poniedziałek, 29 lutego 2016

Kolejne zjdęcia z wojny,

 Kolejne dwa zdjęcia września 39. Pierwsze zrobione przez żołnierza niemieckiej 10 dywizji pancernej, w pełni obrazuje przerażenie ludności cywilnej na widok wrażych wojsk. Przestrachu nikt nie kryje, ręce babiny na pierwszym planie składają się niby do modlitwy... Kobieta w pasiastej sukience w zakrywa dłonią usta... jakby nie dowierzała, że to co się dzieje, dzieje się naprawdę.





A tu już moje okolice, czyli znów pokłosie bitwy nad Bzurą. Spośród licznych zdjęć zrobionych wtedy przez Niemców wciąż wyłania się ten sam obraz, padłych koni i zniszczonego sprzętu wojskowego.No i jeszcze kolumn jeńców wziętych do niewoli.





sobota, 27 lutego 2016

Prehistoryczne Oceanarium

To w zasadzie taki dodatek był do zeszłotygodniowej wycieczki. Co nas czeka w środku? Dostajemy specjalne okulary, i oglądamy na kilku ekranach potwory morskie z minionych epok w trójwymiarze. Dzieciaki miały frajdę, ale uważam, że 50 zł dla trzech osób, żeby oblecieć w 15 minut kilka "akwariów" to stanowczo zbyt wiele. Klimat nawet fajny, cały czas słyszymy bulgotanie i nienachalną muzyczkę kojarzącą się z podwodnymi filmami.
Jedno trzeba przyznać stwory faktycznie wyglądają jakby pływały za szybą. Iluzja pryska, gdy chcemy zajrzeć do wnętrza i okazuje się, że brak w nim perspektywy, czyli obraz jest płaski. Gady sprawiają wrażenie, że nas obserwują, pukają w szybę, szczerzą ostre jak sztylety kły. W pewnym momencie gdzie z oddali wydawało mi się że słyszę jakiś przeciągły pisk... 
Ostatnia sala zamykana jest od zewnątrz przez pracownika wystawy. Ostatnia rybka - dość pokaźny megalodon, od początku zdaje się mieć oko na zwiedzających. W pewnym momencie znika z pola widzenia. Za chwilę widać ją, jak szarżuje z góry w kierunku gapiów. Łup! Czujemy pod stopami wstrząs, pomieszczenie drży w posadach. Następne wściekłe ataki doprowadzają do pęknięcia szyby akwarium, a podłogą już porządnie trzęsie. Szyba trzeszczy, po czym tryska z niej na nas fontanna wirtualnej wody. Nie powiem robi wrażenie, zmysły prawie dają się oszukać, że to dzieje się naprawdę. Włącza się alarm, na uszkodzoną szybę zjeżdża stalowa kotara... Koniec przedstawienia, nic nas nie zeżarło... Ale wiem skąd był ten pisk.


czwartek, 25 lutego 2016

Walka z kleszczami

Podczas swoich licznych wycieczek i wędrówek po okolicy, spotkań z różnymi ludźmi, często wyłuchuje zabawnych opowieści. Ta dotyczy problemu kleszczy, z jakim borykała się mieszkająca nieopodal lasu para staruszków i nijak inaczej nie da się jej opowiedzieć, jak w formie anegdotki. Zajadłe stworzenia prześladowały zwłaszcza babcię, która co wychodziła przed dom nieco oprzątnąć, to wracała z niechcianymi gośćmi na nogach. Ukąszenia kleszczy jak wiadomo nie są zbyt bezpieczne, zwłaszcza dla ludzi w podeszłym wieku. Dziadek starał się jak mógł, kosił trawę wokół domu, grabił, ale niewiele to pomagało. W końcu Babcia wpadła na pomysł, żeby intruzów wykurzyć ogniem i trawę wokół domu wypalić. Niestety, podczas wykurzania kleszczy, ogień okazał się niepokorny, wymknął się spod kontroli, a nawet pochłonął wychodek starszych państwa i zaczął się niebezpiecznie zbliżać do zabudowań sąsiadów. Co gorsza bezpośrednio przy domu rósł przecież las. Z pomocą sąsiadów udało się pożar w końcu stłumić, ale dziadkom pozostał wstyd, "bo niby przecież stare ludzie, a taką głupotę odczynili", jak skomentowała zajście babcia...

Stąd przesłanie się dla młodzieży niesie,
Nie palcie ogniska w lesie... :)



wtorek, 23 lutego 2016

Nasza Polska



Tą piękną pieśń napisał Jan Pietrzak. Przyszła mi dziś do głowy, gdy zamyśliłem się głęboko nad tym co się dzieje z tym naszym biednym rajem, w  który wrosło w minionym wieku chyba najwięcej krzyży w Europie. Nie ma ucieczki, w granicach Rzeczpospolitej, gdzie nie ma mogił, tych którzy życie dla niej oddali. Krzyż rozsechł się i przewrócił, wspomnienie po tym, który kiedyś poszedł walczyć odeszło wraz z ostatnim starym człowiekiem, który o tym pamiętał. 



Każde nasze polskie zwycięstwo ma gorzki smak... jałowej kłótni, fałszu, utopijnego marzenia wielkiego kraju. Romantycy widzieli Polskę na krzyżu, gdy ramiona zniewolone rozpościerała od wschodu na zachód. Widzieli w snach jej zmartwychwstanie i wiodącą siłę pośród narodów. 
Siła się rozbiła, zwróciła przeciw sobie, ale kraj jest, istnieje, żebyśmy mieli prawo chociażby załamać ręce i płakać...

Jest takie miejsce
U zbiegu dróg,
Gdzie się spotyka
Z zachodem wschód...
Nasz pępek świata,
Nasz biedny raj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

Nad pastwiskami
Ciągnący dym,
Wierzby jak mary
W welonach mgły,
Tu krzyż przydrożny,
Tam święty gaj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

Kto tutaj zechce
W rozpaczy tkwić,
Załamać ręce,
Płakać i pić,
Ten święte prawo
Ma, bez dwóch zdań...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

Nadziei uczą
Ci, co na stos
Umieli rzucić
Swój życia los!
Za ojców groby,
Za Trzeci Maj...
Jest takie miejsce,
Taki kraj.

Z pokoleń trudu,
Z ofiarnej krwi
Zwycięskiej chwały
Nadchodzą dni...
Dopomóż, Boże,
I wytrwać daj!
Tu nasze miejsce,
To nasz kraj!

niedziela, 21 lutego 2016

Wystawa klocków Lego



Swoje pierwsze klocki Lego dostałem na początku lat 80. Przywieziony przez moją Mamę z Holandii zestaw zawierał garaż i taksówkę, którą jeździła świnka. Ponieważ jak i wtedy, tak i teraz są to rzeczy drogie, mój zbiór oparł się na 4 zestawach, z czego jeden był na tyle duży, że było można wykonać trochę więcej wybiegających poza standard konstrukcji. Mój syn ma ich zdecydowanie więcej, a dominują zestawy Star Wars. Od cen większych zestawów może rozboleć głowa, choć nie powiem, wizja budowania wielkiego miasteczka (lub bazy rebeliantów, albo imperium) z klocków wydaje mi się kusząca do dziś.
Pomimo, że duńskie klocki uważam za pewien fenomen pod względem pomysłowości, nie stałem się nigdy jakimś zagorzałym fanem. Nie zmienia to jednak faktu, że na wystawę wraz z rodziną i znajomymi pojechałem z wielką ochotą. A było co oglądać. Nie sposób na blogu pokazać wszystkich ciekawych kompozycji. Były inscenizacje momentów historycznych, ikony popkultury, modele zdobyczy techniki, obiekty architektoniczne, słowem niemal wszystko.
Wystawa odbyła się na Stadionie Narodowym w Warszawie. 

Scena z Powstania Warszawskiego





Prawie widać pęd tych aut.

Karawan... tego się nie spodziewałem



Sceneria do filmu Sergio Leone? :)
 
Warszawski spleen

Robert Lewandowski, 75 tys klocków.
Niewątpliwa gwiazda wystawy


Robert Wadlow - najwyższy człowiek świata.

Ech Charlie...


Dracula doesn't want to rest...
Jingle bells, jingle bells, Mikołaju klocki wieź...


Czy Titanic z klocków by zatonął?

Nawet zmarłe ludziki mogą liczyć na ostatnią posługę.

Tych instrumentów można było posłuchać.
Nie zabrakło zdjęć z ikonami popkultury, czyli Darthem Vaderem i szturmowcem imperium, czyli połączeniem z dwoma słynnymi wytworami przemysłu rozrywkowego naszych czasów. Można powiedzieć, że Lego są kultowym produktem XX wieku, który stał się tworzywem małych dzieł sztuki. Tak, niektórych projektów nie wahałbym się tak nazwać.




sobota, 20 lutego 2016

Na sklepowej wystawie

Lubię rzeczy ulotne. W dobie aparatów cyfrowych i komórek coraz więcej takich rzeczy przestaje być ulotna, niektórzy fotografują nawet swoje posiłki przed zjedzeniem. Choć nie lubię fotografowania komórką, to jednak współczesna technologia daje mi taką możliwość, a ja pomimo iż często poruszam się z aparatem fotograficznym, to przecież nie zawsze i nieraz "trzaskam foty komórą", z braku innych możliwości. 
Dziś zwróciłem uwagę na kilka wystaw sklepowych, zrobiłem zdjęcia, a jako bonus dodaje do wpisu świąteczny wystrój sklepu z butami, z małymi bucikami zamiast bombek. Miałem nawet inną pora dnia ponowić fotki, bo odbiłem się niestety w wystawie, ale zapomniałem.


Weterynarz i dwóch lekarzy... Sklep z drobiazgami i AGD

Mydlarnia. Były też inne fajnostki, ale mi nie wyszły :)

środa, 17 lutego 2016

Niezwykła podróż do Famułek Królewskich

Wymarła prawie wieś na skraju Puszczy Kampinoskiej ponownie uchyliła część swoich tajemnic. W piątek wybraliśmy się tam z Tomkiem w towarzystwie z pani Danuty, a odwiedziliśmy parę zasiedziałych mieszkańców, którzy nie chcą i nie mogą już opuścić miejsca, gdzie spędzili całe życie. A życie to już długie, małżeństwo -  pani Eugenia ma lat 87, pan Henryk 93. Okres ich życia i wcześniejszy, znany z opowiadań jest pamięcią miejscowości, którą chcemy zachować.
I i II wojna zostawiła w lesie rozsiane krzyże mogił, z których tą ocalałą do dni dzisiejszych częścią nadal opiekują się nieliczni mieszkańcy kilku domów, co ostały się wśród drzew i bagien. Podobno ponowne zasiedlenie Puszczy bobrami spowodowało podniesienie się stanu wód i ponowną ekspansję bagien. Jak przed laty... Na osuszenie tych bagien porywali się i Rosjanie podczas zaborów i Niemcy podczas drugiej wojny.

Nigdy nie byłem w Puszczy o tej porze roku. Las oddziaływuje na mnie swoim nastrojem, jesień wprowadza nostalgię, wczesna wiosna coś niedookreślonego na kształt tęsknoty. Może za tą pełnią zieleni i gwaru ptaków? Dlatego mój ulubiony okres to soczysta wiosna i pełnia lata, no może jeszcze zima, pod warunkiem, że w lesie jest śnieg.
Z ciekawostek: widziałem już kwitnący krzew. I nie jest to bynajmniej żadna anomalia, Wawrzynek Wilczełyko zaczyna kwitnąć już w styczniu.  Jest dość rzadki, więc uznaję go za kolejną zdobycz z cyklu łowów z aparatem (zdjęcie zrobiłem komórką, ale daje radę moim zdaniem. :)).



środa, 10 lutego 2016

Pada.

Dziś cały dzień padało. Małas, który przez całe ferie nie uwidział śniegu orzekł, że jego życie jest nudne, bo pozostał mu komputer i telewizja na zmiany. Ale gdzie tu wyjść w taką pogodę. Nawet z przekąsem dziś zauważyłem, że to pewnie dlatego zaczęło padać, bo wczoraj odebrałem rower z naprawy z myślą o dojeździe dziś nim do pracy. Wymiana hamulców, tylnich zębatek i kosmetyka wyrwała mi z portfela 200 zł. Niby do odbicia przez dwa miesiące jazdy w zastępstwie autobusu, ale nie w deszcz do kroćset...
Czas na siodełko najwyższy, bo jeszcze nigdy po zimie nie zaobserwowałem u siebie takiego zapasienia. 

Trwają prace nad książką o okupacyjnych przeżyciach babci i jej sąsiadki, piszemy ją wraz z panią Gabrielą, córką owej sąsiadki.
Wczoraj wertując teczkę z muzeum dowiedziałem się kim był Teodor Szumny, którego zdjęcie mamy w domu. Jego zdjęcie było w domu i wiązało się ze szpitalem wojskowym w sochaczewskiej szkole nr. 1. Okazało się, że nie był rannym, jak wcześniej uważałem, tylko polskim sanitariuszem wziętym do niewoli przez Niemców. 
Oby sił i chęci starczyło...

poniedziałek, 8 lutego 2016

Pamięć zachowana

U pani Teresy byłem jeszcze w grudniu 2015 roku. Starsza pani opowiada tak, że trudno mi było wyjść, była chyba godzina 21 kiedy w końcu udałem się do domu. Artykuł który napisałem pojawił się w lokalnej gazecie tydzień temu i jest kolejnym ulotnym świadectwem ludzkiej pamięci, który udało mi się puścić w świat.



Nie jest to pierwszy tekst, który stworzyłem na podstawie wspomnień, ale piszę akurat o nim, bo zdecydowanie przyniósł mi najwięcej satysfakcji. Nareszcie poszło wszystko tak jak powinno i udało się uniknąć błędów, które trafiły mi przy publikowaniu innych artykułów.
Z nagranego stenogramu zredagowałem tekst, który zaniosłem  do autoryzacji. Na jego podstawie powstał artykuł, który opublikowano w Expressie Sochaczewskim (Kolejowe dzieciństwo). Redakcja preferuje pewien określony styl ich pisania, do którego muszę się dostosować. Jest to może i dobre, bo tekst wspomnień, który zamieściliśmy na portalu StarySochaczew, po zredagowaniu i uporządkowaniu się nie zdublował toczka w toczkę. Dodaliśmy też wszystkie zdjęcia, które miały związek z opowieścią Pani Teresy.
Wielką przyjemność sprawił mi komentarz, który się tam pojawił:

"Znam osobiscie pania Karas I mimo,ze byla starsza ode mnie wiele lat,zawsze sie jej nisko klanialam.Dziekuje pani,pani Tereso za wymienienie nazwiska mojego ojca,ktorego cale zycie zwiazane bylo z miejsce,o ktorym pani wspomina,a przeciez ja. takze spedzilam tam moje dziecinstwo I wczesna mlodosc.Los rzucil mnie na druga polkule ale zawsze gdy jestem w Sochaczewie odwiedzam te stare moje katy.Z uplywem czasu wszystko sie zmienilo.Nie ma juz tych domow,ludzi,miejsca ,ktore tetnilo zyciem,smiechem dzieciarni przestalo zwyczajnie istniec.Mlodzi ludzie sie wyniesli,starzy powymierali,trawa I dziko wyrosle drzewa ot wszystko co pozostalo.Ilekroc jestem w Polsce,moj pobyt rozpoczynam od udania sie „na kolejke”. I zawsze gdy tam pojde, mysle o czasach szczesliwego ,choc biednego dziecinstwa I myslac o miejscach I ludziach,ktorzy mi bylo bliscy I kochani. nie moge powstrzymac moich lez"

Starsza Pani jest bardzo zadowolona z opublikowania wspomnień. Po przeczytaniu ich w gazecie dzwoniły podobno koleżanki z gratulacjami, a już w ogóle wzruszyła się zamieszczenia ich w internecie i faktem, że można je teoretycznie przeczytać na całym świecie. 
.

czwartek, 4 lutego 2016

Mogiła Socjalistów

Podczas dzisiejszego spaceru przyjrzałem się tej płycie, która znajduje się na parku przy ul Traugutta. W 1906 trwała rewolucja na ziemiach Królestwa Polskiego, trzej działacze SDKPiL padli pewnie ofiarą carskich represji, być może za udział w strajku, lub jakiejś potyczce. Podobno byli robotnikami z Pruszkowa. 
Zupełnym przypadkiem 19 listopad 1906 to data kiedy rozdzieliły się drogi polskiej lewicy na PPS Frakcję Rewolucyjną i PPS Lewicę. Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy dążenia niepodległościowe miała gdzieś, w 1918 połączyli się z PPS Lewicą tworząc Komunistyczną Partię Polski. Tablica nie upamiętnia więc raczej bohaterów mojej bajki, chyba że też by wysiedli na przystanku niepodległość. Tego niestety nie wiadomo.


Napis na płycie przestał być akuratny kilka lat temu, kiedy ją przeniesiono. W tym miejscu nie rozstrzelano tych ludzi, ani też nie pochowano, tylko  po drugiej stronie widocznej na zdjęciu w tle góry zamkowej. Za czasów mojej młodości wczesnej było to ulubione miejsce na libację miejscowych meneli, którzy często opróżnioną flaszkę tłukli o postument. W efekcie grobowiec stał w błyszczących odłamkach szkła niczym na jakieś szklanej górze.


wtorek, 2 lutego 2016

Urodziny Babci Alicji

Świętowaliśmy w tym tygodniu 96 urodziny babci Alicji. Były dość huczne, bo goście rozłożyli się na 3 dni. Pojawili się dwaj siostrzeńcy (jeden w towarzystwie rodziny, drugi wprawdzie kawaler, ale już dobrze rokuje :)), bratowa, moja ciotka a w sobotę matula. 
Życie z taką osobą jest coraz trudniejsze, bo babcia coraz bardziej niedołężna. Jednocześnie ma na tyle wigoru, by bawić się jeszcze od czasu do czasu w szkodnika, coś tłukąc, albo wysypując. Z drugiej strony zadowolony jestem, że jako mężczyzna już niemal czterdziestoletni cieszę się babcią tak długo. Pomimo że czasem trudno mi opanować złość. Jakiś czas temu naszło mnie na spisywanie wspomnień babci, a to co udało mi się do tej pory zanotować i zweryfikować ułożyło się już w niezłą historię, której nikt nam już nie zabierze. 
Cóż, życzenia były 200 lat życia, bo wszyscy słusznie zauważyli, że 100 to byłoby już niewiele.