środa, 18 listopada 2015

Z kroniki rodzinnej - Historia z palmą w tle

Palma uschła. W zasadzie Babcia ją ususzyła, twierdząc, że jak umrze nie będzie co z nią zrobić.
 
Palma miała swoją historię do opowiedzenia. Czas zatarł trochę w pamięci fakty, a niektóre wątki tej opowieści są znane bardziej z pogłosek (nawet rzekłbym, że są trudne do uwierzenia), więc Babcia poprosiła mnie, żebym ze względów rodzinnych nie podawał szczegółów takich, jak nazwiska i nazwy miejscowości. Powiem tylko tyle, że moi przodkowie ze strony Babci, mieszkali w małej wsi pod Żyrardowem. Prababcia miała rodzeństwa dziesięcioro i właśnie jednego z wujów Babci historia dotyczy. Mieszkał On właśnie w owej rodowej wsi, wraz z żoną i dwoma synami. Gospodarstwo musiało być znaczne, gdyż pracowali na nich parobkowie. Wśród nich był Ukrainiec Iwan. Nie wiadomo czego wujowi bardziej zazdrościł, majątku, czy żony. Wuj zginął w końcu z ręki Iwana, a ten, by zatuszować zbrodnie, zakopał ciało na polach, mając być może nadzieję osiąść teraz już bez przeszkód na włościach wraz z majętną wdową. Lecz zbrodnia wyszła na jaw w niesamowitych okolicznościach. Oto koń wuja, wyskoczył rozszalały ze stajni i począł galopować po okolicznych polach. Rył kopytami w pewnym szczególnym miejscu… tam gdzie spoczywał jego pan. Morderca przepadł na zawsze, zanim dosięgła go ręka sprawiedliwości a wybuch wojny uniemożliwił śledztwo w tej sprawie. Cóż, może spotkało go to na co zasłużył w innych okolicznościach tego burzliwego okresu, kiedy śmierć chadzała niczym nie skrępowana wszystkimi drogami. Podejrzenie padło na wdowę i ogólne odium, reszta rodziny odwróciła się od niej, szeptano, że to ona właśnie pchnęła Ukraińca do tego czynu. Ale ta kara ostentacyjnego milczenia i ciężkich spojrzeń widać była niewystarczająca, bo zapadła także wkrótce na paraliż. Podczas czasów wojny, kobieta trudniła się handlem alkoholem. Ale miała najwyraźniej też inne grzeszki na sumieniu, bo pewnego dnia, pojawili się u niej ludzie z AK, kończąc ostatecznie historię jej życia. Zastrzelony został też jeden z jej synów. Po wojnie, jeden tylko człowiek pozostał na gospodarstwie, ostatni syn. Jego śmierć także była nagła, od kuli znikąd
Palma, za życia
.
Czy wszystko było tak jak opisałem? Nie wiem. Nazwę wsi znalazłem, nie mieszka tam już prawdopodobnie nikt z babcinej rodziny, choć po wojnie mieszkali tam jeszcze. Losy dziesięciorga pozostałych ciotek i wujów i ich dzieci były również burzliwe, wojna rozsiała ich po świecie… Najtragiczniejsza chyba historia dotyczy siostrzeńca i chrześniaka mojej prababki, Jana. Podczas wojny latał w siłach RAFu, po wojnie wysyłał listy na znane adresy i otrzymał mylną wiadomość, że rodzina nie przeżyła okupacji. Ożenił się, miał dzieci i żył szereg lat bez świadomości, że jego bliscy żyją i go szukają. Gdy się w końcu dowiedział, przyjechał natychmiast, ale już w latach 60. Odnalazł część rodziny, nie zdążył się spotkać ze wszystkimi, musiał wracać do Anglii. Obiecał przyjechać niebawem znowu do Polski. Nigdy nie było mu to dane, zginął w Anglii w wypadku.

1 komentarz:

  1. Czytając Twój wpis przypomniałam sobie czytaną kiedyś książkę
    Bernarda Nowaka: Taniec Koperwasów. Lublin 2003
    (wyd. drugie uzupełnione - 2015)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń