poniedziałek, 29 czerwca 2015

Ze wspomnień Babci Alicji - Cenne majtki

2015-06-29  
Generalnie fakt, że rzeczy całkiem dziś trywialne kiedyś były na wagę złota mnie nie dziwi. Wierzę też, że obiektem wartościowym mogła być damska bielizna. Dzieje tejże nigdy jednakowoż nie fascynowały mnie na tyle, żeby temat jakoś dogłębnie zbadać. Klasa, materiał i marka majtek na pewno tak jak teraz i niegdyś wpływała na ich wartość, ale czy w związku z tym historia pary różowych majtek prababci jest prawdziwa? Nie mam zielonego pojęcia.
Pradziadkowie mieszkali na początku lat dwudziestych w Białymstku, gdzie Pradziadek Felek miał pracownie obuwia. Też nie jakich byle trepów, ale obuwia wykwintnego, dla dam z wyższych sfer. Ponoć do licznej klienteli Felka należały aktorki teatralne, które zabierały mego wuja Jerzego, wówczas uroczego dzieciaka, na przedstawienia. W związku z umiejętnością zaspokojania popytu na dobra wyższego rzędu, Pradziadkowi wiodło się świetnie w Białymstoku. Do czasu. Wprawdzie nijak wyjazdu pradziadków nie mogę zestawić z wojną z bolszewikami, ale z jakichś powodów Białystok przestał być atrakcyjny dla nich i przyjechali do Sochaczewa. Przy czym mieli problem z tym przyjazdem, bo nie było na to pieniędzy. Wyedy z pomocą przyszły ponoć majtki. A konkretniej pewnie komplet jakiejś bielizny. Otóż Feliks zastawił prababcine majtalony w lombardzie. Gdzieś pod koniec lat 20 lub na samiutkim początku 30, zjawili się w Sochaczewie. Babcia Ala twierdzi że pierwszą komunię przyjmowała już tutaj, więc stawiałbym na rok dwudziesty któryś.
Dziadek założył nowy zakład i po jakimś czasie się odkuł. Był to człowiek pogodnego nastroju i optymista, zawsze mawiał że "jakoś to będzie" i umiał doprowadzić do tego, żeby faktycznie jakoś było. TYmczasem Wenia zaczęła marudzić mu nad utraconą garderobą. Lombard sprzedawał fanty dopiero po jakimś okresie, jeżeli właściciel się po nie nie zgłosił, a ten termin się jakoś zbliżał. Feliks wyruszył więc do Białego Stoku i cenne majtki odzyskał.
Parę dni temu Babcia robiąc jakieś porządki w szafie wyciągnęła parę różowych majtalonów o wysokim stanie, z jakąś koronkową wszywką z boku, twierdząc że to właśnie m.in te ufundowały naszej rodzinie przyjazd do pięknego miasta nad Bzurą. Ze względu na podeszły wiek Alci, nie będę wmawiał wszem i wobec, że to szczera prawda i czy faktycznie tylko majtkom zawdzięczam, że moim rodzinnym miastem stał się Sochaczew, ale coś pewnie na rzeczy jest...

2 komentarze:

  1. Świetna opowieść - jeśli majtki jedwabne i z koronka, to mogły być kosztowne...
    Masz więcej takich perełek? Chętnie poczytałabym :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdzie się :). Tylko trochę porządku zrobię, bo to eksport z poprzedniego bloga.

      Usuń