wtorek, 16 sierpnia 2016

Bitwa Warszawska i Cud 1920 roku.


Polski plakat propagandowy z epoki
 Wczoraj były święto i defilady, Dzień Wojska Polskiego, ustanowiony na pamiątkę tzw, Cudu nad Wisłą, oraz kościelne Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Taka kumulacja. Mało kto wie, że pojęcie owego cudu nie jest do końca chwalebne dla autorów zwycięskiej bitwy. Ukuła je endencja, a konkretnie profesor Stanisław Stroński, niejako woląc oddać zasługi niebiosom, niż umiejętnościom wykwalifikowanej kadry oficerskiej, która pogoniła kota bolszewikom. W dużej mierze dlatego, że laur spłynął na głowę niezbyt lubianego przez endeków Józefa Piłsudskiego.  Po latach zresztą, gdy nimb z głowy marszałka opadł i zaczęto odbrązawiać jego postać, tak już całkowicie metodami naukowymi, a nie prlowskim  nabraniem wody w usta i "kątem pluciem", wielu historyków rolę przewodnią w Bitwie Warszawskiej oddaje generałowi Rozwadowskiemu. Znów cień się rzuca tym samym na kolejny chwalebny moment w naszej historii, tym bardziej potencjalny bohater zmarł w tajemniczych okolicznościach dwa lata po zamachu majowym, podczas którego stanął z Piłsudskim już po przeciwnej stronie barykady.
Ale cofnijmy się do roku 1920. Dziś właśnie, 16 sierpnia nastąpił w bitwie przełom, który przechylił szalę zwycięstwa na naszą stronę. Czyli w zasadzie dzisiaj powinno obchodzić się rocznicę cudu. Jako że jednak 15 sierpnia 1920 roku przypadał w niedzielę, a dodatkowo w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i lud modlił się masowo w kościele, kościół dopatrzył się także związku między tym wydarzeniem a wygraną bitwą z bolszewikami. 
Ja osobiście o ile nie cudu, to wyjątkowego tragizmu graniczącego z przekleństwem dopatrywałbym się w przegranej i powrocie pod ruskiego knuta, przy czym ten stalinowski byłby o wiele gorszy niż carski. Stało się inaczej, jeszcze 19 lat przyszło nam cieszyć się wolnością, choć była to wolność surowa, biedna i siermiężna, a wysiłek włożony w kształtowanie nowej polskiej młodzieży skończył się  tragedią II Wojny Światowej. 

Polski plakat propagandowy z epoki

Przy pisaniu notki posiłkowałem się artykułami Waldemara Kowalskiego

11 komentarzy:

  1. .. a życie wciąż toczy się dalej zapisując na kartkach historii kolejne wydarzenia.. podziwiam Twój zapał w realizowaniu swoich zainteresowań..
    bardzo ciekawie piszesz (wiem że się powtarzam), ale to prawda.. bywam Tu, czytam Twoje notki, lecz nie potrafię nic sensownego napisać pod nimi.. niby jestem ale mnie nie ma ;)

    - pozdrawiam serdecznie i ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że nie pisuję już wierszy...

      Usuń
    2. .. nie, to nie dlatego.. gdyż odkąd zaczęłam Cię czytać (czyli Twój blog na Interii), to zawsze pisałeś ciekawie i właśnie nie tylko wiersze.. ;)

      - pozdrawiam z uśmiechem :)

      Usuń
  2. W "cud nad Wisłą" nikt już chyba nie wierzy. Ja naliczyłem kilkanaście historycznych przyczyn, które doprowadziły Polskę do zwycięstwa, a Rosję Radziecką do porażki. Osobiście przekonuje mnie wersja z przejęciem radiostacji rosyjskiej co pozwoliło na zagłuszanie łączności radiowej, t.zw. "radiowe oślepienie" wroga. Potwierdzają to niby doskonałe manewry wojsk polskich, a w rzeczywistości brak łączności w zgrupowaniach Armii Czerwonej. Teraz foruje się genialny plan Piłsudskiego, ale nadal nikt nie wie dlaczego Piłsudski złożył Witosowi swoją dymisję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja aż tak nie analizowałem tych wydarzeń. Owszem, czytałem kilka artykułów, które w miarę pozwoliły mi wyważyć zdanie. Natomiast im więcej czytam, tym bardziej wychodzi na jaw, że wielu epizodów nie znamy, być może dlatego, że były one zacierane w latach późniejszych przez popleczników dziadka.

      Usuń
    2. To jest dość powszechna wiedza, tylko z uwagi na polityczne uwarunkowania zawsze były jakieś opory. Zerknij na dedykowane dla Ciebie zdjęcie strony z książki "Księga Jazdy Polskiej", to jedna z dwóch oryginalnych edycji jakie znajdują się na świecie, dostałem ją od stryja, z autentycznym autografem Rydza Śmigłego, a więc chyba trudno podejrzewać, że coś tutaj zmanipulowano.
      https://2.bp.blogspot.com/-w8-8QwxLCKs/V7QUNJ48CQI/AAAAAAAABck/5MCi8q28VLMP2aDBuM3mFLlJqJS0896mgCLcB/s1600/radiostacja%2Ba1.jpg

      Usuń
    3. Pozycja tak opisana robi piorunujące wrażenie, niezależnie od treści :).
      Co do fragmentu, nie neguję wcale że zaważyło sparaliżowanie łączności radiowej, ani tego, że przebieg bitwy jest znany dla osoby, która zadałaby sobie trud przeczytania jakiegoś opracowania, natomiast mówiąc, że nie znamy wszystkich faktów bardziej chodziło mi o to, o czym także wspomniałeś, mianowicie te opory polityczne, zarówno przed wojną jak i po.

      Usuń
  3. Trudno jest dociec prawdy, gdy tyle lat minęło od tamtego wydarzenia.
    Podobno; "sukces ma wielu ojców [prawdziwych i przybranych], a porażka jest sierotą". Również historycy różnią się w przekazywaniu wieści. Mnie to nie dziwi; gdyż nawet naoczni świadkowie inaczej będą relacjonować wydarzenie. Zgodnie z powiedzeniem, że "punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia". Kto chce- niech przyjmuje jako cud, a kto chce niech doszukuje się "ojców" zwycięstwa;
    P.S chyba jestem tu pierwszy raz i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. W tej chwili nasunęła mi się myśl, że może historia to taka sinusoida? Są momenty chwały, ale za jakiś czas przychodzą momenty hańby, niewoli czy nawet zła. Co do różnych wydarzeń historycznych to zapewne przez wiele lat nie ustali się jednej, zadowalającej wszystkich wersji tychże.

    Oj tam zaraz ilustrować. :) Po prostu na Kaszubach było ciekawie, na paradzie wojskowej było co oglądać, wziąłem aparat i wlepiłem na bloga zdjęcia. Ot co.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlaczego „znów cień się rzuca tym samym na kolejny chwalebny moment w naszej historii.”? Ja myślę, że owo uwolnienie od „cudu” dopiero nadaje właściwy wymiar tego zwycięstwa. Chwalebnego, dokonanego życiem wielu żołnierzy. Ich heroiczność nabiera właściwego wymiary bez „cudu”. „Cud” to wszystko odbierał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi mi o sam cud, tylko o postać Rozwadowskiego, o to, że być może nie wszyscy ojcowie sukcesu zostali należycie uhonorowani, co teraz wyłazi, niczym upiór z szafy.

      Usuń