środa, 20 stycznia 2016

Faster, Higher, Further!

Czyli saneczkowe szaleństwo w wykonaniu naszych synów. Mówię naszych, bo oprócz Piotrka, szaleje również Syn Rafała, Patryk, a obaj panowie bardzo lubią "białe szaleństwo". I jest to pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy w ogóle w naszym regionie można sobie na to pozwolić. Śmiałem się nawet, że Małas będzie miał o czym wnukom opowiadać, bo za parę lat nie będzie śniegu w ogóle. 
Młodzi przecierają dokładanie te same szlaki co my, choć za moich czasów było w tym miejscu większe pole do popisu. Można było zjechać pod samo zamkowe wzgórze z tzw. "młyna", czyli ze skarpy na której znajduje się obecnie hurtownia "Jutex". Czemu z "młyna" nie wiadomo, bo żadnego młyna tam nie było, tylko ruina starego domu. Dziś teren w tym miejscu jakoś się zniwelował i żaden zjazd by się nie udał.
Została pochyłość obok muszli koncertowej, oblegana przez rodziców i dzieci. Małą niedogodnością jest sąsiedztwo starej muszli koncertowej, na którą znosi czasem nieopierzonych adeptów sztuki saneczkarskiej. Sam wychwyciłem ostatnio jakąś dziewczynkę, zmierzającą w kursie kolizyjnym na ogrodzenie. Młody opanował zasady sterowania pojazdem i takich błędów na szczęście nie popełnia.


Pełnia radości

Kolizja na torze, dość częsty przypadek

Dwaj jeźdźcy szykują się do szusowania :)
Obserwując to wszystko, zastanawiałem się, kiedy ktoś wpadł na pomysł skonstruowania sanek dla dzieci, fundując kilku już pokoleniom kupę radości. Tradycja zjeżdżania na śniegu pewnie jest równie stara, co pierwszy kontakt dziecka z białym puchem, a pierwsze sanki nie różniły się od zwykłej deski. Poniższa pocztówka ma 105 lat i jak widać sprzęt jest już bardzo zaawansowany.


1 komentarz:

  1. Ale zazdroszczę takiego wypadu :) u nas nadal śniegu jak na lekarstwo. Ale na spacery chodzimy, tylko bez sanek. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń