środa, 19 października 2016

Gęby w skale bez masek.


Modne jest ostatnio burzenie różnych pomników, co budzi we mnie ambiwalentne uczucia. Stawia się często w to miejsce nowe, które czasem też niekoniecznie zniosą historyczną krytykę. Ile takich niezasłużonych pomników postawiono? Z drugiej strony zmuszanie ludzi, by patrzyli ciągle na tych stalinów, leninów, wykutych lub odlanych, też cholera niesmaczne... Pół biedy jak to jakiś mały pomniczek, który można sobie gdzieś przestawić, ale co, gdyby tak rewizjonizm dotknął amerykańskich prezydentów wykutych Górach Czarnych?

O skale Rushmore słyszał chyba każdy. To tam, gdzie na początku XX wieku rzeźbiarz fantasta Gutzon Burglum wyciosał w skale 4 gęby prezydentów USA. Amerykanie lubują się symbolach, a dla Burgluma nabrały te monumentalne gęby niemal mistycznego wymiaru, marzyło mu się wykute za głowami tajemne pomieszczenie, gdzie złożone miały być największe skarby Ameryki, typu deklaracji niepodległości, czy oryginalnego tekstu konstytucji. Pomysł w sam raz na miarę kiepskiego filmu przygodowego p.t. "Skarb Narodów", gdzie go wykorzystano. W ogóle zarówno te papierzyska, jak i osoby, których podobizny wyryto w Rushmore są traktowani niemal jak świętość w wielkiej reklamie American Dream na świecie. Pomnik budzi zachwyt wszystkich niemal Amerykanów, oprócz rdzennych mieszkańców tych terenów - Indian z plemienia Dakotów, którym traktaty rządu amerykańskiego zagwarantowały prawa do tych ziemi i którzy pomysł wykucia tych facjat uznali za świętokradztwo, tym bardziej że nie mają żadnych powodów do fetowania tych panów. Ale kto ich tam pytał wtedy o zdanie... 
Przyjrzyjmy się tym "świętoszkom", których tak uhonorowano.
Jurek Waszyngton… Współtwórca demokracji i narodowego fetyszu, jakim do dziś jest konstytucja Stanów Zjednoczonych. Z tą demokracją to taka bajka dla grzecznych jankeskich dzieci. Generalnie wykorzystano wzorzec europejski, spotkało się oto paru ojców założycieli i wysmażyli sobie konstytucję, w oparciu o dobro wąskiej grupy bogaczy, bo żadnych legalnych poświadczeń narodu amerykańskiego do jego reprezentowania nie mieli. Zresztą tenże naród w większości był pozbawiony praw wyborczych, posiadali je tylko właściciele ziemscy płci męskiej, co pewnie wpłynęło na fakt, że Georguś został wybrany 11 procentami głosów. Sam Waszyngton wsławił się drobną rzezią Indian nad Ohio. Jako uczestnik wojny wyzwoleńczej też nie błyszczał, chyba tym, że mores wśród podkomendnych utrzymywał najchętniej za pomocą stryczka. W ogóle całe wyzwoleńcze przedsięwzięcie ległoby w gruzach, gdyby nie pomoc skonfliktowanej z Anglią Francji. Później już jako oficjalna głowa państwa wypiął się na nią zadem, chociaż społeczeństwo, które się zdążyło się już nałykać haseł wyzwoleńczych walnie wzywało do poparcia rewolucji.
Tomcio Jefferson… miłośnik Indian. „Będziemy musieli ich wygonić jak zwierzęta w Góry Skaliste”. Bo w górach nie ma już nic, co by chciał mieć biały człowiek. A skoro uporano się już z zależnością wobec korony brytyjskiej, zaczęto się rozglądać za „przestrzenią życiową”. Problem w tym, że na tej przestrzeni ktoś już mieszkał. Z problemem poradzono sobie jak wiadomo za pomocą przydatnych wynalazków typu pistolet bębenkowy „colt” i całej masy innych podobnych. W ogóle, Jefferson jest uważany do dziś za krzewiciela amerykańskiego etosu wolności, miłośnika pokoju i twórcę wielu szumnych powiedzonek o zrywaniu kajdan i równości ludzi. Spośród tych cytowanych do dziś nieczęsto chyba się znajduje to kierowane do Indian, że wojna będzie trwać „dopóki choć jeden z nich pozostanie po tej stronie Missisipi”. Ot, takie ostateczne rozwiązanie kwestii indiańskiej.
Abraham Lincoln wyzwoliciel Murzynów… W istocie miał ich w nosie, wręcz nienawidził, zachowały się stenogramy wystąpień w kongresie, jasno obrazujące rasistowski stosunek prezydenta do rasy czarnej - przede wszystkim chęć wysiudania ich z powrotem do Afryki, by nie zaczęli w przyszłości kalać rasy białej. Ale do dziś wśród Amerykanów popularny jest mit szlachetnego Abe, który wszczął wojnę by znieść niewolnictwo. Cała wojna secesyjna toczyła się rzecz jasna z zupełnie innego powodu - proklamowanie abolicji było narzędziem walki gospodarczej z prężnie rozwijającym się Południem. Stany Południowe w obliczu uderzających w nie reform zaczęły występować z Unii, co skończyło się bratobójczą wojną.
I w końcu Teoś Roosevelt. Orędownik pokoju. Do tego stopnia, że dano mu Nobla. Chyba za powiedzenie "przemawiaj łagodnie, ale szykuj pałkę"... A może za usankcjonowanie amerykańskiego interwencjonizmu za pomocą "Rooseveltowskiego uzupełnienia" do doktryny Monroe'a (dktryna grubej pałki), czy innych szachrajstw, za pomocą których USA przyznało samo sobie rolę szeryfa na dwóch kontynentach amerykańskich, dzięki czemu wszystko tam i na Kubie mogą załatwić marines, nie pytając się nikogo o zdanie. Ale jak rzekł kiedyś Bohdan Smoleń "Amerykanie nie są tacy źli. Oni napadną, a potem przeproszą."
Na ręce Burgluma pieszczącego dynamitem Góry Czarne patrzył uważnie młody Polak Korczak Ziółkowski, któremu powierzone zostanie w przyszłości zadanie wydobycia z gór wizerunku innej słynnej osobistości - wodza Oglalów Szalonego Konia. Projekt kontynuują jego synowie i wnuki do dziś, ma on przyćmić wielkością gęby czterech cwaniaków.


O prezydentach pochwał nie pisali:
Waldemar Łysiak
Karheinz Deshner
ich prace zachęciły mnie do krytycznego spojrzenia na panów z Rushmore, ale nawet gdyby historia przyznała im rację, trudno byłoby teraz ruszyć ich z tej góry...

6 komentarzy:

  1. Ja mam dokładnie takie same odczucia wobec naszej, narodowej pomnikomanii. Często przejeżdżam obok pomnika Chrystusa Pana w Świebodzinie. Toż to jeszcze większy skandal, niż tych czterech prezydentów razem wziętych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomnik w Świebodzinie to kwestia estetyki, bo sam temat raczej się pejoratywnie nie kojarzy. Tu wchodzą w grę jeszcze inne kwestie, ale masz rację, ja też początek notki rozumiem w kategoriach krajowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się wydaje, że to nie estetyki ile właśnie tematu. Twórcy pomysłu świtała jedynie myśl, żeby tam staną ten największy pomnik Chrystusa na świecie. Przecież ten pomnik jest wykorzystywany do uroczystości religijnych tylko raz w roku, a uroczystość jest bardziej niż mizerna w samej oprawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pomnik nie budzi żadnych emocji we mnie, ale może dlatego, że go nie widzę :). Sam pomysł stawiania go wydawał mi się kuriozalny, ale skoro już stoi...

      Usuń
  4. Mnie najbardziej podoba się obalanie takich pomników jak Dzierżyński, Stalin, Husejn, itp. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nam nie wykuli w Tatrach Józia.

      Usuń