sobota, 23 stycznia 2016

Ballada o Infamisie

Człek to przez kościół wyklęty
Zaś mu dachu odmówić należy,
żadnego też jadła ni napoju
nie trza podawać do stołu.
Po wsze czasy banita i infamis
Za pan brat żyje z czartami!

Z ręką ciągle na szabli głowni
Gdy lico "ad causam" zbrodni,
Lecz nie "crimen" jego zabicie,
Zatem sfora nastaje na życie
charakternika bez czci i wiary
Tak wielu nęci mord bez kary...

Infamis chętnie użycza pola
Kiedy rębajły szabla skora
A gęba spod podgolonej czupryny
Zgrzyta, oraz miny groźne czyni.
Z naprzeciwka zaś jeno drwina
Mierzi i do gniewu przyczynia
Co mgłą czerwoną zasnuwa oczy
I krwią adwersarza plac zbroczy,
kładąc kryskę na lichym żywocie
Stalą wrażoną w pierś...i nic potem.

A on nosi wciąż głowę na karku
Choć winien ją oddać już czartu
Lub dziewce z konopnym włosem
Co sterczy na drewnianej nodze.

Zali długo ziemia będzie nosić
Stefana Ligęzę herbu Półkozic?
2014-06-27

Niegdyś, na kartach książki Józefa Hena "Crimen" dane mi było poznać osobę banity i infamisa Stefana Ligęzy. Sama książką opowiada o ponurej sprawie zabójstwa szlachcica awanturnika Błudnickiego, którą stara się rozwikłać jego syn Tomasz po powrocie z wojen moskiewskich w XVII w. Towarzyszy mu i pomaga w tym zadaniu właśnie imć pan Ligęza, postać bardzo barwna, zawadiacka, szermierz pierwszej wody, mający za nic prawa ludzkie (a może i boskie), kierujący się jedynie własnym honorem i fantazją. Za tzw. "rapt" ekskomunikowany i skazany na banicję (porwanie panny normalnie nie kończyło się taką karą, ale młody Stefek uprowadził ją wysadzając bramę klasztoru), wraca po dwudziestoletniej tułaczce po świecie wiedziony tęsknotą do ojczystego kraju.
Ba, twarz pana Ligęzy nabrała rysów ś.p. Marka Walczewskiego, w nagranym przez TVP serialu o tym samym tytule. Muszę przyznać, że postać ta imponowała mi bardziej niż postać głównego bohatera, zagranego w serialu brawurowo przez niezmanierowanego jeszcze "Psami" Bogusława Lindę.
O ile zresztą postać Tomka Błudnickiego przebywała raczej w świecie postaci fikcyjnych, pan Stefan Ligęza, chodził był niegdyś po świecie naprawdę, pojawiwszy się na równi ze słynnymi Lisowczykami, kompanii równie straceńczej i cieszącej się złą sławą, bo utrzymującej się głównie z wojennych łupów. Pomimo, że na brak wojny nie narzekano wtedy, zdarzały się krótkie czasy braku zajęcia, a jeść coś trzeba było, więc lisowczycy dawali się prostej ludności we znaki. Casus przeklinanych i wysyłanych przez króla Wazę byle dalej od Polski Lisowczyków obrazuje aż nadto pokazaną w książce antysienkiewiczowską wizję Rzeczpospolitej, gdzie panoszył się mord, a prawo było prawem silniejszego, sankcjonowanym stalą i ogniem. Takich rycerzy rabusiów było całkiem sporo i do nich też zaliczał się Stefan Ligęza. Za rozboje żywot swój zakończył wraz z 26 towarzyszami na wrocławskiej szubienicy, w roku pańskim 1620, co by wpisywało się w czas akcji powieści Hena. Sam jej narrator na los Ligęzy spuszcza kurtynę, wspominając, że "jakiegoś lisowczyka Ligęzę i to Stefana, powieszono na Śląsku, ale czy to mój, nie ręczę".
Czy był to pierwowzór naszego powieściowego Ligęzy, romantycznego awanturnika? Cóż, niejednemu psu Burek. Inny Stefan Ligęza i to nawet Półkozic, żyjący we wcześniejszym jednak stuleciu był wojskim sanockim, właścicielem dóbr w Przecławiu, ale ten dla odmiany nie wsławił się burzliwym trybem życia.
O zadziornym Ligęzie, Andrzeju pisze Jacek Komuda w swoich "Warchołach i Pijanicach". Tym razem chodziło o spuściznę po ojcu, którą zdaniem pana Andrzeja bezprawnie zagarnął jego stryj kasztelan czechowski Mikołaj. Upominanie się o spadek doprowadziło wręcz do małej wojny domowej i spustoszenia Rzeszowa, gdzie rezydował Mikołaj Ligęza. Działo się to w roku 1603, więc znów bliżej czasów naszego Ligęzy, który w trakcie akcji powieści liczy sobie lat około 50. Król, któremu poskarżył się kasztelan, wezwał szlachtę do ukarania pana Andrzeja, ale odzew był żaden. Nikt nie chciał zadzierać z bitnym i charakternym szlachcicem. Spór rodzinny natomiast po jakimś czasie rozszedł się po kościach i zakończył ugodą.
Natomiast ballada o infamisie zakończona jest najlepszym w takim wypadku niedopowiedzeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz