środa, 2 marca 2016

Pancernik Schleswig-Hostein

Pamiętam, jak byłem jeszcze mały i usłyszałem o obronie Westerplatte oraz ostrzeliwującym go pancerniku Schleswig-Hostein, zaciekawiłem się, jak mógł wyglądać niemiecki okręt. Skupiwszy się na słowie pancernik, wymyśliłem sobie coś na kształt pływającego czołgu z długą lufą, co przeniosłem na kartkę z zeszytu. Moje naiwne wyobrażenie jednak pozostawiało jakiś niedosyt, więc poszedłem z pytaniem do domowej skarbnicy wiedzy, dziadka Bolka. Boleś spojrzał na kartkę papieru, uśmiechnął się lekko i stwierdził, że chyba tak jednak ten okręt nie wyglądał. Po czym na moją prośbę wziął inną kartkę papieru i naszkicował swoją wersję. Był to prosty rysunek przedstawiający fragment kadłuba z działem okrętowym, zaburzył jednak całkowicie moją koncepcję. Nie byłem przekonany o takim wyglądzie statku. 
Ha, dziś nic prostszego niż wpisać to, co nas ciekawi w google. Często taką odpowiedź mam na pytanie syna, co jak wygląda. Później widziałem Schleswig-Holsteina wielokrotnie, na filmach i nigdy nie skojarzył mi się z rysunkiem dziadka. Aż do momentu, kiedy znalazłem zdjęcie zwycięskiego okrętu wpływającego do portu w Gdańsku. Prawdę mówiąc, wtedy w ogóle przypomniałem sobie o rysunkach sprzed trzydziestu lat... Dziadek narysował go razem z widocznym tu podwójnym działem na dziobie.


Schleswig Holstein pozostaje symbolem ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę. Zdołał wysłużyć się podczas obu wojen, w które bawili się w Europie. Obecnie leży na dnie Bałtyku gdzieś w zatoce Fińskiej. Ja natomiast gdzie bym nie poszedł, zawsze natykam się na historię, od najmłodszych lat. Widać taki mój los...

8 komentarzy:

  1. I mnie od najmłodszych lat pasjonowała marynistyka ze wskazaniem na okręty wojenne, a że miałem rękę do rysunku, ściany mojego pokoju były nimi obwieszone. Od żaglowców po pancerniki właśnie. Zachwyt budził i Bismarck i Yamamoto, a gdy nauczyłem się sprawnie czytać, przez kilka lat opisy bitew morskich były preferowaną lekturą.
    A dziś? Dziś jestem pacyfistą, choć sentyment pozostał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie bardziej historia niż marynistyka.
      Generalnie mnie też brzydzi ta część ludzkiej natury, która wiecznie dąży do wojny, do konfliktu. Nie fascynują mnie też strategiczne rozpisywania na temat przebiegu bitew, operacji wojskowych itp. Co innego osobiste przeżycia jednostek.

      Usuń
    2. To właśnie osobiste przeżycia jednostek przyczyniły się do mojego pacyfizmu. Wojna jako taka, póki tych osobistych doznań nie dotyczy, może się wydawać i fascynująca. Tak jak cała historia, gdy się nie wie, ile osobistych tragedii się za nią kryje. To mi się ściśle kojarzy z eksponowaniem i gloryfikowaniem żołnierzy wyklętych.

      Usuń
    3. Ich los jest bez dwóch zdań tragiczny. Ci ludzie na ogół wiedzieli, że zginą. Zostali okłamani i oszukani przez wszystkich. Chyba wiesz, co się stało z AKowcami, którzy się ujawnili? Akurat w moich okolicach nie było jawnego podziemia a antykomunistycznego, ale był Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa. Badając historię ich siedziby, oraz szefów Ubecji siłą rzeczy zetknąłem się i z Wyklętymi. Bezpośrednio przez wyciągi z teczek IPN - nie opracowania historyków. Lektura jest porażająca.

      Usuń
  2. Ależ ja się akurat w temacie Ak-owców z Tobą w pełni zgadzam, stąd dziś moje opory wobec wszelkiego rodzaju totalitaryzmu, a nawet zalążków tego systemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc co budzi twoje podejrzenia w stosunku do Wyklętych? Jeśli chodzi o przypadki bandytyzmu, były i takie wśród szeregów AK, niestety.

      Usuń
  3. jak bylam mala co roku jezdzilismy na wakacje nad morze,zwiedzalam Westerplatte
    pozdrawiam serdecznie ulka

    OdpowiedzUsuń
  4. W rodzinie miałem dwóch legionistów, dziadka i stryja. Gdy opowiadali mi swoją historię Polski z Piłsudskim jako głową państwa, to ich nie słuchałem, bo w szkole uczono czegoś innego, a do historii miałem wstręt. Dopiero kilka lat temu odkryłem stare negatywy zdjęć (obaj krewni byli fotoamatorami) i tak powstał blog historyczny o legionach (adres w linkowni). Nigdy nie wiemy, kiedy odbędzie się "Powrót do przeszłości). ;)

    OdpowiedzUsuń