poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Durne człowieki

Może to dla współżycia w grupie
Tak heroicznie trzeba zgłupieć
Człowiek myślący jest solą w oku
Kretyn to kretyn. Dajcie mu spokój
J. Kofta

O głupocie ludzkiej można by pisać całe tomy, lecz pomimo powszechności zjawiska człowiek sam z własnej woli nie lubi się przyznawać że jest głupi. Ba, kiedyś to było zacofanie i głupota, średniowiecze, ludzie niegramotne i w ogóle zabobonne. Dziś nie... dziś ludziska naumieli się czytać, pisać, mają smartfony, smartwatche, smartgacie i są mądre że ho, ho.  Tym należy się szczycić i podbudowywać.
Tyle że ja jakoś nie uważam za objawu mądrości tego, że ktoś poznał litery i nauczył się czytać słowa, opanował sztukę przyciskania kilku przycisków, albo jeżdżenia palcem po ekranie dotykowym jakiegoś ustrojstwa. Rozglądam się i widzę, że ludzie jak byli głupi tak są, a rozwój technologiczny niewiele pomaga, a może nawet szkodzi, bo bez niektórych gadżetów i sprzętów nie bylibyśmy w stanie zrobić nic, albo prawie nic, a szereg następnych nie służy absolutnie niczemu. A kiedyś mieszkał sobie jakiś kmieć w chacie bez prądu i kibla i był samowystarczalny, choć nie umiał pisać ani czytać. I kto głupi jest?
Tyle tytułem wstępu, dalej będę musiał sobie podzielić wpisy na obrazujące różne wymiaru ludzkiej głupoty w czasach nam współczesnych, przy czym mam nadzieję że nie zdominuję tym bloga. Zacznę od prostego przeciwnika, czyli programów TV, a żeby było jeszcze bardziej przewrotnie popastwię się nad programami uznawanymi za ... edukacyjne, heh.
Otóż uważałem się za zwolennika takich programów, ale ostatnio ich poziom zaczyna być coraz bardziej żenujący. Weźmy takie 'Monumentalne zagadki" (Travel Channel). Nie powiem, niektóre zagadki, choć trudno je nazwać monumentalnymi, zaciekawiają, choć na poznanie trzech różnych tematów jest 60 minut, podczas których po postawionej tezie, mamy w kółko zadawane te same pytania, pokazywane te same slajdy po kilka razy i na koniec od niechcenia rzucone rozwiązanie, trudno przekazać w tym czasie i w takiej formie jakąś sensowną treść. W jednym z odcinków wałkowano tezę rzekomego otrucia Mozarta. W świetle współczesnych badań wiadomo już na co chorował i zmarł kompozytor, nie ma żadnej zagadki. Teza o otruciu pokutowała sobie przez jakiś czas w latach współczesnych Mozartowi, bo zmarł dość młodo, a w jego osobistych notatkach dopatrzono się sugestii, że obawiał się o swoje życie. Podejście do tematu było pobieżne, dla udramatycznienia przekazu pokazano fabularne wstawki, infantylne i wprowadzające w błąd, jak to ten biedny, przestraszony Mozart siedzi nad nutami przy świecach, a za kotarą czai się sylwetka truciciela...

Idźmy dalej do rożnego rodzaju quasi dokumentów typu "Wojny o bagaż", "Bimbrowników", no i z setki innych, które mają taką wadę, że od dechy do dechy są reżyserowane, przez co tak naprawdę nie wiadomo, ile w nich prawdy, ile bałachu. Stawiam na bałach w okolicy 100 %.
Tytułowa "bimbrowniczka", w jednym z programów podczas wymiany trefnego towaru skrada się w pełnej konspirze po jakimś nadrzecznym sitowiu, żeby nie zobaczył jej nadpływający łodzią odbiorca gorzały, ale za nic najwyraźniej ma, że jej gębę widzi kamerzysta i tysiące ludzi przed telewizorami. 
A ile rzeczy można znaleźć w podręcznych bagażach? Nawet XVIII wieczny garłacz na hieny cmentarne. Część edukacyjna to identyfikowanie i wycena "fantów", mam wrażenie że ta ostatnia z dupy wzięta, tak jak w polskim odpowiedniku tego programu - "Handlarzach", gdzie możemy połazić za handlarzami starociami, którym na pewno zależy na pokazywaniu w telewizorni, że na starych gratach sprzedawanych przez frajerów są w stanie zarobić do 3 razy tyle. Tak, bo treścią przewodnią tego typu programów jest zarabiana kasa.
I kogo twórcy robią w wała? Widzów, z pełną premedytacją.

Jako kolejny wezmę na warsztat "Nagi instynkt przetrwania.",także  na stacji uchodzącej za edukacyjną, czyli Discovery Channel. Otóż para pozostawiona bez ubrania ma przetrwać w ekstremalnych warunkach - dżungli, czy sawannie. Tutaj najwyraźniej żeby przyciągnąć do oglądania treści edukacyjnych, trzeba kogoś rozebrać, bo nie odkryłem jak ma się do fabuły programu fakt, że uczestnicy są kompletnie nadzy. Zresztą, nie oszukujmy się, jakie treści edukacyjne kryją się za parą golasów uganiających się w dżungli, lub na wyspie, podczas gdy towarzyszy im kamerzysta i cała ekipa? Że czasem znajdą jakiś owoc lub glizdę i się nią nie otrują przy zjedzeniu? A jakby się otruli, albo coś ich zeżarło to byłaby atrakcja. Jednak w innym podobnym upieku "Adam szuka Ewy", zrezygnowano już z edukacyjnej otoczki, wpuszczając gołodupców na wyspę w celach wyłącznie flirciarskich. Nie uczciwiej puścić ludziom pornola?

To co mnie naprawdę przeraziło, top popularność tych bzdetów, bo naczytałem się całej masy pochlebnych recek na blogach i portalach społecznościowych. Oj lubimy głupoty, lubimy być ogłupiani, a to dopiero początek.



3 komentarze:

  1. Tych zachodnich z polskim lektorem programów już od dawna nie oglądam, bo uznałem, że dla kasy robią wszystko, głównie powtórki. Przez jakiś czas jeszcze interesował mnie "Galileo", ale ostatnio też zszedł na dziady. Myślę, że oszczędzają na technicznych konsultantach, i nawet dla średnio rozgarniętego widza program wydaje się głupszy od jego autora.
    Na razie więc grzebię po YouTube, ale tam na 100 odsłon może ze 2-3 dają się oglądać.
    Niezłe są natomiast retransmisje z wykładów uczelnianych, niestety na razie tylko obcojęzyczne, co jest dość męczące. Pomimo tego jednak bardziej optymistycznie widzę przyszłość pozyskiwania wiedzy z sieci. Bo mimo wszystko coś trzeba wiedzieć, aby dowiedzieć się więcej.

    PS. Zmieniałeś adres URL, bo miałem trudności z wejściem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nic nie zmieniałem. Mnie z kolei pochłonęły archiwa cyfrowe, skoro mowa o poszukiwaniu wiedzy. Na Youtubie są fajne rzeczy, nawet nakręcono amatorsko, ale słusznie prawisz - trzeba się naszukać.

      Usuń
  2. Na temat dostępnych programów przyrodniczych, naukowych, historycznych, oświatowych i edukacyjnych, wszystkie z przedrostkiem „pseudo”, już mam wyrobione zdanie i dawno porzuciłem nadzieję, że znajdę w nich coś mądrego. Z programów telewizyjnych pozostał mi sport. Mam też mieszane uczucia w stosunku do wiadomości z netu. Nieźle trzeba się napocić, aby znaleźć coś wartościowego. Pozostają książki, nie piszę tu o powieściach i romansach, choć i tu ostrożność się przydaje, ale przynajmniej wybieram to, co mnie naprawdę interesuje.

    Nie wiem czy to pierwsza zmiana tematyki, tę pochwalam :)

    OdpowiedzUsuń