wtorek, 21 kwietnia 2015

Zadra

2015-04-21
Cały wczorajszy dzień był jak zadra. I całe szczęście że się skończył. Zaczał się od pewnej sprawy, którą nazwę "SPRAWĄ" i nie będę dalej wnikał w szczegóły. "SPRAWA" spowodowała nasze poddenerwowanie, pomimo, że ulotniła się od razu z rana i to że tak się stało, wcale nie powoduje nastąpienia długotrwałego spokoju.Ogólne przez przez "SPRAWĘ" mieliśmy cały dzień z du... wzięty. W międzyczasie wpadł z wizytą mój Ojciec. Mądrości życiowe ojczula potrafią dać w kość, po prostu trzeba mieć nastrój na ich słuchanie i tyle. My nastroju nie mieliśmy, ale jakoś pobyt upłynął we względnie przyjemnej atmosferze. Poszliśmy wszyscy po Małasa do szkoły, który zaciął się, że nie chce iść na trening. I tu dokonam małego wtrętu o treningach Małasa, który przełamie działanie poniedziałkowej zadry.

Zapisaliśmy młodego na trening samoobrony. Sprawność fizyczna naszego syna jest w normie, ale jakoś mi się wydaje, że jedak troszkę mniej rozwinięta niż u innych dzieci. Nie mogłem już w zeszłym roku patrzeć jak męczy się na tańcach, które najwyraźniej go nudziły i zacząłem myśleć nad czymś innym. Chrzestna Ania zaproponowała samoobronę, którą prowadzi jej koleżanka ze szkoły, ale był za mały. Nadal jest, ale ponieważ brakuje zaledwie paru miesięcy, "wcisło", się go. Małas tymczasem został nastawiony, prawdopodobnie przez jakiegoś koleżkę z zerówki na piłkę nożną. Znam swojego syna i wiem, że to raczej nie dla niego sport. Treningi piłki nożnej nie są takie jak sobie wyobraża, nigdy też nie zauważyłem żeby dobrze czuł się na boisku, czy nawet jakoś wybitnie chciał się bawić piłką. Nie zmienia to faktu, że zapisałbym go na tą piłkę, chociażby po to, żeby sam się do tego przekonał, albo mnie że się mylę.  Poszliśmy póki co na pierwszy trening samoobrony i mnie się spodobało, Małasowi chyba też, bo gęba mu się śmiała, a nastawienie innych dzieci było raczej motywujace dla "nowego". Jest najmniejszy, w związku z tym nie musi być najlepszy, ale rywalizował dzielnie i podczas ćwiczeń nawet został pochwalony. Ku mojemu zdziweiniu instruktorka, Pani Ola, stwierdziła że widać po niektórych ćwiczeniach, że mój syn coś jednak ćwiczył, więc rok tańcowania nie poszedl na marne.
Jeśli ktoś myśli że samoobrona dla dzieci to ćwiczenia ciosów i siłowanie się, to się grubo myli. Takie elementy występują, ale marginalnie. Zabawy są skonstruowane tak, by dopiero do tego przygotować. Łączą np. ćwiczenia pamięci z motoryką, do tego dochodzą rozciągania i skłony uelastyczniające i usprawniające ciało. Ich elementem jest nawet zabawa w berka i coś co się szczególnie dzieciakom podoba - "woda zalewa". Chodzi o to, by zapamiętać co zalewa woda i uciec na suchy teren, czyli np. kiedy Pani Ola mówi, że woda zalewa czerwone, zielone (maty) i ściany, to dzieciaki muszą biec na drabinki. Z każdym kolejnym poziomem (wody) dochodzą nowe "miejsca". Rewelacyjna sprawa.

Małas tymczasem po przejawieniu ochoty pójścia na trening drugi raz, bo pierwszy był taki na próbę, od trzeciego usiłował się wymigać. Wkurzyłem się, bo już oczami duszy zobaczyłem za parę lat lebiegę (takiego jak tatuś), który ani ręką ani nogą...
Dał się jednak namówić w końcu, a ja ruszyłem w czasie trwania treningu dopytać się o tą piłkę... Sezon się zaczął i nie ma raczej zapisów, choć pewnie sprawa jest do dogadania z trenerem. Postanowiliśmy z Kotojem, że jak mu ochota nie minie, zapiszę go na kolejny sezon, a potem najwyżej wybierze, co mu się bardziej podoba.

Wieczorem zadra dała znać o sobie znów. Pilnie musieliśmy wykonać przelew i nijak nie można było się zalogować na stronę banku. Pani na infolinii oznajmiła, że u niej wszystko działa, więc bye, a my zachodzimy w głowę co dalej i gdzie po nocy lecieć puszczać przelew. Nerwy, nerwy, nerwy. W końcu odinstalowałem jakieś dwa dodatki od przegladarki, załadowanie się strony blokował prawdopodobnie MCaffe, taki badziew, który się doinstalowywuje pod przegladarkę z każdą prawie duperelą typu flash player, jako niby antywirus.
Prawidziwa trauma nastąpiła przed pójściem do łóżka. Zadra weszła Małasowi w nogę i to już tak bez przenośni. Ponieważ wystawało jej kawałek, sprawa wydawała się prosta. Niestety, kawałek wyszedł, a z odłamkiem parkietu, który utkwił mu w nodze głębiej mocowaliśy się chyba 40 minut, mocząc stopę na przemian w gorącej wodzie z mydłem i sodą. Usiłowałem wydłubać cholerstwo igłą, pocąc się przy tej czynności jak wieprz. Młody piszczał i popłakiwał, ale znosił bolesną czynność ze spokojem i grzecznie się jej poddawał. Przyznam się, żewymiękłem podczas tego zajęcia. Wyjęcia całkowitego zadry dokonała Mama Małasa. Okazało się, że to co utkwiło pod skórą miało po wyjęciu ze 3 mm, a że wbiło się prawie pod kątem prostym, nie chciało za nic wyleźć. Powiem jedno, wolę cały dzień rów kopać niż jeszcze raz dokonywać takich zabiegów.?
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz