niedziela, 11 września 2016

Omnia nuda et aperta





Kres jest tak niewidzialny jak początek.
Wszechświat wyłonił się ze słowa
i do słowa też powraca
w samym centrum Sykstyny
artysta ten niewidzialny kres wyraził
w widzialnym dramacie sądu
i ten niewidzialny kres stał się widzialny
tak by szczyt przejrzystości

Omnia nuda et aperta
sunt ante oculos Eius

Słowa zapisane u Mateusza
tutaj zamienione w malarską wizję
pójdźcie błogosławieni, idźcie przeklęci
i tak przechodzą pokolenia,
nadzy przychodzą na świat
i nadzy wracają do ziemi
z której zostali wzięci

Z prochu powstałeś
i w proch się obrócisz
to co było kształtem bezkształtnym
to co było żywe oto teraz martwe
to co było piękne oto teraz brzydota spustoszenia
a przecież nie cały umierał
to co we mnie niezniszczalne trwa
ostateczna przejrzystość i światło
przejrzystość dziejów, przejrzystość sumień
Nie zapominajcie

Ty, który wszystko przenikasz
wskaż, On wskaże. 


Jest to fragment "Tryptyku Rzymskiego" Jana Pawła II, czyli Jego medytacji ujętej w formie poematu. "Omnia" trafiła na mnie w momencie refleksji nad przemijaniem, zarówno człowieka jak i jego planów, zamysłów... uczuć. I gdzieś tam ten sąd nad człowiekiem jako kres... Oczywiście nie taki, o którym myślałem, bo nie ostateczny tylko kres jako granica ludzkiego żywota. Słowa poematu ubrane zostały w pieśń, wykonaną przez Stanisława Soykę i  w takiej formie dotarły do mnie, nie pozostawiając obojętnym, ani na przesłanie, ani na aranżację.
Wszystko przemija i wszystko co dziś piękne i żywe, jawi się jako przyszła brzydota i śmierć, ale jak powinniśmy żyć w obliczu tego memento mori? Czy nie brać życia jako swoistego cyklu, który jest powtarzalny w innej formie i kształcie? Ludzie przychodzą i odchodzą, zabierają ze sobą bezpowrotnie swój ziemski dorobek myśli, część z nich zostawia go wprawdzie na dłużej, ale tylko w oczach wieczności wszystko odbija się w pełnej formie... Strach mnie ogarnia na myśl, że moja pamięć umrze razem ze mną, wszystko to co przeżyłem i czego się nauczyłem zatoczy prędzej czy później pełne koło, a być może trafi w nicość. Takie przekonanie nie jest zdrowe dla nikogo, pozbawia człowieka wiary w sens życia w ogóle, więc mam nadzieję, że jest inaczej.
Pod sklepieniem kaplicy sykstyńskiej, o boskość otarł się homoseksualista i mizantrop, a punktem wyjścia do rozważań na temat trwania części ludzkiej pozostanie dla mnie nachalnie kojarzące się stwierdzenie "non omnis moriar", poganina Horacego, chociaż w tak wyrażonej myśli dopatrywałbym się nawet ateizmu. Cóż za ironia... Jedyna wieczność i nieśmiertelność ludzkości to jej dorobek? Ale przecież nie każdy jest artystą, którego pamięta się wieki, a równie nieśmiertelny może może być zbrodniarz. Pergaminy też płoną... obrazy, a wspaniałe budowle padają razem z imperiami, grzebiąc w swoich ruinach dzieła, które miały być wiekopomne. 
Więc znów wracamy do człowieka jako jednostki, który już uwolniony od piękna, czy szpetoty stanie się przejrzysty w dniu sądu, choć w oczach Tego, Który tam czeka, zawsze taki był. 

6 komentarzy:

  1. Szczerze, niemal Cię nie poznaję, bo o tak głębokie przemyślenia chyba zahaczasz po raz pierwszy.

    Przyznam, że sam toczyłem „ciężkie boje” samego z sobą w temacie przemijania. Ja sobie z tym poradziłem, przed Tobą pewnie jeszcze sporo wysiłku, ale radziłbym się spieszyć (to z lekkim przymrużeniem oka), bo łatwo popaść w melancholię a nawet depresję, gdyż prawdę powiedziawszy, łatwiej już nie będzie.

    Ja nie mam zamiaru niczego sugerować, ani tym bardziej swojego spojrzenia na przemijanie komukolwiek narzucać, ale wydaje mi się, że wyjścia są tylko dwa. Albo uwierzyć w chrześcijańską wersję zbawienia, co w niczym wierzącemu nie uwłacza, albo uznać, że takie poszukiwanie sensu jest błędne. Paradoksalnie, ta druga możliwość wcale nie musi skutkować bezsensownością, jakby chcieli ci, którzy widzą sens tylko w zbawieniu.

    Ciekawy temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż uznałem, że poszukiwania oparte na wierze, nie przyniosą jednoznacznej odpowiedzi i są z założenia hipotetyczne. Natomiast jak widać refleksje można ubrać w piękno, nadając kształt poematu i dodając muzykę. Już ciężkich bojów nie wiodę, choć czasem dopada mnie obawa, "co jeśli..."

      Usuń
    2. Z tym „co jeśli...” proponuję Ci zakład Pascala, choć jestem ateistą i ten zakład uważam za niedorzeczny :)

      Usuń
    3. Problem z Pascalem jest taki, że można iść w prawo, albo w lewo, tymczasem widzę inne możliwości. Ale tak jak zauważyłem poniżej, bardziej fascynujące są ludzkie drogi do poznania, niż samo poznanie.

      Usuń
  2. Tego typu przemyślenia na dziś są dla mnie za trudne. Nie jest łatwo pogodzić się z faktem przemijania. Nic więc dziwnego, że człek do wspomnień z dzieciństwa powraca, by chociaż na chwilę zatrzymać czas.
    Czasami patrząc na popadające w ruinę nieruchomości - zadaję sobie pytanie- po co im to było? tyle trudu, mozołu, wyrzeczeń, poświęceń; samozaparcia aby zrealizować zamiar, a tu wystarczy jedna chwila i człowieka ni ma. Pytanie, o sens życia, od wieków zadawane, wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Przemijanie dotyka każdego z nas. Może więc nie warto tracić czas na "nieznane"? Żyć i cieszyć się każdą chwilą, jaka jeszcze nam dana wśród bliskich, których kochamy. A co mają powiedzieć samotni i opuszczeni, zdani jedynie na towarzystwo Stwórcy. Im jest potrzebny Bóg tu i teraz, a nie tylko w wieczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadza się. Ja nie poszukuję rozpaczliwie odpowiedzi, mnie fascynują drogi, jakie człowiek przebywa w jej poszukiwaniu, gdyż te są fascynujące.

      Usuń