środa, 10 sierpnia 2016

Dzieje pewnej wystawy

Na placu Kościuszki stanęła wystawa, którą miałem zaszczyt współtworzyć z Łukaszem, muzealnym grafikiem. Stanęła jeszcze przed ŚDM. Udokumentowałem ją i pełen poczucia dobrze (w miarę, bo nie obyło się bez byków, które powinienem był wyłapać wcześniej) wykonanej roboty udałem się do domu i  z dumą zaprezentowałem ją na fejsie. 
Od razu niemal po postawieniu, około soboty wynikł pewien incydent. Ludzie zaczęli się dopytywać co z tą wystawą, gdzie się podziała? Zabrał ją jakiś tajemniczy złoczyńca lub fanatyk Sochaczewa, - kilkanaście dużych plansz, nie bacząc na stały monitoring newralgicznego punktu miasta? Niemożliwe. A jednak, zostały same ramy i ze cztery samotne plansze! Zacząłem śledztwo, ale oczywiście przez weekend trudno było cokolwiek ustalić. Dopiero w poniedziałek okazało się, że świeżo ustawiona wystawę zdewastowała ulewa do spółki z wiatrem, na szczęście rychło znów stanęła na swoim miejscu, dokładnie niemal na godzinę W i stoi do dziś.

A oto fotki i kilka plansz z naszych dokonań. Łukasz to geniusz, pięknie to zaprojektował.







1 komentarz:

  1. Muszę faktycznie przyznać Ci rację, plansze wyglądają na zrobione z dużym smakiem i profesjonalizmem. Muszę powiedzieć, że przy Twoim hobby moje zainteresowania nikną jak światełko w tunelu. :) Gratulacje przekaż panu Łukaszowi, bo mi się bardzo wystawa podoba.

    No i w tym cała rzecz. Ciężko jest sobie wyobrazić, że można oddać do takiej placówki kogoś nam bliskiego. Ktoś, kto tak zaprojektował starość powinien za to odpowiedzieć. Nie wiem tylko kto to uczynił, ale nie był zbyt litościwy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń