niedziela, 3 stycznia 2016

Wracamy jutro do codzienności

Święta upłynęły w błogim nieróbstwie, jeśli nie liczyć zmywania naczyń i szykowania jedzenia. 
Na wigilii usiedliśmy przy stole, matula, Marylka, Ania, babcia i my. Po połowie kieliszka wina musującego potoczyły się historie z dawnych lat, babcia lubi sobie powspominać wprost proporcjonalnie do ilości słuchaczy. Śmiechu było co niemiara. Po północy poszliśmy z Kotojem na pasterkę, odprawioną wyjątkowo szybko. Miałem wrażenie, że ksiądz się spieszył, (być może do kieliszka, he, he?) może i dobrze bo znużenie zaczęło mnie ogarniać coraz większe. Świadomość, że nie trzeba nigdzie się spieszyć, ani wstawać przykuła nas do łóżek, z których coraz ciężej nam się zwlec. Gdy nadejdzie pora ruszyć znów do pracy, przeżyjemy chyba istny szok. Termiczny także, no bo wyłaź tu człowieku spod kołderki na ten mróz...
Sylwester nam się ino mignął w gronie przyjaciół. Dzieciaki dotrwały do godziny drugiej niemalże w nocy, podczas gdy "stare", czyli my, najadaliśmy się i napijaliśmy przy muzie. Jakoś tak znowu miałem wrażenie że wszystko odbyło się za spokojnie, za szybko, za mało szumnie - cholera gdzie te sylwestry z dawnych lat?

Parę minut przed północą wyszliśmy oglądać pokaz fajerwerków, w tym roku trwał wyjątkowo dłużej, około 15 minut. Wspomniany mrozek przyszedł wraz z nowym rokiem i daje się we znaki do dziś. Tylko śniegu brak, w naszej dziwnej krainie.

A z pokazu zrobiłem szereg zdjęć, które zamieszczam.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz