poniedziałek, 24 października 2016

Czy leci z nami Arab? Spokojnie, to tylko awaria.

Myliłby się ten kto twierdzi, że nasi muzułmańscy goście nic tylko siedzą na zasiłkach. Otóż nie, pracują nawet ponad plan i obowiązki służbowe. Francuski dziennik "Le Canard Enchaîné", dotarł do efektów ich wysiłków na lotnisku de Gaule'a. Polegają one nie tylko na upiększaniu wlewów paliwa napisami Allah Akbar, czy zmianach kosmetycznych nazw państw na "kalifaty" w mapach lotu, ale też bardziej radośniejszą twórczość w postaci choćby próby wyłączenia przekaźnika łączącego kokpit i silnik w kilku samolotach, lub sabotowanie pochylni ewakuacyjnej w jednym z hangarów. 
Air France oficjalnie zaprzecza, jak się doczytałem na anglojęzycznym portalu publikującym wiadomości z Francji "The Local" - "Air France denies 'extremist staff sabotaged planes". Napisy miały się pojawić podczas międzylądowań w krajach Północnej Afryki, reszta to tylko wymysły "Le Canarda", lotnisko miało tylko do czynienia z "marginalnymi incydentami związanymi z problemami behawioralnymi", cokolwiek by to miało znaczyć...
Czytam dalej, tym razem amerykański "New York Post" i artykuł p.t. "Dozens of Paris airport workers on terror watch list." Jest tam mowa o kontroli, jaką poddano pracowników lotniska po styczniowych zamachach w 2015. Liczba 57 pracowników, którzy widnieli na listach osobników związanych z islamskim radykalizmem (terror watchlist - brzmi o wiele lapidarniej - lista osób niebezpiecznych, terrorystów) może nie mieć nic wspólnego z jakimikolwiek incydentami. Zapewne osoby, których nikt nie zidentyfikował jako radykałów, są już całkowicie poza wszelkimi podejrzeniami i nie ma się czego obawiać. Tym, których zidentyfikowali wręczono wymówienia i cofnięto pozwolenia na dostęp do wrażliwych części lotniska (ciekawe, czy Francuzi dali im chociaż zasiłki?). Pełen sukces, pytanie dlaczego dopiero po tym jak zginęli ludzie.

"Ale my mamy pozwolenie na pracę na lotnisku..."
 W świetle wydarzeń, które mają miejsce w Europie trudno uwierzyć w zapewnienia Air France. Niektórzy z pewnością chcą jednak w nie wierzyć. Tak jak udawało się przekonywać pasażerów samolotów z amerykańskich komedii absurdu "Czy leci z nami pilot" i "Spokojnie, to tylko awaria". Nawet mam odpowiedni kadr z filmu, gdzie Lesie Nielsen przekonuje pasażerów, że wszystko jest w porządku i lot przebiega bez większych zakłóceń:


Tylko, że Francuzi nie grają w amerykańskiej komedii...


3 komentarze:

  1. No tak- w komediach wszystko kończy się happy endem, zaś taka nieodpowiedzialność w realu często dramatem. To zdjecie "Ale my mamy pozwolenie na pracę na lotnisku..." wyjasnia wszystko

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozglądanie się wśród lecących ze mną pasażerów w poszukiwania 'araba" jest odruchowe i nie do przemożenia. I cóż z tego, że nie jestem rasistą "zewnętrznym", kiedy "odruch Pawłowa" jest silniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czysty instynkt. Z nim nie wygra żadna ideologia i nie trzeba być rasistą.

      Usuń