wtorek, 20 września 2016

Lata głodu.

Rok 1939 był ponoć wyjątkowo urodzajny, co ludzi radowało. Niestety, nie im przyszło cieszyć się tymi plonami, gdyż wrzesień okazał się miesiącem wojny... Niemal idealnie można tu, do roku 1939 dopasować słowa Mickiewicza o roku 1812: "O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju! Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju,. A żołnierz rokiem wojny". Istotnie, historia lubi zataczać takie paralele.  W pierwszych dniach wojny zorganizowano podwody dla wojska, żywność zgromadzona w magazynach miała dotrzeć do punktów zbornych. Różne były jej losy, tabory z upodobaniem atakowali z samolotów Niemcy. Jan Wojda - rolnik, mieszkaniec Dębska pisze w swoich wspomnieniach o całkowicie bezsensownej wyprawie kawalkady wozów do Warszawy, dokąd miało trafić zboże z magazynów Sochaczewskich. Warszawa jednak stała już w płomieniach... panował chaos...

Skierowano nas do .jakiegoś magazynu, jednak w ogólnym rozgardiaszu nie było komu przyjąć od nas zboża. A chcieliśmy się go jak najprędzej pozbyć, aby ulotnić się z tego piekła na ziemi. Dopiero przed wieczorem polecono nam wieźć pszenicę znowu do Sochaczewa. [...] Między Błoniem a Sochaczewem dwukrotnie spotkały nas samoloty niemieckie, lecące w kierunku Warszawy. Czym prędzej każdy z wozów stawał pod rozłożystymi konarami starych topoli, rosnących na poboczach szosy, których dziś już nie ma. Nie zauważeni przez Niemców mogliśmy kontynuować jazdę. W godzinach popołudniowych dojechaliśmy szczęśliwie do Sochaczewa. Tu starosta powiatu po naradzie z prezesem Powiatowej Spółdzielni Rolniczej, Osieckim, polecił nam zabrać pszenicę do swoich domów. W razie wkroczenia Niemców pszenica miała stać się naszą własnością, natomiast należało ją zwrócić, gdyby najeźdźców przepędzono.

Ponieważ natarcie niemieckie ze wschodniego brzegu Bzury ruszyło na wsie położone bezpośrednio za nią, takie jak Erminów, Bronisławy, Dębsk itd. tamtejsza ludność czym prędzej uciekła, zostawiając cały swój dobytek i oczywiście zebrane plony. Stało się z nimi to, co stać się musiało w ogniu walk i co opisuje dalej Wojda: 
W stodole spłonęło wszystko niedawno zebrane zboże. Mieszkanie ogołociło wojsko z wszystkich produktów żywnościowych. Przede mną i ojcem stanęło widmo głodu.

 Podobnie stało się w mieście, które trzy na trzy dni (patrz poprzednia notka) stanęło w ogniu. Powrót do niego znam z wielu relacji. Zacznę od najbliższej, mojej Babki Alicji:

Nie było co jeść, sklepy pozamykane, popalone. Nasz sąsiad, piekarz Żukowski miał nieco mąki, upiekł trochę bochenków chleba i rozdawał je za darmo. Udostępnił też swoją studnię, bo wody nie było, ale i z niej woda rychło znikła, bo ludzie w końcu wyczerpali wiadrami wszystko. Mieszkanie nasze nie ucierpiało podczas działań wojennych. Jeżeli nawet ktoś się do niego włamał, to nie miał czego zabrać. Po jakimś jednak czasie, brak pożywienia zaczął doskwierać nam coraz bardziej. Co gorsza, nastał listopad i zaczęło się robić coraz zimniej. 
Ul. Warszawska. Uchodźcy, wojskowe ciężarówki i wypalone domy.
 Sklepy zostały całkowicie rozszabrowane lub spłonęły. Kłamstwem jest, że szabrowano tylko własność żydowską, zgłodniali ludzie rzucili się na wszystko co miało jakąś wartość, a stało puste. Wojna zaczynała pokazywać swoje drugie oblicze, którym był zwierzęcy strach przed głodem i śmiercią, popychający ludzi do zachowań pierwotnych. 

Szaber sklepu Grynberga, (Sochaczew ul Traugutta)
Niemcy rychło zaczęli gnębić ludność kontyngentami dla wojska, co znów spowodowało kolejną falę nędzy. Istotne dla nich było by jak najszybciej uruchomić infrastrukturę kolejową i udrożnić przeprawę przez Bzurę. Most został wysadzony przez polskich saperów, stacja zbombardowana, więc zwerbowano mieszkańców do pracy, która nie dawała jednak chleba. 

"Zniszczeni i zrujnowani wojną ludzie, a często okradzeni doszczętnie przez różne męty społeczne, których nie brak było zarówno w mieście jak i na wsi, chcąc nie chcąc zgłaszali się do pracy zmuszeni widmem głodu i niepewnością dnia jutrzejszego, gdyż Sochaczew i okolice zamieszkuje przeważnie ludność biedna, robotnicza z pewną liczbą inteligencji, w przeciwieństwie do dalej położonych zamożnych wsi. Ludzi podejmujących pracę spotkało jednak z miejsca rozczarowanie, gdyż Niemcy płacili zdewaluowaną walutą tak głodowe stawki, a ceny żywności były tak paskarskie, że ludzie szli do pracy raczej niechętnie, ulegając również nastrojom patriotycznym i przeciw-niemieckiej propagandzie i nienawiści do wroga. Najcięższe czasy nastały teraz dla robotników. Krążyły wśród nich wersje, że to polska burżuazja kuma się z Niemcami, bo chcieli oni dać robotnikom oprócz płacy za pracę również i wyżywienie, a ci różni polscy urzędnicy odkłonili ich od tego. Nie wiadomo, ale łatwo się domyśleć, kto takie plotki spreparował. Istotnie na ulicach miasta widać było robotników, ciągnących starą kuchnię wojskową po polskim wojsku, w której przy pracy rozbiórkowej zburzonych domów gotowali sobie  sami czarną kawę, używając niedopalonych głowni z polskich domów. Widok robotników obdartych i nędznych, ciągnących ulicami Sochaczewa tą polską kuchnię polową był przygnębiający i straszny."
(Anonimowe wspomnienia z archiwum ZBOWIDu) 

Ten głód utrzymywał się przez lata okupacji, przy czym podobno 1939 rok wcale nie był najgorszy. Niemcy nie pokazali jeszcze w pełni swoich prawdziwych zamiarów i oblicza, bo chcieli wpierw Polaków spisać i "skatalogować", wpisując do ksiąg meldunkowych i nakładając obowiązek posiadania dokumentów. Kolejne lata, zwłaszcza wojna z "Ruskimi" przemieniła Generalną Gubernię w spichlerz niemieckiej armii, drenowane do granic możliwości zaplecze frontowe, w którym zakwitł szmugiel, będący następnym elementem gry o przeżycie.

10 komentarzy:

  1. Niestety, to wszystko prawda, wojna oprócz ofiar śmiertelnych, będących skutkiem samych działań militarnych niesie ze sobą głód i upodlenie. Ja tego osobiście nie przeżyłem, znam za to z opowiadań. I to chyba stało się przyczynkiem mojego pacyfizmu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niemcy i Rosjanie całkiem słusznie założyli, że przyszłą wojnę najlepiej będzie im toczyć na terenie byłej Polski, bo to m.in. odciąża tabory. Ale wojna objęła prawie wszystkie kontynenty świata.
    Może dlatego ostatnio nakłania się Europejczyków do gromadzenia zapasów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy całkiem słusznie to nie wiem, wszak wojny na własnym terenie nie uniknęli, płacąc za to straszliwą cenę. Niewinni ludzie też.

      Usuń
    2. Zarówno Hitler jak i Stalin obydwaj zamierzali w końcu skoczyć sobie do gardeł. Hitler łatwo mógł pokonać Stalina, wystarczyłoby uwłaszczyć znów chłopów i po ludzku traktować ludność, ale zaślepiona nienawiścią kanalia nie dostrzega takich niuansów...

      Usuń
    3. @RademensII
      Z tym uwłaszczeniem to chyba nie było już takie proste po podpisaniu w 1936 r. paktu antykominternowskiego w którym wyraźnie zawarto docelowe działania Niemiec i Japonii.
      @Asmodeusz
      Niemcy zaskoczyli Stalina i dlatego wojna szybko przeniosła się w głąb Rosji i zaskoczyła cały świat.

      Usuń
  3. Zastanawiam się - co Cię wzięło na takie "wspominki"? Ja na szczęście wojny światowej [może wojnę domową :)]nie doświadczyłam, ale za to moi śp. Rodzice [a starsze rodzeństwo tylko II w.s.] przeżyli I i II wojnę św. Czasami opowiadali o niektórych dramatycznych chwilach tamtych dni, ale częściej woleli tego nie pamiętać.
    Dziś akurat dzień modlitw o pokój, więc -oby nigdy więcej wojny .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba pamiętać. Jeżeli nie będziemy wspominali naszej historii inni zapiszą ją za nas.
      Za pokój zaś zawsze warto się modlić.

      Usuń
    2. Takie "wspominki" są cenne, najcenniejsze. Bez zadęcia ideowego i udawanego patriotyzmu.

      Usuń
  4. Pokój nie jest dany raz na zawsze, niestety, a pamiętać trzeba

    OdpowiedzUsuń