poniedziałek, 12 września 2016

Gott mit uns?

Wiara w zmaganiach wojennych to podstawa. Paradoks, jak się patrzy, jeżeli chodzi o religię chrześcijańską. Na pierwszy rzut oka, bo przecież żołnierz, który wierzy, że po śmierci, nawet nagłej od kuli lub niegdyś miecza czeka go coś więcej niż gnicie w polowym grobie, bardziej będzie skłonny oddać życie w słusznej sprawie. Owa słuszna sprawa musi mieć wsparcie siły wyższej, więc zawsze łączono morale żołnierzy z ich religijnością. Obecnie wraz z laicyzacją społeczeństw ten czynnik zaczyna być marginalizowany. I może słusznie, bo temat boskiego udziału w wojnach zawsze budził we mnie mieszane uczucia. Chociażby z powodu pewnej klamry od pasa, na której żołnierze Wehrmachtu. nawet ci  dokonujący najbardziej odrażających zbrodni mieli zawsze wyryty napis "Gott mit Uns". Inne armie miały podobne chyba przeświadczenie, że to z nimi jest Bóg. To po czyjej stronie w końcu miał być? Ja bym się pogubił.


Te "Gott mit uns" z hitlerowskiego pasa stało się punktem wyjścia dla moich rozważań. Wikipedia nie postarała się, ograniczając genezę do powstałego w XII w Zakonu Łabędzia. Zakon miał w założeniu krzewić kult maryjny, a stwierdzenie "Bóg z nami", miało być jego dewizą w tym zbożnym dziele. Zakon przestał istnieć, gdy protestantyzm stał się nową religią Niemiec, a ostatni komtur zmarł osamotniony w 1547 i choć formalnie nigdy go nie rozwiązano, nie było już chętnych do wstępowania w jego szeregi i nawet klasztor się rozsypał.  Późniejsze jego dzieje zaczynają być nieco groteskowe, bo z przyczyn sentymentalnych reaktywuje go w 1843 Fryderyk Wilhelm IV, władca odrobinę niespełna rozumu, a w 1980, zaczął się bawić w zakonne życie książę Filip Cyryl Pruski, prawnuk cesarza Wilusia II.

Jak się okazuje historia tej dewizy sięga czasów odleglejszych. Nie będzie chyba wielkim zdziwieniem, że biblijnych.

Si Deus nobiscum, quis contra nos.
czyli
Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?
 (Św. Paweł, List do Rzymian, rozdział 8)

Na tym kończy się nabożne użycie tej maksymy.

Plakacik rekrutacyjny Krzyżaków?

Deus nobiscum stał się okrzykiem bitewnym Rzymian u schyłku imperium, stosowano go też w cesarstwie bizantyjskim i tu otwierają się kariera militarna użycia tej frazy, która trwać będzie aż do XX w. Zakon Teutoński (Krzyżacy) podchwycił ją, nadając niemieckojęzyczną formę, znaną już z tego pasa, a co do wykorzystania go, to odwołam się do słów literackiej fikcji Henryka Sienkiewicza i jego opisu bitwy pod Grunwaldem:

...jeźdźcy, wymachując mieczami i sulicami, lecieli z krzykiem okropnym przeciw lewemu skrzydłu Krzyżaków.
Mistrz właśnie znajdował się przy nim. Wzruszenie jego już przeszło, a z oczu szły mu, zamiast łez, skry. Ujrzawszy więc rozpędzoną ćmę litewską, zwrócił się do Frydrycha Wallenroda, który na tej stronie dowodził, i rzekł:
- Witold pierwszy wystąpił. Poczynajcieże i wy w imię Boże! I skinieniem prawicy ruszył czternaście chorągwi żelaznego rycerstwa.
- Gott mit uns! - zakrzyknął Wallenrod.
Chorągwie, zniżywszy kopie, poczęły z początku iść krokiem. Lecz równie jak skała stoczona z góry, spadając, coraz większego pędu nabiera, tak i one: z kroku przeszły w rysią, potem w cwał, i szły straszne, niepohamowane, jako lawina, która musi zetrzeć i zdruzgotać wszystko przed sobą. 


Bóg jak wiadomo miał wtedy inne plany niż bycie z Krzyżakami.

W XVII w. "Gott mit uns" darły się w bitwach pod Breitenfeld i Lutzen wojska Gustawa II Adolfa, gdyż słowo stało się znakiem rozpoznawczym dla jego niemieckich sojuszników. W Wojnie 30 letniej ze Szwedami sprzymierzyli się przeciwko Habsburgom książęta Brandenburscy i warto zauważyć że podłoże wojny było religijne, bo cesarz niemiecki Ferdynand II był katolikiem a oni protestantami. Gustawowi podobnie jak Krzyżakom nic to zawołanie jednak nie dało i padł w bitwie po Lutzen.

Herb Prus.
Na dole w niebieskim pasku "Gott mit uns"

Od 1701 maksyma zaczęła się pojawiać w heraldyce, bo kajzer Fryderyk I Pruski uczynił z niej dewizę państwową Prus. I tak się utrwaliła na elementach militarnych, sztandarach, w końcu tych klamrach od pasa. I tu ciekawostka. Wikipedia daje plamę, utożsamiając formułę "Gott mit uns" z jakimś tam orderem łabędzia, a błąd pewnie wziął się z tłumaczenia z angielskiej Wikipedii, bo po angielsku order tłumaczy się jako zakon (jak też rozkaz, zamówienie i porządek). Mam wrażenie więc, że twórca wpisu w Wikipedii  nie wie, czy mowa o odznaczeniu, czy zakonie, pisząc pod hasłem Order Łabędzia: "najstarszy order Królestwa Prus ze znaną (w kontekście militarnym) aż do II wojny światowej dewizą: Gott mit uns (Bóg jest z nami)". Tak naprawdę pojawia się on na odznaczeniu, ale ustanowionym 18 października 1861 przez króla Wilhelma I z okazji koronacji tego monarchy w Królewcu - Orderze Królewskim Korony.

Królewski order Korony
 
Ale wróćmy do tej klamerki. Mieli ten napis Prusacy, używano go w Republice Weimarskiej, w końcu pasek zacisnął Wehrmacht. Po wojnie W NRD jakoś woleli, żeby to Marks był po ich stronie a i RFNowska Bundeswehra jakoś nie paliła się do podtrzymywania tej tradycji. Jego żywot skończył się w zachodnioniemieckiej policji w latach 70.

Policyjna klamra od pasa - lata powojenne.

9 komentarzy:

  1. kurcze nie spodziewałam się że nawet taki napis na pasie ma swoją historię:D obserwuję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę z wizyty i oczywiście zapraszam.

      Usuń
  2. Szacun za opracowanie :) Pod maską można ukryć prawdziwe oblicze, a napis nie zawsze odzwierciedla intencje. Może być też stosowany dla zmylenia przeciwnika. Natura ludzka potrafi być przewrotną. A co do "udziału" Boga w wojnach, to sprawa dla nas wciąż nie wyjaśniona;
    ot choćby przykład Mojżesza;
    " Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca jego ręce były stale wzniesione wysoko. (Wj 17)"
    Nie zawsze klęska oznacza przegraną. Pozornie wydaje się, że Jezus przegrał z szatanem - poniósł śmierć na krzyżu. Ba, nawet w agonii wołał; "Boże mój, Boże mój - czemuś mnie opuścił?" Czy kochający Ojciec opuścił umiłowanego Syna? czy może wraz z Nim cierpiał?
    Mnie w związku z napisem na tym pasie nasunęło się inne skojarzenie;
    ilu z tych żołnierzy w ostatniej chwili swego życia utkwiwszy wzrok w literach na pasie okazało skruchę, żal i śladem "dobrego łotra" szukało ratunku u Zbawiciela dla swej duszy ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Mojżesza, nie traktowałbym tego zbyt dosłownie, że wynik bitwy zależał od tego, czy miał wzniesione ręce, czy nie. Ja cały czas twierdzę że Biblia jest pełna ukrytych znaczeń, a spora jej część to nieodczytywalna już dziś alegoria.

      Tak, to prawda, można wygrywając przegrać i na odwrót. Wszystko zależy od celów. Celem Chrystusa była ofiara, więc przegrać nie mógł.

      Usuń
  3. Mnie zawsze przeraża owo nadużywanie pojęć religijnych w czymś tak ohydnym jak wojna, a nawet li tylko utożsamianiu ich z jakąkolwiek formą militaryzacji. Przemawia za tym mój pacyfizm, ale nie zmienia to faktu, że to jest jakieś pomieszanie z poplątaniem. Skupiłeś się na „Gott mit uns”, ale równie irracjonalne wydaje się być przypisywanie Bogu, (Maryji w Polsce) zwycięstwa w siejącej śmiercią bitwie.
    Ciekawe opracowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda co mówisz, choć ja to chciałem pokazać właśnie na tle dziejów tej maksymy. W każdej armii znalazłby się jednak jej odpowiednik.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawe opracowanie. Sam znak z napisem "Gott mit uns" noszony przy portkach, czy wykrzykiwanie tych słów w czasie walki, jednak nie jest jeszcze dowodem na przychylność Boga. Jeszcze większym paradoksem było to, że przed wyruszeniem na wojnę katoliccy księża, nieraz nawet tego samego wyznania (!), błogosławili wojowników i żołnierzy, którzy potem z błogosławieństwem mordowali swoich rodaków. To najczęściej działo się w zaborach, ale i też podczas wielkich rewolucji. Czy Bóg był ślepy, czy może aż tak uniwersalny? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uniwersalny jak placebo :) Do takich zresztą wniosków i ja doszedłem.

      Usuń
  5. W taki sposób można szargać najświętsze treści i wartości. A łączenie jakiegoś Stwórcy, niezależnie jak pojmowanego z wojną jest już szczytem tego szargania. Kiedyś może skup się na przedstawieniu jak wojownicy ,,przekonywali" do siebie siły wyższe, bo to też jest ciekawy temat, zwłaszcza w kontekście bóstw ,,zajmujących" się wojną.

    To kurczakowo jak się tak kończy wycieczka rowerowa. Ale z gumą dobrze, bo daleko nie miałeś już do naprawy. Bo mi jak padł naciąg łańcucha to musiałem ok. 2 kilometry przejść, a mogło i więcej ich być.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń