poniedziałek, 27 czerwca 2016

Upały nie z tej ziemi i ucieczka na rowerach.

Weekend zaserwował nam falę niesamowitych wręcz upałów. Po prostu leżeliśmy jak śnięte betki, lepiąc się do wszystkiego, czego się dotknęliśmy. W sobotę rano zaproponowałem wycieczkę rowerową, najlepiej o 6 rano, żeby przed największym upałem zdążyć wrócić do domu.
Zerwałem się o 6:00, podczas gdy moja druga, droga połowa łóżka smacznie jeszcze spała, nie zamierzałem jednak zbyt długo Jej na to pozwalać. Zaopatrzeni w wodę ruszyliśmy w trasę i faktycznie, gdzieś do godziny 10 było przyjemnie, pod warunkiem, że nie robiło się dłuższych przestojów. Upał uderzył już od 8. Poplątaliśmy się po bezdrożach, z których często trzeba było wracać, po czym, gdy żar zaczynał być nie do zniesienia, a butelka z wodą zagroziła otwarcie zakończeniem dalszej współpracy, zwróciliśmy się w kierunku domu. Weteran szos, czyli ja - pomylił trochę trasy i zaczął jechać w nieco odmiennym od pożądanego kierunku, a na nieśmiałe uwagi żony odpowiedział parsknięciem i rykiem nadepniętej ambicji, przez co później trzeba było przełykać pigułę i przepraszać. Dobrze mu tak, bucowi (znaczy mnie), pewności siebie nigdy za wiele.


Przy okazji w Ćmiszewie w końcu spenetrowałem ruiny jakiegoś okazałego budynku, który kilkakrotnie widziałem z drogi. Młyn, lub raczej spichlerz, stary bez wątpienia, bo mury grube na trzy warstwy cegieł, jak w jakiejś warowni niemal. Wcześniej jeszcze po drodze widoczny szpaler starodrzewu sugerował jakiś park, więc wysnułem wniosek, że musiał być tu jakiś dworek lub folwark. Rzuciłem się po powrocie do internetów i faktycznie, był tam dworek jeszcze w latach 50. Wciągnięto go na listę zabytków i... rozebrano na cegły. Całość przed wojną należała do rodziny Grzybowskich.  A poniżej wspomniany dworek, zdjęcie znalazłem na Fotopolsce. Złapałem już bakcyla ćmiszewskiego, żeby obadać jego historię...



1 komentarz:

  1. gdyby tak moją Natalię udało mi się gdzieś wyciągnąć na wycieczkę rowerową. Rowery już kupiłem tylko ochoty jej brak, zostaje mi jeździć samemu

    OdpowiedzUsuń