czwartek, 19 listopada 2015

Z kroniki rodzinnej - Dzieje Jana i Zygmunta.

W domowym albumie znajduje się zdjęcie, młodego człowieka w mundurze, Jana Dukaczewskiego. To brat cioteczny mojej Babci Alicji. Życiorys który poznałem pewien jest niedomówień, nie mniej jednak przytoczę go, tak jak zasłyszałem.
Jan Dukaczewski
Zaczyna się od błędu, który popełniła Babcia, twierdząc że Jan był lotnikiem i latał w RAFie. Nie był. Szkołę podoficerów Lotnictwa skończył jego brat, Zygmunt. Mężczyzna ze zdjęcia ma na sobie mundur kaprala piechoty. Błąd odkryłem szukając pilota Jana na forum "Myśliwcy". Otrzymałem wtedy taką odpowiedź:

Mieczysław Hasiński "Encyklopedia - Szkoła Podoficerów Lotnictwa dla Małoletnich" znajduje się następujący biogram Zygmunta Dukaczewskiego: 

Urodził się 8 grudnia 1920 roku w Grądach, pow. Grodzisk Mazowiecki. W 1934 roku ukończył Szkołę Powszechną w Wiskitkach i do 1938 roku odbywał praktykę czeladniczą w zakładach mechanicznych w Żyrardowie. W tym samym roku wstąpił do SPLdM w Świeciu. Podczas kampanii wrześniowej był ewakuowany z Krosna do Łucka. Po zbombardowaniu koszar i lotniska, nastąpiła dalsza ewakuacja do pobliskich lasów i wiosek. Pod miejscowością Gródek, jego oddział został rozwiązany i powrócił do domu.  
Podczas okupacji mieszkał w Warszawie. Został wciągnięty di Armii Krajowej i do Powstania Warszawskiego pracował na kolei. Po uzyskaniu wolności, rozpoczął pracę w zakładach lniarskich w Żyrardowie do 1946 roku. Następnie uczęszczał do Liceum Pedagogicznego w Grodzisku Mazowieckim. Liceum ukończył w 1948 roku i zaczął uczyć w Szkole Podstawowej do 1955 roku. Ze względu na niskie uposażenie, przeniósł się z powrotem do PKP, gdzie pracował do 1 lutego 1981 roku na stanowisku samodzielnego referenta ekonomicznego.
    

O Janie słuch zaginął podczas wojny. Wiadomo było tylko, że przedostał się na Zachód i walczył wspólnie z Anglikami. Poszukiwania Jana przez Czerwony Krzyż po wojnie na nic się zdały, aż do lat 60 nie wiadomo było co mogło się z nim stać. Do momentu gdy pojawił się niespodzianie w Sochaczewie. W domu była niestety tylko prababka Weronika, siostra jego matki. Z opowieści okazało się, że bił się pod Monte Cassino, że został postrzelony w czasie walk w Afryce i na jakiś czas stracił pamięć. Do Polski nie wrócił, otrzymując mylną informację, ze rodzina zginęła podczas okupacji. Jak trafił do mojej rodziny nie wiadomo, lecz ucieszywszy się, że ich odnalazł, obiecał rychło do Polski znów przyjechać. Niestety, nie było mu dane. Zginął w wypadku samochodowym w 1964 roku w Anglii.

1 komentarz:

  1. Zaszczyt mieć w rodzinie takiego człowieka, człowieka, który w jakimś stopniu walczył za nasz kraj. Smutne tylko, że nie udało mu się wrócić później do ojczyzny.

    OdpowiedzUsuń