środa, 19 sierpnia 2015

Zawiało... jesiennie?

Po fali upałów, zrobiło się niemal chłodno. Przynajmniej mój organizm zareagował na temperaturę niemal jak na jesienne ochłodzenie. A jeszcze w sobotę pławiliśmy się w Rawce przy 30-stopniowym upale... Przyjechał znowu mój brat i pojechaliśmy pociągiem, a reszta rodziny ze znajomymi ich samochodem.
Za pierwszym, z Justyną i Evą, wszyscy pociągiem pojechaliśmy na stare miejsce, na tzw. wodospad. Wodospad to takie sztuczne spiętrzenie przed młynem wodnym w Kęszycach, choć tym razem woda tak opadła, że wodospad niemal znikł, przepuszczając  tylko wąską strugę plumkającej nieśmiało wody. Woda opadła znacznie, przez większość rzeki można spacerować wpław, chociaż i tak Rawka nie należy do rzek głębokich, a co za tym idzie idealna jest dla małych dzieci.
Za drugim razem, z Marcinem i "Rafałami" (Rafał, Jola i Patryk) pojechaliśmy w inne miejsce, nie na wodospad, tylko na zakole rzeki. "Ludziów", było jak mrówków, a koło nas rozpostarło się ciekawe towarzystwo. Młodzi ludzie rozstawili sobie grilla i na cały zycher przywalili disco polo. Ochoczo zaczęli sobie też popijać piwko, jedna młoda mamusia wykazała się nawet zdolnościami akrobatycznymi, dzierżąc dwuletnie na oko dziecko w jednej ręce, piwsko w drugiej. 
Cóż, zabraliśmy z Kotojem dzieciaki na podróż do wodospadu. "Stare", nie chcieli iść, trudno - siedzieli słuchając "umcy, umcy". Tam był spokój, wyszedłem na rozlewisko z Małasem i Patrykiem i bawiliśmy się piłką. Po powrocie nasi znajomi zwinęli mandżur i odjechali do Sochaczewa, my z bratem mieliśmy jeszcze godzinę do pociągu. Przysiedliśmy na ławeczce nad rzeką i gadaliśmy, skryci za krzakami, gdy tymczasem kolejny epizod do całej wyprawy dopisało poznane już wcześniej towarzystwo. Otóż przez jakiś czas kilka kroków za nami wędrował sobie powolnym krokiem młodzian z piwkiem w ręku. Akurat gdy przechodził za nami, a my siedzieliśmy nad rzeczką, dogoniła go "piwna mamuśka". Szamotali się przez chwilę, mimochodem usłyszeliśmy pyskówkę i odgłos plaskacza w policzek. Laska z płaczem rzuciła się z powrotem w kierunku plaży, młodzian majestatycznym krokiem, dzierżąc butelczynę oddalał się w kierunku przeciwnym.  Za chwilę jednak panna zmieniła kierunek i popędziła za uchodzącym w siną dal chłopakiem. Co więcej, za kilka sekund wyłoniła się zza horyzontu kolejna dziewczyna, ze wspomnianym wcześniej dzieckiem na rękach, i wzrokiem wielce zaniepokojonym poczęła wypatrywać zaginionej "piwnej mamusi". Nie widząc jej, zawróciła...
W sumie historia jest o niczym. Sęk w tym, że przytrafia się niejako drugi raz i świadczy o coraz powszechniejszym zdziczeniu obyczajów i coraz powszechniejszej patologii. Martwi mnie, w jakim świecie będzie dorastał mój syn...
Wracając do optymistycznej puenty...
Te wakacje były wyjątkowe pod względem odwiedzin. Z Anglii głównie, bo i dawno nie widziana koleżanka i dawno nie widziana kuzynka. Ale też dwa razy był mój brat, z którym daaawno już nie spędziłem tyle czasu. A teraz spadek temperatury kojarzy mi się z jesienią i brakiem odwiedzin.

Nasze rozlewisko




Taplamy się, grając w piłkę z przypadkową dzidzią

W drodze powrotnej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz