zakopać. Braciszkowie natomiast mieli i mają pewnie do dziś w Niepokalanowie pracownię, w której wytwarzają takie figury, zatem pojechaliśmy z dziadkiem na wiosnę po nową.
Identyczny posąg wita podróżnych wysiadających z pociągu na stacji w Teresinie, a sam klasztor jest tuż przy torach, też widać go z okien pociągu, jeżeli ktoś kursuje na trasie Łowicz Warszawa. Wtedy spotkaliśmy się z Bratem Cyprianem i chodziliśmy po sanktuarium, które robiło na mnie ogromne wrażenie. Na koniec trafiliśmy do owej pracowni, gdzie stały figurki i figury różnej wielkości, jedna przy drugiej. Niektóre niepomalowane jeszcze, śnieżno białe inne kolorowe, lub pomalowane do połowy, jedne bardzo małe, inne większe ode mnie. Nie mogłem się nadziwić mnogości tych wszystkich Matek Boskich. Kupiliśmy jedną o takim samym rozmiarze, jak ta stłuczona, choć dziecko we mnie zauważyło z rozczarowaniem, że rysy twarzy minimalnie się różnią, a i koloryt odbiega od spłowiałego ze starości oryginału. A spodziewałem się, że będzie identyczna...
Zakupiona wtedy figurka stoi do dziś w tym samym miejscu co stara, tylko zawsze już zdejmowaliśmy ją przed stawianiem choinki.

Ale wróćmy do zdjęcia.


Oczywiście zrobione było w czasach, których nie mam prawa pamiętać. Czemu jednak zakonnik jest na nim jakimś dziwnym mundurze? Plakietka na ramieniu ma napis Poland, ale nigdzie nie znalazłem nic na temat krokodyla na żółtym tle. Zdjęcie jest poza tym barwione, w oryginale wcale nie musiało to być żółte. Ciocia, od której skanowałem zdjęcie twierdziła, że to ubiór sceniczny, że braciszkowie wystawiali jakieś przedstawienia. Sprawa ciekawa, a ponieważ i tak chciałem już od dawna dowiedzieć się więcej o bracie Cyprianie, postanowiłem wybrać się do Niepokalanowa. Porozmawiałem telefonicznie z uprzejmą niezwykle siostrą Anną Marią z archiwum i umówiłem się na przyszły tydzień. Będzie możliwość zeskanowania zdjęć, więc zapowiada się ciekawa wyprawa. 

1 komentarz:

  1. brat Cyprian był wujem mojego ojca. Ja również miałem okazję poznać go osobiście. Był wspaniałym człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń