wtorek, 25 października 2016

Czy Bóg chciał być zagadką?

Kiedyś wszystko było prostsze. Modlitwa wieczorna, taka sama jaką odmawiali dziadkowie i ich dziadkowie płynęła w przestrzeń, nie koniecznie wyrażana słowami, bo przecież Bóg wie, co każdy z jego wyznawców ma w myśli. Mnie kazano odmawiać przez pewien czas modlitwę na głos, by się upewnić, że pamiętam i nic nie przekręcam.

***
Piaszczysta droga, wiodła w kotlinę, wcinając się w pola złotych zbóż, pachnących chlebem, aż do bramy cmentarza w Kozłowie Biskupim, na którym spoczywają moi przodkowie. Słońce dawało radość owadom i ptakom, które rozpraszały śpiewem ciszę letniego południa. Rosnące poza furtą wśród alejek otoczonych krzyżami drzewa akacji kipiały zielonością na tle lazurowego nieba i taka to była prawda - tu śmierć, tam życie - a za wszystko, za cały porządek odpowiedzialny jeden Bóg. Ławeczkę przy rodzinnym grobie, na której siedział mały chłopiec obserwując dziadkową krzątaninę wokół grobu obejmował namiastką cienia młody kasztan, rosnący przy samym murze, a mierząc go wiekiem drzewa być może jego rówieśnik. Myśli młodego drzewka były jednak nieznane. Chłopiec dopytywał się o zmarłych, których Bóg zabrał już do siebie, a dziadek odpowiadał, że wszystko dzieje się według pewnego porządku, ale nie przemija ze wszystkim.
Wtedy nie zastanawiałem się głębiej, jak Bóg może widzieć i słyszeć wszystko, ale gdy coś przeskrobałem, po jakimś czasie wiedziałem, że patrzy, bo czułem Jego wzrok. Już wtedy przyjąłem, że tego nie da się zrozumieć. Krzyże na grobie pradziadków świadczyły o ich wierze i ja także wierzyłem wtedy najsilniej, mając nadzieję, że jak ich kiedyś spotkam wszystko stanie się jasne.

***
Później, gdy moje dzieciństwo zanurzyło się w swawolne wyprawy z domu samopas, a świat zaczął odkrywać swoje zagadki, Bóg jakby stanął obok i czasem zdawał się patrzeć gdzie indziej. Co jakiś czas jednak przypominało mi się, że nawet jak nie patrzy, to widzi i robiło mi się przykro.
Mijały lata, myśli o Bogu zmierzały do książek, gdzie szukały odpowiedzi na różne pytania, czasem w przypływie rozmaitych kryzysów uciekały na jakieś mroczne manowce, gdzie nie czuło się w ogóle Jego obecności. W końcu, nawet po dłuższych chwilach zwątpienia uznałem, że dobrze mieć nadzieję i wierzyć, że to wszystko co nam się przydarzyło tutaj, nie jest jakąś przypadkową układanką, która porzucona w kosmicznej próżni ułożyła się sama, tylko stoi za tym czyjaś wola. Że gdzieś w głębi duszy wiemy, czego od nas wymaga. I już nic innego nie było mi potrzebne, oprócz świadomości, że tak może być. Tylko tyle i aż tyle.

12 komentarzy:

  1. Nie myśl, że wyśmiewam. Tylko mi się tak obiło o uszy, że masz się za agnostyka (mogę się mylić, więc mnie sprostuj). Rzecz w tych słowach: „dobrze mieć nadzieję i wierzyć”. Nadzieję na co? Na to, że spotkasz przodków? I nie wydaje Ci się, że mając świadomość, iż czyjaś wola odbierając Ci jestestwo, to jest to, czego naprawdę pragniemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mam nadzieję że jest coś czego nie rozumiemy, jako dziecko wierzyłem że kiedyś spotkam się ze swoimi przodkami. To mnie intrygowało, bo byłem ich ciekaw. Obecnie tego nie wiem, bo jest zagadką dla mnie to, co będzie po śmierci, coś Ci się tu kłóci z agnostycyzmem?
      Ostatniego zdania nie rozumiem. Mam pragnąć całkowitej dezintegracji? Nie jest to dla mnie frajda i raczej mam nadzieję, że stanie się inaczej, że oprócz ciała i procesów chemicznych jest jeszcze wymiar duchowy, który się zachowa dłużej niż ciało, nie wiem w jakiej formie.

      Usuń
    2. Zastanawiam się jak długo będziesz się cieszył spotkaniem z przodkami? Inne sposoby myślenia, inne wartości, inne pragnienia i inna mentalność. Ale nie chcę Ci niczego odbierać.

      Rozumiem zależność od bliskich i żywych, ale od niematerialnej istoty?

      Agnostycyzm uważam za pogląd według którego nie ma możliwości poznania rzeczywistości, szczególnie tej pozagrobowej. Inaczej mówiąc, nie ma sensu dywagowanie o życiu po życiu.

      Twój wymiar duchowy powstał w momencie narodzin, choć to i tak zbyt optymistyczne ujęcie duchowości. Dlaczego miałby istnieć po śmierci, skoro powstał przez życie? Ten akapit traktuj tylko w kategoriach moich osobistych wątpliwości. Nie musisz odpowiadać.

      Usuń
    3. Asmodeuszu, dyskutujesz z chłopcem, którym byłem dość dawno. Już nawet wspomniany kasztan nie istnieje. :)
      Jako dorosły człowiek nie oczekuję spotkania z przodkami w zaświatach.

      Usuń
  2. Podobno każdy człowiek musi w coś wierzyć...gdy mówiono mi, że spotkam się ze zmarłymi wcześniej ode mnie zastanawiało mnie, ze tam gdzieś musi być strasznie ciasno i że niektórych osób nie chciałabym jednak spotkać...
    Najwięcej jednak budziły się moje wątpliwości co do tych wszystkich okropności, na które Bóg pozwalał lub karał nie tych, co trzeba...
    Ktoś powiedział, że wiara polega także na wątpieniu i zadawaniu pytań, może...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadoma wiara składa się z wątpliwości. Przynajmniej tak mi się wydaje, że kilkakrotnie pewne rzeczy musimy sobie tłumaczyć na nowo.

      Usuń
    2. Też tak myślę, religię wynosimy z domu rodzinnego, z nauk kościoła, a gdy dojrzewamy, zaczynamy myśleć samodzielnie to większość z tego w co wierzyliśmy ulega przemianie, a zaczyna sie od wątpienia we wszystko...

      Usuń
  3. Chyba żaden człowiek nie znalazł odpowiedzi na tak zdawać by się mogło podstawowe pytania. Ja na razie szukam swojej drogi do Boga (na nowo w jakimś sensie), ale na razie mogę jedynie powiedzieć, że czasem wiem jeszcze mniej niż mi się zdawało kiedyś.

    E tam, jak się dobrze poszuka są przykłady dobrego rapu. Nie mam na myśli parodii typu Gang Albanii. :) Wolę coś starszego typu Paktofonika, Kaliber 44 czy z zagranicznych Eminema. Ale tak jak w notce napisałem szukam innych wykonawców, by poszerzać swoje horyzonty muzyczne.

    :) Alice C. należy do pewnego kanonu i według mnie nic mu nie zabierze jego dokonań muzycznych. I jest co podziwiać u niego moim zdaniem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. A jednak "... wszystko co nam się przydarzyło tutaj, jest jakąś przypadkową układanką, która porzucona w kosmicznej próżni ułożyła się sama ..." Tyle tylko, że przypadki powielone niezliczoną ilość razy stają się już rzeczywistością, nawet jeżeli tylko statystyczną. ;)

    Czasami świruję, i wtedy mi się przypomina "Modlitwa Polaka":

    "...
    Gdy wieczorne zgasną zorze,
    Zanim głowę do snu złożę,
    Modlitwę moją zanoszę
    Bogu Ojcu i Synowi:
    "Dopierdolcie sąsiadowi!
    Dla siebie o nic nie wnoszę,
    Tylko mu dosrajcie proszę."

    Kto ja jestem? Polak mały
    Mały, zawistny i podły.
    Jaki znak mój? Krwawe gały.
    Oto wznoszę swoje modły
    Do Boga, Marii i Syna:
    "Zniszczcie tego skurwysyna
    Mego brata, sąsiada,
    Tego wroga, tego gada."

    "Żeby mu okradli garaż,
    Żeby go zdradzała stara,
    Żeby mu spalili sklep,
    Żeby dostał cegłą w łeb,
    Żeby mu się córka z czarnym
    I w ogóle żeby miał marnie,
    Żeby miał AIDS-a i raka."
    Oto modlitwa Polaka.
    ..."

    OdpowiedzUsuń
  5. "Dzień świra"

    Napasałem że nie jest. :) Chyba że to forma polemiki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, miało to zachęcić do "Wieloświatów", ale nowy temat jest ciekawszy, pewnie znajdę coś a propos. ;)

      Usuń
  6. Wiele rzeczy trzeba zrozumieć na nowo. Wierzenie i wiara - nie zawsze oznacza to samo

    OdpowiedzUsuń