poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Dom Dziecka Rodziny Policyjnej

Było trochę ostatnio o barwieniu zdjęć w komentarzach. Szczerze mówiąc temat od razu skojarzył mi się z pewną gazetą. Kiedyś mianowicie, kiedy technika nie pozwalała na robienie zdjęć w kolorze, także je barwiono, by publikacje upiększyć. Ba, nawet na podstawie zdjęcia robiono barwne portrety, obie moje babcie taki mają. Przy okazji wspomnę o domu na ulicy Ziemowita. Ulica w zasadzie od szpaleru kasztanów rosnących po obydwu jej stronach bardziej kojarzona jest jako "Kasztanki".

Gazeta to "Głos Rodzin Policyjnych" z 1939 roku. Jest tam bardzo obszernie opisana idea organizacji Rodziny Policyjnej, oraz stworzenia centralnego Domu Dziecka w Sochaczewie właśnie, na ulicy Ziemowita. Wybudowano go w 1936 r., a w 1939 planowano zbiórkę na dobudowanie bursy na wykupionym już od miasta placu. Niestety nic takiego nie nastąpiło z wiadomych przyczyn. Za moich młodych lat, budynek stał się siedzibą Szkoły Specjalnej nr. 5, o obniżonym programie nauczania. Jak w gronie kolegów chciało się komuś przygryźć, mówiło się że jest z "piątki". Szkoła funkcjonowała od 1979 do 2010, kiedy przenisiono ją do Erminowa, a przez ostatnie 6 lat budynek stał pusty. 

źródło: zss.e-sochaczew.pl
Ale wróćmy do lat 30 i poniższego zdjęcia z "Głosu...". Takie kolorowanki to norma w latach przedwojennych i powojennych, oczywiście mają także swój klimat. W zasadzie użyto tu dwóch kolorów, czerwieni i błękitu w różnych nasyceniach. Nawet mam wrażenie że ta zielonkawość to jakiś jednak odcień niebieskiego.


Tak niby szczęśliwie na zjdęciu wyglądało życie wychowanków Domu Dziecka. Parę lat temu wpadła mi w ręce książka Kazimierza Racławskiego, "Uśmiech przez Łzy", w której autor, wychowanek placówki opisał swoje przeżycia. Wyłania się z niej wizerunek kierowniczki szkoły, osoby nerwowej i nieco apodyktycznej, na której stan psychiczny dodatkowo źle wpłynęła okupacja niemiecka. Niemniej jednak, dzieci sporo jej zawdzięczały, bo pomimo tych wad czuła się za nie konsekwentnie odpowiedzialna. Sam autor również z perspektywy lat ocenia ją bardziej pozytywnie, a jego opowieść jest sentymentalną podróżą do lat dziecięcych, a nie opisem mrożących krew w żyłach prześladowań ze strony sadystycznych wychowawców.

6 komentarzy:

  1. Czas zawsze wygładza wszystkie, nawet te najbardziej szorstki powierzchnie. Serdecznie pozdrawiam, wciąz ta sama; wróciłam pod stary adres. Pozdrawiam. behawioralne-bagno.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię u siebie goszczę, niestety nie mogę się do bagna dostać :)

      Usuń
  2. Myślę, że obaj prześlizgnęliśmy się po temacie fotografii barwnej. Ja - w postach, które Ci zasygnalizowałem - zrobiłem to celowo, bo chodziło mi o niepowtarzalne wrażenia wzrokowe. Niepowtarzalne, bo dotyczyły nigdy nie wywołanych i nigdy nie publikowanych zdjęć dotyczących mojego dzieciństwa. Ale to nie na temat, bo to raczej czysta psychologia.
    Fotografia barwna to nie tylko "kolorowanki" jak to ująłeś. Zdjęcia kolorowe to efekt 4 technologii i kilkunastu technik fotografowania. Technik nie będę opisywał, bo wśród nich jest też "kolorowanka". Natomiast fotografię barwną uzyskiwano na drodze fotochemicznej 4 technologiami; 1/ nakładaniem filtrów na aparat (tym odcinano poszczególne barwy), 2/ chemicznym barwieniem negatywów i zdjęć (m.in. ta słynna sepia, zieleń, błękit), 3/ domalowywaniem kolorów na gotowym dużym czarno białym zdjęciu (to chyba te portrety Twoich babć), i 4/ barwieniem poszczególnych fragmentów zdjęcia.
    Fotografia cyfrowa zmieniła to radykalnie i np. Twoje zdjęcie "Sochaczew" po kilkuminutowej obróbce graficznej może wyglądać np. tak:
    https://3.bp.blogspot.com/-DxoIlJgAOas/VwInfP2TTmI/AAAAAAAABXg/YTKoFJsdCroETvO-dOpF7uGtvVl7mYtUA/s640/Sochaczew%2Ba3.jpg
    Nie mając tego zdjęcia w ręku trudno ocenić jaką zostało wykonane metodą, ale podejrzewam, że może było to zwykłe zdjęcie barwne z lat 50/60' ub.w. Te dziwne kolory to efekt wypalania żółtego koloru, wówczas był to najmniej odporny barwnik. Po dodaniu tej barwy zdjęcie wygląda tak jak z prawej strony. Oczywiście można jeszcze bardziej cudować z kolorami i grafiką i stworzyć coś lepsze od oryginału, ale po co?
    Przypuszczam, że ktoś, kto "pomalował" to zdjęcie zrobił to z tego samego powodu co i ja, chcąc ukazać ogród w kwiatach, a nie w chaszczach. Oczywiście dla osób postronnych to wygląda prawie na karykaturalny pastisz, prawie taki sam jak śmieszne fryzury i czerwone policzki naszych babć, a więc może starajmy się nie być postronnymi, i spojrzeć chociażby w kwestii historycznej? ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, zdjęcie jest z tego periodyku "Głos Rodzin Policyjnych" z 1939, cała gazeta jest kolorowana. Oczywiście nie krytykuję historycznego aspektu takich zabiegów, na pewno dla czytelnika w tamtych latach czytanie artukułu okraszonego barwnymi zdjęciami było większą atrakcją niż czerń i biel.

      Usuń
    2. Ja nie jestem zwolennikiem fotografii barwnej. do czasu, gdy nie staje się ona nośnikiem informacji nieosiągalnych dla fotografii czarno białej. Jeżeli zaczniesz np. zmniejszać nasycenie barw, to w pewnym momencie podstawowe kolory są nie do odróżnienia.

      Usuń
  3. wolę niekolorowane, ale rozumiem, ze wtedy dla ludzi takie były atrakcyjniejsze.

    OdpowiedzUsuń