środa, 16 września 2015

Piłka nożna

Wczoraj Małas spełnił w końcu swoje marzenie i udał się na pierwszy trening piłki nożnej. Kupiłem mu w tym celu buciki do gry na hali, zaopatrzyłem w krzepiące błogosławieństwo i ruszyliśmy z Mamą na pierwszy trening. Kotoj był wielce sceptycznie nastawiony do predyspozycji Małasa, zwłaszcza, że od początku nie obyło się bez problemów natury technicznej. Biedny nasz syn zapomniał jak się wiąże buty. Panikował przyt tym i lamentował, a Kotojka usiłowała go uspokoić, że przypomni sobie, bo z wiązaniem butów jest jak z jazdą na rowerze (w znaczeniu, że się nie zapomina), na co rozżalony Małas spytał z przekąsem:
- To co mam jeździć na nich?
Jakoż udało się mniej więcej buciki okiełznać i udaliśmy się na ten pierwszy trening. Trener, starszy pan, musiał się wykazać zaiste anielską cierpliwością usiłując zebrać w karby rozwrzeszczaną młodzież. Każdy ma inną koncepcję gry, dzieciaki stały jak słupy soli, albo rozbiegały się we wszystkie kierunki, jak tylko dostały piłkę. Dodajmy do tego nasilenie decybeli rozgorączkowanych głosów i mamy totalny chaos. Uciekliśmy stamtąd, bo 90 minutowy mecz przekraczał nasze możliwości psychiczne. Wróciliśmy jednak na ostatnie pół godziny i muszę przyznać, że Piotrek podniósł mi adrenaline i wyzwolił żyłkę kibica, po tym, jak dwa razy przejął piłkę i ruszył na bramkę przeciwnika, wyprowadzając nawet strzał na bramkę, niestety jeszcze niecelny. Niby nic specjalnego, ale dwie akcje naszego Małasa były jedyne podczas meczu.
Wracał czerwony jak wiosenny buraczek, a oczka świeciły jak węgielki. Czyżbyśmy się wszyscy mylili?

niedziela, 6 września 2015

Bieg Cichociemnych 2015

Tym bardziej ciekawa impreza, bo udział w niej brała nasza Ania. I ukończyła ten wyczerpujący rajd otrzymując medal. Wyczyn to nie byle jaki, bo pomimo zimna duża część szlaku wiodła korytem Bzury. Kibicowaliśmy całą rodziną, żeby nie było. :) Małas też dopingował ciotkę i był niezwykle dumny.


Strażacy "lali wodę", żeby się uczestnicy zbytnio nie zgrzali.


Anka brodzi z tyłu :)