sobota, 28 lutego 2015

Wiersze Luty 2015

Kamienie 2015-02-02 Kolejny kamień
Przydrożny chowam do kieszeni
Jak zatęchłą czasu łzę
Która nic już nie zmieni

Idę...

Kamień tkwi w bucie
Doskwiera jak pragnienie
A studnie wokół zatrute
Toksycznym ściekiem

Ściekiem myśli
I zgnilizną słowa
A kieszenie pełne kamieni
które skwapliwie chowam

Zamiast złota.
Milczenie jest złotem
Dopóki nie najdzie mnie ochota
By zmieszać je z błotem

Najzwyklej
W pył i bród je zmienić
A szarą zaschniętą bryłkę
Schować do kieszeni



Witraż 2015-02-01
Kiedyś przeczytałem na blogu Wojtka  wiersz o takim tytule, który natchnał mnie do napisania swojej wersji Witraża.

W wielkim oknie na szary świat
Zalśniła nagle potęga witraża
Zaklęta w ogromie tysiąca barw,
Którymi artysta myśl swą wyrażał.

Ład i porządek w dziele życia
Zazdrością zaraża miejsca puste
Wywabia fatum śpiące z ukrycia
Które wie, że dzieło jest kruche

Bastion otwartych przestrzeni
Wichrami rzucił się w oczy
I kolory nagle zaczęły się mienić
Gdy witraż z okna wyskoczył

Sypnęły się z niego myśli i słowa
Okruchy liczne uczuć i wspomnień
Minione byty zaczęły żyć od nowa
Lecz każde swym własnym już życiem

Rozbite chwile szkieł kolorowych
Liczył artysta, krwawiły mu dłonie
I przybywało ciągle wciąż nowych
Choć wszystko ma wszak swój koniec...


  Homo novus 2015-02-18 Na pozór normalny
w oparach kultury
i norm moralnych
przygryzam pazury
by nagle nie skoczyć
komuś do gradła,
i nie patrzeć jak broczy
Morda pobladła...
Typ w garniturze
z zegarkiem markowym
hołdując naturze
instyktów jaskiniowych
gładko wbija nóż w plecy
- słowo nie sztylet
dla zysku lub hecy
kierując się stylem
współcześnie modnym
trwając w błogim uznaniu
dla ogólnej swobody
w bliźnich poniewieraniu.
Nie tkwiąc w okowach
tych norm moralnych
uchlać się można
nawet winem mszalnym,
w błocku* się wytarzać
i z wyszczerzonym pyskiem
w końcu pokazać
prawdziwe swoje oblicze.

Pasuje do wrednych urzędników, łachudrowatych kierowników i wszystkich, którzy nam podpadli. Można recytować szefowi, który zwolnił z pracy, albo pani w urzędzie, której się wydaje że posiada władzę absolutną. Uprzedzając ciekawość, nikt mnie personalnie nie wkurzył, tak mnie "natchło" jak tv pooglądałem.
* nawet mnie kusiło, by coś bardziej śmierdzącego tu umieścić

niedziela, 22 lutego 2015

Spacer z Rybą

W piątek z reguły jemy rybę, kupowaną w jednynym słusznym sklepie. Bez kilograma glazury i nie rozłażącą się na patelni. Sklep rybny mam akurat w połowie drogi do szkoły, z której odbieram Małasa, więc wstąpiłem tam po drodze. Z reguły kupuję dwa fileciki z miruny, bądź mintaja, tym razem trafił mi się jeden ogromny rybon, którego po zapakowaniu w reklamówkę wystawała z torebki prawie połowa od strony ogona. Szedłem więc po mieście nosąc swój kawał ryby.
Po wejściu do sali w której rezyduje grupa mojego syna wywołałem ogólne zaciekawienie. Rozległy się szepty: "Co to jest?", "Chyba rekin jakiś...".
- To nasze nowe zwierzątko domowe. Na obiad. - Zażartowałem.
Do szkoły od naszego domu idzie się ze dwadzieścia minut, więc niespiesznie ruszyliśmy z powrotem. Pogoda nas nie goniła, bo była całkiem niezła, słoneczko, dość ciepło i lekki wiaterek, tylko ogon ryby rozmarzł i zaczął trochę zwisać. Gdy już byliśmy prawie u celu, pojawił się mały problemik.
- Tato, but mi się rozwiązał.
- To zawiąż.
Oczywiście zasupłał zamiast zawiązać.
- Tato, chyba sobie nie poradzę...
Wręczyłem mu rybę, którą ujął oburącz niczym puchar i dzierżył przed sobą, sam zająłem się natomiast rozplątywaniem sznurowadła. Widok pewnie musiał być pocieszny, bo przechodzący mężczyzna rzucił mimochodem dowcipem:
- Ale masz wielkiego lizaka.
Muszę przyznać, że uwaga wydała mi się niezwykle śmieszna, rechotanie mnie nawet trochę rozproszyło przy wiązaniu buta.
A ryba... cóż, pod wieczór trafiła na patelnię, zupełnie nieśwaodoma zabawnych zdarzeń, których była przyczyną.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Ojcowe Zagwozdki

Ale dumny jestem ze swojego syna :). Ostatnio zauważyłem, że coraz częściej miejsce tych z bajkami zajmują kanały popularnonaukowe. Ogląda Discovery, lub National Geografic, interesują go zwłaszcza programy przyrodnicze. Raz czy dwa pochwaliłem wybór programu, choć nie zastanawiałem się ile z tego co usłyszy, może zapamiętać sześciolatek. A okazuje się, że treść jednak nie wpada jednym uchem, by wypaść drugim. Ostatnio, gdy odbierałem go z przedzkola, zadał mi następujące pytanie:
- Tato, a wiesz że okrzemki są jednokomórkowe?
- No tak, są tak maleńkie, że mają jedną tylko komórkę.
- A człowiek?
- Człowiek ma ich miliony.
- A jakie są jeszcze jednokomórkowe zwierzątka?
Ojciec w takich wypadkach powinien stawać na wysokości zadania, żeby coś temu dzieciakowi przekazać. Nie na zasadzie "Nic nie wiem, ale pytaj się bo się niczego nie nauczysz". Pytanie było jednak niespodziewane i pierwsze co mi przyszło do głowy, to nie osławiony pantofelek tylko ameba. Tylko czy ameba na pewno jest jednokomórkowa? Wiedziałem, że widoczna jest gołym okiem i coś mi się kojarzyło, że jest jedynym jednokomórkowym stworzeniem, które jest na tyle duże. Pamiętam jak byłem mały, to oglądałem ameby po zaczerpnięciu wody ze stawu do słoika.
- Wydaje mi się, że ameba. To taki stworek z nibynóżkami.
Za chwile straciłem pewność, czy aby na pewno ameba jest jednokomórkowa. Obiecałem sobie sprawdzić to później w domu, na szczęście okazało się, że miałem rację.
Dziś znowu wieczorem pozerkałem przez chwilę na program o jaskiniach w lodzie, który z wielkim zainteresowaniem oglądał mój syn. Prowadząca tłumaczyła, dlaczego lodowce emanują niebieskim kolorem. Ściśnięty lód absorbuje inne barwy.
- Fascynujące, co?
- Tak synku, fascynujące.
Jak cały świat, który jest przed Tobą...