poniedziałek, 13 lipca 2015

Na Warmii

2015-07-13
Czyli wyprawy dzień pierwszy. Sprawny w miarę przejazd Mazowią skomplikowały, a jakże problemy na Zachodnim. Techniczne problemy. Przeskoczyliśmy naprędce do pierwszego lepszego pociągu jadącego do Śródmieścia, dzięki czemu dotarliśmy na autokar na czas.
Podróż w zasadzie odbyła się bez perturbacji, jeśli pominąć fakt, że Małas puścił małego pawia, kiedy przestał najwyraźniej działać lek na chorobę lokomocyjną. Po dotarciu na miejsce spotkaliśmy się od razu z moim Bratem, który podjął się roli przewodnika. Poszliśmy w stare sprawdzone miejsce, czyli na Zamek, gdzie znajduje się Muzeum Warmii i Mazur. A ostatnio byłem tam 9 lat temu i wydaje mi się, że było to stosunkowo niedawno. Tym bardziej na chwilę uderzyło mnie to nawet, że dekadę niemal czasu odczytałem jako coś chwilowego.






A zamek stoi jak stał i takich rodzin widział setki. Jedne wracały, inne nie. Studnia na dziedzińcu i kamienne figury jak starzy znajomi. W dyby się nie zakuwaliśmy, bo robiliśmy to już 9 lat temu. Podobnie później stało się z figurą Kopernika przed wejściem, ze święcącym nosem. Wtedy usiedliśmy mu na kolanach. W czwartek się nie dało młodemu zrobić podobnej fotki, bo bachory pchały się na te kolana jak do Św. Mikołaja. Ale wracajmy do muzeum.


Tak zwane Pruskie Baby na zamkowym dziedzińcu.


W te dyby kiedyś mnie zakuli :)

Nie jest zbyt wielkie, a mam wrażenie że gotyckie zamczysko ma dużo więcej miejsca do zaoferowania. Składa się z korytarza, 3 sal wystawowych na parterze i takiej ich ilości na piętrze. Dodatkową atrakcją jest wejście na wieżę i jakieś ekspozycję tymczasowe. Zeszłym razem były to skarby znalezione na terenie Olsztyna i zarazem jedna z ciekawszych wystaw jakie widziałem. W tym roku pokazywane były stare zegary, też dość interesujące.

Podziwiamy :)



Jednym z głównych tematów muzeum i w ogóle Olsztyna jest postać Mikołaja Kopernika. Stąd znajdujące się w muzeum liczne dość "kopernikana". Słucham kątem ucha jakiegoś przewodnika, który opowiada zwiedzającym, gdzie astronom rozstawiać mógł swoje instrumenty... W sumie to nie wiem, czy dziadek Mikołaj tutaj akurat bawił się w badania astronomiczne, kiedy na głowie miał Krzyżaków i obronę zamku przed nimi. W sumie 5 lat chyba przebywał w Olsztynie i to raczej tych burzliwych dla Polski. Nie mniej jednak na parterze można pooglądać różne astronomiczne szpargały należące ponoć do Kopernika.
Wewnątrz pojawiły się często spotykane interaktywne terminale. Były na tyle atrakcyjne dla Małasa, że jak tylko udaliśmy się na piętro, gdzie była wystawa przedmiotów z życia codziennego dawnej ludności okolic, a brak był terminali, Małas zaczął piszczeć że mu się nudzi.



Małas w swoim żywiole


Stanowsko naukowe a la Kopernik

 


W końcu nie wiem czyje to popiersie



Łyk sztuki współczesnej. Jakby kto nie wiedział, to jest Kopernik.


Nuudzi mi się...!



Szczerze mówiąc oprócz sporego planu miasta z zaznaczeniem, gdzie co znajdowano na jego terenie i z jakiej epoki pochodziło, to faktycznie prawie nic nadzwyczajnego tam nie było. Trochę znalezisk z epoki kamienia łupanego, czyli z czasów, kiedy człowiek prochu nie wymyślił, jakieś obrobione rogi i skóry. Z nowszych czasów kołowrotki, skrzynie, ławy, ot wystrój warmińskiej chaty. Jeśli miałbym się przy czymś zatrzymać na dłużej, to rzeźby ludowe i świątki z kapliczek starych jak świat, są najmocniejszą częścią tamtejszej ekspozycji.
Co innego parter. Tu panuje przepych, pięknie zdobionych przedmiotów z dawnych wieków, ale już cywilazycjnie nam bliższych. Ktoś wprawdzie wpadł na pomysł, by starocie przemieszać ze sztuką współczesną, co powoduje w niektórych miejscach pewien dysonans, ale dominuje wiek XVI i kilka następnych, z małym odsetkiem XX.
Ostatni etap zwiedzania to wieża, z której mamy widok na okolicę. Wchodzi się do niej krętymi schodami, miejscami dość stromymi. Widoczek jednak ładny. Po drodze jeszcze skręt robimy do pomieszczenia, w którym jest tymczasowa chyba wystawa zegarów.


Panorama Olsztyna z zamkowej wieży

Podobnie jak w Krakowie, tak i tu dużo się nasłuchałem niemieckiego gadania. Rodzina J. nie lubi tej chrzęszczącej w uszach mowy, choć do samych Niemców mamy już stosunek ambiwalentny.
Spacerując po starówce skręcamy do pizzerii, bo głód nas zaczął pacyfikować. Niestety kiepści się też pogoda, która wygania nas spod markizy do wnętrza lokalu. Pizza przeciętna, zamiast sosu lokal ma w zwyczaju serwować niezbyt udany ketchup. Jedziemy jeszcze do marketu i w końcu na Ruś, gdzie powiem szczerze popadaliśmy wszyscy pokotem i pospaliśmy się jak susły, oprócz mojego brata.
Wieczorkiem zaś spożyliśmy powitalne piwko...


Na starówce dzeszczowo...

poniedziałek, 6 lipca 2015

Wycieczka rowerowa z Małasem - dystans 10 km

2015-07-06
Ech, miało być pisane codziennie. A tu lipa wyszła, wpisy coraz rzadsze. Ostatni upał nie motywuje do pisania, choć odbyliśmy w sobotę 4 lipca nader ciekawą, lecz wyczerpującą wycieczkę z Kotojem do Mistrzewic. Ciekawą na tyle,by żyłka historyka zaczęła drgać i motywować mnie do szukania informacji o pewnym nie istniejącym kościele, w którym... byliśmy, choć brzmi to absurdalnie. Małas tymczasem pozbywał się strachów jazdy na rowerze ze swoją Chrzestną. Pozbył się ich na tyle skutecznie, że dziś przebyliśmy trasę 10 km.

Tu cytat z Małasa:

"Zostawiam tego jednego stracha, tego błękitnego, mobilizującego. On mi będzie dawał kopa energetycznego i będę jeździł jak skubany"











No i jeździ,,, skubany.