niedziela, 24 maja 2015

Wycieczka

2015-05-28
Na rowery!
Rafał, mój towarzysz jazdy podłapał bakcyla szperania za reliktami przeszłości i ciekawostkami, więc po przeprowadzeniu wywiadu środowiskowego (przez Niego) udaliśmy się ponownie do wsi Mikołajew. Tam skręciliśmy w polną drogę, która obdarowała nas sowicie większymi i mniejszymi wądołami, co odczuliśmy na siedzeniu. Przy niej miało być tajemnicze "coś". Jakoż jechaliśmy nią i jechaliśmy, a oprócz otwartej na oścież panoramy pól nic nie było. Dojechaliśmy w końcu jednak do okazałej kępy krzewów. Faktycznie wyglądało to niecodziennie, Bzy, głogi i tarniny tworzyły istną twierdzę, rosnąc tak gęsto, że do środka ledwo wbijało się światło. Z doświadczenia wiadomo nam, że przyroda z reguły aż tak nachalnie pacyfikuje tereny niegdyś użytkowane przez człowieka, ale obeszliśmy kępę dookoła i oprócz przecinającej ją przez środek ścieżki nic ciekawego nie zauważyliśmy. Z uczuciem pewnego niedosytu pojechaliśmy dalej, jak się później okazało tylko po to, by planować rychły powrót, bo tajemnica kryła się w środku gęstwiny, w postaci jakiegoś zapomnianego cmentarza z czasów jeszcze wojen napoleońskich. Wprawdzie nie mam jakichś nadziei że coś z niego zostało, ale może choć jakiś kamień lub inny ślad do uwiecznienia? Następna wycieczka planowana jest z maczetą...



Tymczasem minęliśmy wieś Dębówkę, bo nasza polna droga skończyła się przy asfalcie przecinającym ją na drodze do Elżbietowa. Nie chcąc wracać tradycyjną drogą przez Bielice, skręciliśmy w stronę lasu. Tu trochę jazdy przełajowej, by przebić się w końcu na szosę do Teresina. Ponieważ do lasu wiodła droga powrotna, wybraliśmy ją by jeszcze raz przez niego przejechać. W środku lasu znów niespodzianka. Kompleks budynków - całkowicie zdewastowanych, od kilku ładnych lat najwyraźniej opuszczonych. Numeracja i rozkład wskazywały na zastosowanie wojskowe, jakoż faktycznie władowaliśmy się teren byłej jednostki wojskowej 3 Warszawskiej Brygady Rakietowej, co stwierdziłem znajdując logo namalowane na ścianie koszar. Powyrywane poręcze i wykopane ziemi rury wskazywały na bytność "złomiarzy", którzy ogołocili budynki z części metalowych. Co szokujące, jednostkę przeniesiono do Bielic z 2001 roku, więc zabudowania zostały opuszczone stosunkowo niedawno. Utworzono tą bazę w latach 50, wg projektu radzieckiego systemu obrony przeciwlotniczej S-75M Wołchow. Ta była siedzibą 9 Dywizjonu Ogniowego Artylerii Rakietowej OP Teresin, i była jedną z kilku jednostek obrony przeciwlotniczej stanowiącej pierścień okalający Warszawę.








Pomyszkowaliśmy chwilę w środku, całość zarosła już sowicie zielenią, ktoś też wpadł niedawno na pomysł, żeby wywołać pożar bo wnętrza były okopcone i unosił się po nich swąd spalenizny. Gruby stwierdził, że "czuje się jak Stalker w Zonie". Ponieważ zbliżał się wiecżór i towarzysz mój odziany jedynie w koszulkę zaczął narzekać, że zaczynają go "cielaki lizać", postanowiliśmy wracać, próbując jeszcze zdążyć przed ostatnimi promieniami zachodzącego słońca.
To zachodzące słońce stało się przyczyną małego wypadku, bo gdy zatrzymałem się żeby sfotografować owo zjawisko, Rafał fiknął z roweru, rozmawiając wcześniej przez telefon. Stwierdziłem, ze się starzejemy, bo kiedyś bym się z tego urechotał, a teraz przestraszyłem się w pierwszej chwili że coś mu sie stało... Na szczęście przeżył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz