sobota, 27 lutego 2016

Prehistoryczne Oceanarium

To w zasadzie taki dodatek był do zeszłotygodniowej wycieczki. Co nas czeka w środku? Dostajemy specjalne okulary, i oglądamy na kilku ekranach potwory morskie z minionych epok w trójwymiarze. Dzieciaki miały frajdę, ale uważam, że 50 zł dla trzech osób, żeby oblecieć w 15 minut kilka "akwariów" to stanowczo zbyt wiele. Klimat nawet fajny, cały czas słyszymy bulgotanie i nienachalną muzyczkę kojarzącą się z podwodnymi filmami.
Jedno trzeba przyznać stwory faktycznie wyglądają jakby pływały za szybą. Iluzja pryska, gdy chcemy zajrzeć do wnętrza i okazuje się, że brak w nim perspektywy, czyli obraz jest płaski. Gady sprawiają wrażenie, że nas obserwują, pukają w szybę, szczerzą ostre jak sztylety kły. W pewnym momencie gdzie z oddali wydawało mi się że słyszę jakiś przeciągły pisk... 
Ostatnia sala zamykana jest od zewnątrz przez pracownika wystawy. Ostatnia rybka - dość pokaźny megalodon, od początku zdaje się mieć oko na zwiedzających. W pewnym momencie znika z pola widzenia. Za chwilę widać ją, jak szarżuje z góry w kierunku gapiów. Łup! Czujemy pod stopami wstrząs, pomieszczenie drży w posadach. Następne wściekłe ataki doprowadzają do pęknięcia szyby akwarium, a podłogą już porządnie trzęsie. Szyba trzeszczy, po czym tryska z niej na nas fontanna wirtualnej wody. Nie powiem robi wrażenie, zmysły prawie dają się oszukać, że to dzieje się naprawdę. Włącza się alarm, na uszkodzoną szybę zjeżdża stalowa kotara... Koniec przedstawienia, nic nas nie zeżarło... Ale wiem skąd był ten pisk.


1 komentarz:

  1. Nie wiem czy moje słabe serce takie "atrakcje"by wytrzymało

    OdpowiedzUsuń