niedziela, 18 września 2016

Rekonstrukcja "Obronić Miasto 1939" w 77 lecie obrony Sochaczewa.


 W dniach 13 - 16 września toczyła się bitwa o Sochaczew. Trzy dni trwała tu zacięta walka, której inscenizację wczoraj obejrzeliśmy. Odbyła się ona w "wąskim gardle", terenu wyznaczonego barierkami wzdłuż ulicy Podzamcze i zastanawiałem się, dlaczego akurat o 19, kiedy za chwile zrobi się ciemno. Co więcej, nie rozpoczęła się dokładnie o 19, bo jeszcze wystąpił 'Wokalny Zespół Mundurowy "Patria", śpiewając piosenki, oczywiście wojskowe. 
Sama rekonstrukcja uzupełniona była o komentarz, który jednak chwilowo tonął w kanonadzie. Dowiedzieć się można było z niego, że 13 września II batalion 18 pp został wyparty z Sochaczewa, by jednak rozkazem dowódcy piechoty dywizyjnej 26 DP płk. dypl. Tadeusza Parafińskiego, zawrócić z powrotem i miasto z rąk wroga odbić. 
Jak wspomniałem, miałem wątpliwości, czemu u diabła robić rekonstrukcję tak późno, ale okazuje się, że ma to swoje uzasadnienie historyczne. Niemcy wyparli Polaków z Sochaczewa atakując o północy z 13 na 14 września, walki o jego odbicie dnia następnego również przeciągnęły się do późnego wieczora. Ich przebieg znamy z opisu sierżanta Józefa Skórki, szefa 5 kompanii 18 pułku piechoty

Nadszedł wieczór. Niemcy nie lubią walki nocnej, więc zaczęli się cofać. Ich straże tylne powstrzymywały nasze natarcie. Biliśmy się o każdą uliczkę, a nawet o pojedyncze domy. Ucichła artyleria.W ciemności słyszało się tylko łomot ręcznych granatów..Późnym wieczorem dotarliśmy do naszych poprzednich stanowisk. Nad polem bitwy w Sochaczewie zaległa cisza. Jako szef kompanii obliczam straty. Były bardzo duże. Na stanowiskach doliczyłem się już nie więcej jak pięćdziesiąt procent stanu bojowego...
(Z materiałów opublikowanych przez MZSiPBNB)

 Straty spowodowane tym przedsięwzięciem były więc ogromne. W miejscu gdzie wśród wspomnianych przez Skórkę uliczek i domów trwały walki, dziś znajduje się park miejski. I tu przypomniałem sobie poniższe zdjęcie. Niemcy też zrobili w 1939 "rekonstrukcję" na potrzeby propagandy. To zdjęcie wykonano przy wlocie w ul. Bóżniczą, po której dziś nie ma ani śladu, (jest wspomniany park) kilkanaście metrów od wczorajszej inscenizacji.

Niemieckie zdjęcie propagandowe z września 1939 (ze zbiorów MZSiPBNB)
Broniąc musieli ulec w końcu przed przeważającymi siłami wroga.

"15 września 1939 r.,po przeszło dwóch dniach ciężkich walk, zmęczeni i zbroczeni krwią piechurzy II batalionu 18 pułku piechoty (na opatrunki nie było czasu) ciągnęli do przeprawy przez rzekę. Był to jednak odwrót żałosny. Bohaterski i godny ubolewania. Nie składając broni, lecz odstrzeliwując się nacierającym oddziałom niemieckim, przeprawiali się po zniszczonym moście pontonowym lub wpław przez Bzurę. W takich okolicznościach, kierujący przeprawą dowódca batalionu major Kozubowski, trafiony serią pocisków z km, poniósł śmierć na kładce tego mostu, a wraz z nim 4 usiłujących go ratować żołnierzy"
"Sochaczew we wrześniu 1939 1984 (Władysław Pałucki, Maciej Wojewoda 1989, s. 7)
 
Major Feliks Kozubowski
Major Kozubowski spoczął na cmentarzu parafialnym w Sochaczewie i przez długie lata miejscem jego pochówku był zwykły żołnierski grób, dopiero niedawno doczekał się należytego pomnika. W 2009 nadano mu honorowe obywatelstwo miasta Sochaczewa, a teraz jego imieniem ma być nazwany most na Bzurze, stojący niedaleko miejsca gdzie major poległ.
Tego dnia także nadano  także sztandar ufundowany przez mieszkańców miasta dla stacjonującego w Bielicach 38 dywizjonu zabezpieczenia Obrony Przeciwlotniczej. Kozubowski ma być patronem tegoż dywizjonu, pomimo że z wojskami obrony powietrznej nie miał nic wspólnego.

Wróćmy jednak na rekonstrukcję.

Na wąskim terenie pokazano więc natarcie wojsk polskich na niemieckie, rozlokowane przy ulicy Traugutta. Tym "Niemcom" zrobiłem kilka zdjęć na początku, kiedy było jeszcze w miarę widno. Potem, ruszyły do boju wozy bojowe i artyleria, spychając "naszych" na zachód, w kierunku rzeki, tak jak miało to miejsce 77 lat temu. W ciemności pokazy pirotechniczne były bardziej wyraziste i robiły większe wrażenie niż za dnia.








Zmarzliśmy trochę pod koniec, zwłaszcza Małas po powrocie domagał się ciepłego posiłku i kąpieli. Istotnie, pogoda przestała nas rozpieszczać letnim niemal ciepełkiem. Mieliśmy kupić po pokazie bluzę, bo były również stargany z militarnymi i patriotyczną odzieżą, ale handlarze zwinęli się zanim zdążyliśmy się w tym rozeznać.



2 komentarze:

  1. Bardzo szanuję takich pasjonatów, nie ma to jak obejrzeć rekonstrukcję zdarzeń, zamiast przeczytać suche fakty. Nawet czytając relacje godzina po godzinie trudno wyobrazić sobie ogrom zmęczenia, cierpienia i strach...
    Na przykład czytałam i słyszałam co nieco o husarii, ale gdy zobaczyłam przejazd rycerzy ze skrzydłami kiedyś w Kórniku, to aż ziemia drżała i dech zaparło...

    OdpowiedzUsuń
  2. Też lubię obejrzeć jakąś rekonstrukcję na żywo jak mam taką możliwość. Pogoda robi się już mocno jesienna według mnie, co nie za bardzo mnie cieszy w kontekście rowerowym, na razie ścięgno wyłącza mnie z jazdy, a do tego po szpitalu muszę nieco się izolować, by nie rozsiewać izotopów jodu.

    Chyba coś faktycznie było takiego, czyli oznacza to, że kiedyś i drugi papież może zrezygnować z tego stanowiska. Bo cały KK tkwi w pozostałościach przeszłości według mnie i nic nie zmieni tego, podejście niektórych hierarchów będzie takie samo niezależnie od osoby szefa.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń