wtorek, 12 maja 2015

Walka o kościół

Dwie niedziele z rzędu. 38 km i 33. Wczoraj zmoczył nas deszcz, ale główna ulewa odbyła się tuż po naszym powrocie. Ale miałem o Białyminie pisać...
 


Taki oto widok zastajemy w Białyminie.

Do Białymina docieramy mijając Rokotów. Stoi tam dziś niewielka kaplica, pobudowana w latach 80. Pomimo, że budynek jest współczesny, to wiąże się z dość interesującą i wielowiekową historią, sięgającą czasów średniowiecza. Już wtedy, w wieku XIII stał tam drewniany kościółek. Prawdopodobnie niszczony był podczas różnych zawieruch dziejowych, by ponownie powstawać z ruin. Na początku XIX, czasy stawały się dla niego coraz cięższe, począwszy od faktu, że zaczęto go systematycznie okradać. Podupadł był w końcu tak dalece, że podczas mszy ptaki latały ze świergotem po świątyni, dostając się przez liczne dziury w budynku, które zatykano kamieniami, a woda podczas deszczu kapała wiernym na głowy. Pobożny ludek białymiński chodził jednak kornie do kościoła pomimo tych niewygód i znosił je nie narzekając zbytnio. Niestety miało się to wkrótce zmienić...
W pobliskim Mikołajewie Pan Jan Paweł Łuszczewski, postanowił ufundować kościół i doprowadzić do założenia "swojej" parafii, co stawiało pod coraz większym znakiem zapytania istnienie podupadłej parafii w Białyminie. Wierni sprzeciwili się jednak planom jej likwidacji i przeniesienia do Mikołajewa, co zaskutkowało kilkuletnim sporem. Kmiecie obawiali się, że im dzieciska do rzeki Gągoliny powpadają, a i droga daleka i błotnista... Poza tym co swoje to swoje, a najlepiej jest tak, jak za naszych dziadów bywało. Ale jak mógł się skończyć spór chłopów ze szlachcicem? Parafię zlikwidowano w roku 1820.
A kościół? Rozebrano go dopiero w 1906. Nie sądziłem, że kiedykolwiek go zobaczę na oczy. A jednak! *




Ponieważ była niedziela, kaplica była otwarta. Weszliśmy do środka, w uroczystą ciszę. Zrobiłem zdjęcie skromnego, wręcz ascetycznego ołtarza.



Ks. Jan Edward Sochala przytacza jeszcze za Gawareckim takie oto podanie wiążące się z pożogą, która pochłonęła miejscowy dwór na Białyminie.
"We wsi Białyminie, odległej o milę, a może trochę więcej od Sochaczewa, przed laty zgorzał dwór właściciela tej włości w której znajdował się wizerunek ukrzyżowanego Zbawiciela Świata, na ścianie zawieszony; wśród płomieni ta tylko z tymże wizerunkiem nietknięta ocalała. Zdumienie i bojaźń ogarnęła dziedziców miejsca, a uznając iż obraz, którego żywioł wzburzony nie zdołał strawić, przyzwoitego wymaga uczczenia, przenieśli go do kościoła sochaczewskiego i w ołtarzu jego celnym umieszczony został".
*  A jednak się pomyliłem... To nie ten Białymin... :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz