sobota, 2 lipca 2016

Laba i zlew powszedni

Czyli popularnie zwany urlop. Mieliśmy plany wyjazdowe, które niestety padły w natłoku nowych wydarzeń w naszym życiu na polu zawodowym i czas dopiero okaże, czy będą to zmiany na lepsze. W efekcie Kotoj wolnego nie będzie miał tyle ile miał mieć. Ja stwierdziłem w końcu, że nie będę sobie żałował, wezmę po raz pierwszy od x lat dwa tygodnie i okres gorąca, z którym ostatnio się borykamy spędzę... no właśnie gdzie? Małasowi wymieniłem rower, więc już myślę o dalszych trasach z nim, choć ostatnie testowanie pojazdu skończyło się malowniczą kraksą, w momencie, kiedy młody poczuł się pewniej w siodełku i zaczął kozaczyć. 
Mieliśmy wyjechać na kilka dni, bo w domu odpocząć się nie da. Opieka nad 96 letnią babcią jest ostatnio diablo uciążliwa i wykańczająca nerwowo. Skoro się jednak wszystko rozjechało i na dłuższy wyjazd nie ma szans, trzeba plany zmienić ale i tak nie zamierzamy siedzieć w domu, tylko zorganizować jakieś wycieczki na mniejsze dystanse.

Niestety z Euro wróciliśmy do domu po meczu z Portugalią, co pogrążyło Małasa w żałobie na koniec wieczoru. Osobiście też zrobiło mi się szkoda, bo mam wrażenie że Portugalia grała gorzej od Szwajcarów i ta przegrana trochę jest mimo wszystko dla chłopaków krzywdząca, no ale piłka jest okrągła a bramki są dwie...
Ja przyznam się, że bałem się oglądać mecze, im lepiej naszym szło. Nie jestem jakimś fanem piłki nożnej, wręcz uważałem, że uczynienie narodowym sportu, w którym chyba nigdy nie wznieśliśmy się jakieś wyżyny jest jakąś fanaberią, no ale taki sukces może zmienić nastawienie, zwłaszcza że poszybowaliśmy w rankingu FIFA o 11 pozycji w górę. Może zła passa się odwróci, chociaż w sporcie?

I ten gorąc... Działa na umysł, działa na ciało. W czwartek postanowiłem w pracy posprzątać, zapakowałem puste pudełka i inne śmiecie do dwóch worków i udałem się na plac do kontenera. Udało mi się zrobić jeden kurs po tej patelni i stwierdziłem że za żadne skarby nie idę drugi raz. Najprostsze czynności urosły do wyzwania na miarę zdobycia Mont Everestu. W drodze do domu kupiłem wiśnie, tak trochę wiedziony impulsem, stwierdziłem że zrobię z nich kompot.  Zagotowałem pięknie je "garku" i ochoczo posłodziłem... solą. Tak już przy tym przywiązałem się do idei tego kompotu, że wściekły ruszyłem po drugą porcję owocu, poprzednią lokując niestety w kiblu. 
Babka w międzyczasie zaczęła się domagać obiadu, z tym że była to chęć na coś mocno niesprecyzowanego, połączona z wielką pretensją że tego jeszcze nie ma. Zanim się z nią dogadałem, pot z nerw i wysiłku związanego ze wzmożoną werbalizacją pytań dotyczących tego "czegoś", ściekał ze mnie strumieniami. Zrobiłem makaron z żółtym serem z dodatkiem masła i ketchupu, takie żarcie na odwal się, ale bardzo przez babkę i ogół lubiane.
I co powiedzieć, panta rhei... panta rhei.


I ten obrazek... Odzwierciedla w pewien sposób filozoficzny aspekt moich rozważań o urlopie. :)

4 komentarze:

  1. Ze zgrozą przeczytałem o tym, co zamierzasz z tych wiśni! To najlepszy owoc na domową nalewkę, skutecznie chroniącą nasz organizm przed wszelkimi chorobami okresu jesienno-zimowego. Każda inna przeróbka tego owocu to zbrodnia niesłychana! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Upał też daje mi się we znaki, jednak mimo to staram się na rowerze spędzać przynajmniej co drugi dzień. Dziś zrobiłem 40 km, najwięcej w mojej amatorskiej karierze. :)

    I tak nasza kadra pokazała super poziom. W końcu tam, gdzie dotarli na Euro nie wszyscy mogli dotrzeć. :)

    Koncerty czasem to dobra rzecz, ale to niestety zależy od wielu czynników, czasem od nas niezależnych, czy dany występ będzie kichą czy świetny.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Upał został przerwany deszczem. Można w końcu oddychać. Ale Tobie na urlopie życzę słońca. Miłego odpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę wiele cierpliwości i wytrwałości w opiece nad babcią. Każdy wiek ma swoje prawa, a starość jest wyjątkowo niedoskonała, żeby nie rzec "upierdliwa", ale przecież przysłowie mówi; "starość nie radość, a młodość nie wieczność".
    Według mnie - istotne jest żeby urlopu nie rozmieni na drobne, na szare dni do siebie podobne. W dobrym nastroju, z radosną miną cieszyć się każdą godziną.
    Pomylić sól z cukrem - to częsta wpadka. Ja kiedyś dodałam do kakao i to miało być nadzienie do klusek na parze [buchty na Śląsku], nawet kury nie chciały tego jeść.
    Zgadzam się z Asmodeuszem- z wiśni najlepsza jest nalewka.
    A teraz sezon ogórkowy [w przenośni i dosłownie] więc kiszę ogórki.Szkoda zmarnować, bo urodzaj duży. Tylko jeszcze te z ubiegłego roku nie są zjedzone.
    Chyba 9 lipca br. jest ogólnopolska pielgrzymka rowerzystów na Jasną Górę. Czy dla Ciebie byłby to dobry pomysł na urlop??? może tak, skoro kręci Cię kręcenie ...no nie powiem czym aby nie być posądzoną o nietolerancję :) :) :)

    OdpowiedzUsuń