środa, 17 czerwca 2015

Jak Kajtek nie chciał zostać wegetarianiniem

2015-06-16 
Opowieść Kotoja. 

Mój mąż jak zwykle kupił jedyną słuszną karmę dla psa. Zazwyczaj kupuje w saszetkach, ale, że nie było, kupił w puszce. Wraz z karmą kupione były jeszcze inne sprawunki, m.in. pomidory... w puszce. Pomidory były wprawdzie na zupę, ale... Z wieczora będąc w pokoju Babci zauważył, że w psiej misce znajdują się jakieś dziwne, krwistoczerwone ochłapy. Po bliższych oględzinach okazało się, że to nie żadne ochłapy, ale właśnie owe pomidory z puszki. Dla babci puszka to puszka, tylko Kajtek nie dał się zrobić w pomidora i żreć nie chciał. My zaś byliśmy winni zaistniałej sytuacji, bo przecież zapewne specjalnie postawiliśmy na stole w kuchni dwie puszki, żeby się biedna Babcia pomyliła. 

Opowieść Rademenesa 

Dokładnie to ja byłem winien byłem wpadki z pomidorami, bo miałem kupić je w kartonie, a nie w puszce. Zwyczajem natomiast jest, że karma jest w saszetkach, a pomidory w kartonie, więc puszki już w ogóle wywróciły świat do góry nogami. A na obiad zjedliśmy rosół, a nie pomidorową... Nie była to jedyna wtopa tego dnia. Oprócz pomidorów kupiłem truskawki, z czego pierwsza łubianka niezbyt mi smakowała, więc kupiłem drugą. Widząc Babcię krzątającą się w kuchni, zaproponowałem, że może z tych gorszych zrobić jakiś koktail, albo deser. Oczywiście się pomyliła i wzięła te lepsze. Trochę zacząłem fukać, że jak zwykle musiała zrobić na odwrót, na co żachnęła się, że to ja głupoty gadam, bo właśnie wzięła te gorsze, bo nawet koktail z nich wyszedł niedobry. Łykłem go trochę i faktycznie okazał się paskudny. Ale to nie przez truskawki, bo obok miksera zauważyłem w bezpośrednim sąsiedztwie solniczkę. Babcia truskawki osłodziła solą... Twierdziła, że je zjadła, bo szkoda było jej wyrzucić. Ciężko mi w to uwierzyć jednak... Masło trzasło...  I przepadło. Dwa dni szukaliśmy. Kupiliśmy nowe. Stare Kotoj znalazł w szafce... No cóż, Babcia miała gorsze dni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz