niedziela, 21 sierpnia 2016

Zawisza W Sochaczewie cz 1.



Jak co roku byliśmy na pikniku rycerskim na zamku, "Zawisza Czarny nad Bzurą". Organizatorzy nawiązują tą nazwą do wydarzenia historycznego, bo właśnie na rynku w Sochaczewie 15 lipca 1414 roku rycerz z Grabowa wypowiedział wojnę Zakonowi Krzyżackiemu, zapoczątkowując tzw wojnę głodową. Jest to ciekawy i w ogólnej świadomości w ogóle nie funkcjonujący epizod z dziejów naszych zmagań z rycerzami spod znaku czarnego krzyża. Generalnie skończył się niemal na niczym, bo Krzyżacy, pomni wycisku, jaki dostali 4 lata wcześniej, tym razem nie kwapili się do wyjścia w pole i cwaniakowania z nagimi mieczami dla zachęty, tylko zaszyli się na zamku w Brodnicy. Wcześniej, wiedząc o wizycie jaką zamierza im złożyć Jagiełło, skitrali całą żywność i zapasy tak, że nasi woje niewiele mieli do plądrowania. To spowodowało problemy w zaopatrzeniu, skąd nazwa "wojny głodowej". Z tego głodowania pochorowali się pod tą Brodnicą i trzeba było się z Krzyżakami znów dogadywać. Nasi zachodni sąsiedzi podjęli się chętnie roli rozjemcy i jak to w historii niejednokrotnie bywało - znów nas wyrolowali.
Ale wróćmy do Sochaczewa. Zawisza odczytał wypowiedzenie wojny na rynku i stał się ten fakt przedmiotem małej rekonstrukcji. Oryginalny tekst nie jest znany, choć ponoć Niemcy mają go w swoich archiwach i nie chcą dać. :) W związku z tym Zawisza wygłasza tekst fikcyjny. 
Rycerstwo potem pierze się po łbach w szrankach, a gawiedź bawi podczas rozmaitych atrakcji i raczy staropolskim jadłem. W następnym wpisie opiszę zmagania mojego przybocznego giermka juniora na drodze do pasowania na rycerza, gdyż organizatorzy wymyślili bardzo fajną zabawę.



Zaroiło się od postaci, prezentujących różne średniowieczne rzemiosła.




Rycerstwo po szrankach zażywa odpoczynku.
Tylko ława coś zastawiona mało suto.


"Okno Sztuki" Marcina Hugo Badera.
Słoneczko lepiej się chyba prezentuje niż moja gęba :)

5 komentarzy:

  1. Bardziej zajmuje mnie starożytność, choć nie przeczę, że i w czasach średniowiecza są pewne ciekawe sytuacje. Ogólnie podziwiam zawsze organizatorów takich imprez, bo nie jest to zapewne sprawa prosta, ogarnąć tyle różnych kwestii. Co więcej chyba też nie zawsze chodzi o zyski, a jeśli już to na dalszym miejscu.

    No ba, Sapkowski miał nosa do tego zdania, w końcu to nic strasznego się przenieść. Ważne, by zostawić ważnym osobom namiar na siebie. :) Chyba jest druga osoba, która czyta moje wypociny tak samo długo jak Ty, niejaki mister Uczuciowysmak vel. Uczuciowy. :)

    Muszę przyznać, że tamten nick był bardzo udany, ten na bloggerze wybrałem, bo sporo już zajętych było. :) Ale też już jakąś tam sobie markę wyrobiłem pod nim.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. nigdy nie brałam udziału w żadnych tego typu rekonstrukcjach, choć włóczyłam się po różnych zamkach, wioskach, skansenach i innych, gdzie np. można było sobie coś upichcić, albo uszyć czy też ulepić np. z gliny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma powodu do narzekań na sportowców naszych. To w sumie jest ich zasługa oraz najbliższych im ludzi, że Tomasz Majewski od rzucania kamieniami przeszedł do rzutów na miarę najlepszych kulomiotów, a Anita Włodarczyk przeszła z rzucania na ruinach Skry do złotych medali. Podobnie pewnie jest w innych dyscyplinach, nie ma się co łudzić. Chyba co jakiś czas minister sportu powinien przejechać się po kraju, by na własne oczy zobaczyć największe bolączki sportowców. Ale to pewnie marzenie nie do spełnienia.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli to tylko rekonstrukcje, nie mam nic przeciw. Coś jak przedstawienie teatralne. Ale gdyby to miało miejsce naprawdę, nie chciałbym się wcielić w żadną z tych postaci. Nawet nie wiem czy w rolę widza. Ale moje poglądy w tym temacie znasz :)

    OdpowiedzUsuń