sobota, 31 października 2015

poniedziałek, 26 października 2015

Wybory 2015

Już wiemy, kto będzie rządził. Wieszcze rozmaici, źle wróżą Polsce pod rządami Kaczora. Ja wyrosłem już z nadziei, że ten rząd wprowadzi jakieś cudowne zmiany, któe sprawią, że będzie dobrze. Sprawy potoczyły się chyba już za daleko na ich naprawę jest za późno. Głosowałem jednak za PISem, bo rząd PO wypalił się do cna, a jego przedstawiciele, są zupełnie oderwani od życia zwykłych ludzi. Nie wiem też, czy coś można jeszcze w naszym kraju bardziej zepsuć. Żeby nie było smutno napisałem dziś wiersz, czytając lamenty Michnika, jak to społeczeństwo polskie strzeliło sobie w stopę. Niech będzie zatytuowany "Nic już nie pomoże".

Nie pomogą już Michniki,
gdy zaszkodziły naleśniki
z kawiorem spożyte w Sowie,
nagrana po kryjomu spowiedź
i myśli rządzącej kliki
Przesądziły wyborów wyniki.

Lewactwo całe w strachu
będzie chyba wiać na zachód
bo w Polsce taki klimat
że, sorry - nie wytrzyma,
Nastanie Sodoma i Gomora
Remake "Wejścia Kaczora".
Skarży się Wojewódzki
Że nie pomaga picie wódki
I nawet z rozmowy u Zelnika
nic dobrego nie wynika
Ogólny brak wytycznych
dał mentalny stan krytyczny...
I Tusk nawet nie pomoże,
Kopaczowej niebodze
Dyć on pobiera pensje z Unii
W Polsce nie musi się trudzić
wciskając prostym ludziom lipę
że kraj nasz słynie dobrobytem.
I Karolak nie pomoże
Bo w teatrze puste loże
chamstwo nie chce na sztuki chodzić
Więc czas może się pomodlić
lub zacząć grać w jasełkach
jakiegoś grubego diabełka?
Jedni się cieszą, inni płaczą
A rodacy wnet zobaczą
kto blotki miał w rękawie
Komu asa przyniosło rozdanie.

niedziela, 25 października 2015

Pasowanie 16 października



Małas recytuje swoją kwestię.

Nasz Małas został oficjalnie uznany za ucznia. Uroczystość trwała chyba ze dwie godziny. Spróbowałem z daleka uwiecznić tą chwilę, co wyszło mi niestety tak sobie. Ale zawsze jakiś ślad jest. :)



czwartek, 8 października 2015

Jedno z miejsc opuszczonych...

06.10.2015 
Na dojazd do Matyldowa i powrót do Sochaczewa mieliśmy tego dnia 3 godziny. Aż nadto, jeśli pominąć ceremonię robienia zdjęć wszystkim przydrożnym ciekawostkom. Wyjazd zaczął się niefortunnie, jakieś krzaki wkręciły mi się w koło, luzując szprychy i jechałem na lekkiej ósemce.
 Wjeżdżając do Matyldowa trafiamy na feralny zakręt. Obfituje on nie tylko w wypadki, ale też krążą o nim pogłoski, że silniki samochodów gasną w tym miejscu i nie chcą zapalić. Obok szosy, pod przydrożną wierzbą krzyż niewielki, drewniany luzem położony świadczy prawdopodobnie o jakiejś tragedii.
Celem wyprawy był cmentarz ewangelicki, pozostałość po Olendrach. Co można powiedzieć o samym Matyldowie? Cóż, mogę powtórzyć to, co odkrył Marcin Prengowski, autor książki "Olendrzy w Powiecie Sochaczewskim". Zabłoccy założyli Matyldów, sprowadzając tu kolonistów luterańskich. Wieś nazwano na cześć żony Cypriana Zabłockiego, Matyldy de Proft. Działo się to w roku 1827, a siłą rzeczy przybysze musieli mieć także swój cmentarz, który datuje się gdzieś na połowę XIX wieku. Po wskazowkach uzyskanych od pani napotkanej na posesji, trafiliśmy w końcu do niego, skrytego w gęstwie krzewów....

Tu świerszcze polne, pomiędzy kamienie
Przed nadgrobowym pochowane słońcem,
Jakby mi chciały nakazać milczenie:
Sykają. — Strasznym jest Rapsodu końcem:
Owe sykanie co się w grobach słyszy —
Jest objawieniem — jest i pieśnią ciszy.
(J. Słowacki)

Z trudem znaleźliśmy jakąś lukę między krzewami, by wejść do środka. Nic ponad pieśń ciszy nie docierało tam do nas... Wśród zapomnianych i potrzaskanych mogił, zatopionych w gęstwinach, szukaliśmy grobu ocalałego, który dałby jakieś świadectwo o pochowanych tu ludziach. Nic tylko ułomki kamieni z fragmentami niemieckich słów. Nagle, przedzierając się przez chaszcze, odwróciwszy się już z rezygnacją, stanąłem wobec krzyża żeliwnego, kutego, który jako jedyny ostał się cały wśród resztek pomników. Jakim cudem go minąłem? August Krentz, zmarły w 1908 spoczywa w jedynej ocalałej mogile cmentarza, którego granice wyznaczają jednynie drzewa wyrastające ponad gęste krzewy. Obok ułomek metalowy przy samej ziemi świadczy o istnieniu drugiego, bliźniaczego krzyża, który stanowiąc zapewne wartość materialną, wywędrował w świat...
Stary Matyldów leży po południowej stronie drogi i gdzieniegdzie zachowało się trochę charakterystycznego budownictwa. To najstarsze odchodzi już niestety w szybkim tempie w niebyt. Np. okazałą chatę z glinianych cegieł, którą sfotografowałem kilkanaście lat temu można zobaczyć już tylko na zdjęciu, nie wytrzymała naporu lat i opuszczenia. Z końca lat 30 pochodzą dwie obory, murowane, solidne, na których widnieje tabliczka z datą i inicjałami A.W.  Nawet komórka jakaś niewielka przterwała do czasów dzisiejszych. W latach czterdziestych wysiedlono stąd ludność, która to wszystko pobudowała. Niemiecka mowa wtedy była bardziej kłująca w uszy, niż kiedykolwiek. Czy słusznie? Jak mieszkańcy Matyldowa zachowywali się w czasie okupacji? Różne są przekazy. Niektórzy z pewnością z sentymentem witali rodaków i powpisywali się na folkslisty. 
Wracamy z wycieczki pod wiatr. Być może ten krótki wypad to już ostatnia wycieczka w 2015 roku...








czwartek, 1 października 2015

Przeszpiegłe oczy rozprutka

Takie rzeczy tylko w rodzinie. Czyli powiedzonka zarezerwowane.
Rys sytuacyjny:
Idziemy do sklepu. Nagle zauważamy że Małas ma dziurę w spodniach. Jakże to, niedziela a młody w dziurawych spodniach? Młody się tłumaczy że to wcale nie dziura...
- Nie dziura, to co?
- Taki tylko rozprutek...
Za chwilę kolejny tekścik, tym razem w wykonaniu Kotoja podczas tego samego wypadu. Zauważam (stary grzybiarz), że za płotem na jakiejś działce rosną pieczarki.
- Masz ty te oczy jednak "przeszpiegłe"... - moja żonka w ten sposób kwituje moje odkrycie.
Że jakie? A cóż to znaczy przeszpiegłe. Szczerze mówiąc skojarzyło mi się od razu z jakąś wszystkowidzącą sąsiadką, która wie o wszystkim, co się dzieje w okolicy. Okazuje się że powiedzonko moja małżonka odziedziczyła po swojej Babci i chyba faktycznie oznaczało w jej ustach wścibstwo.

Na zakończenie bonus w postaci zagadki Małasa:

- Tato, mam zagadkę. Jest łukiem ale nigdy nie strzelał.
Wysilam łysawą i siwą łepetynę, rzucając że może tęcza, a może jakiś łuk w arkadzie...
- Nie tato, to łuk nieużywany.

Czas upływa mi na spisywaniu wspomnień mojej 95 letniej Babci, które publikuję w lokalnej gazecie. Zaniedbałem przez to troszkę bloga. Ale złe nie ginie, więc jeszcze z pewnością coś nasmaruję niebawem.