środa, 12 października 2016

Historia z kawałka fajansu

Odkąd pamiętam, interesowała mnie ziemia pod nogami. To co dla innych nie było niczym ciekawym, dla mnie skrywało często tajemnice, które warto rozwikłać. Myśl, że moje ślady krzyżują się z niewidzialnymi śladami innymi, ludzi, którzy byli przede mną, skłania do zadumy, a fakt, że oprócz nich zostały inne, całkiem namacalne, zgubione, bądź wyrzucone, które po latach nabierają wartości, albo co najmniej tajemniczości jest już fascynujący. Toteż od najmłodszych lat zbierałem różne rzeczy, które wydawały mi się dziwne, lub których nie mogłem zidentyfikować.
Kiedy chodziłem do podstawówki, poniewierające się po mieszkaniu przedmioty były notorycznie wyrzucane, zresztą nic dziwnego, gdyż były to na ogół śmieci. Obecnie żałuję, że ich już nie mam, były to np. miedziane łyżeczki, kowalska baba, niemiecki nieśmiertelnik i tym podobne.
Nie tak dawno na terenie toru morocrossowego, w zasadzie byłego już toru, znalazłem odłamek potłuczonego naczynia.


Co można z niego wydedukować? Fajans... koło - A.Freudenreic.. - Freudenreich! Fabryka Fajansu i Majoliki w Kole. Litera A. to pierwsza litera imienia August. August Freudenreich był właścicielem fabryki w latach 1884 - 1904, więc wyrób, po którym została tylko skorupa pochodzi z czasów zaborów. 
Fabryka w kole była typowym przykładem rodzinnego interesu, przechodzącego z ojca na syna. Założono ją w roku 1844, a jej ojcami byli pochodzący z Austrii Józef Freudenreich oraz Henryk Wendler. August był jego spadkobiercą, a po nim zarządzali jego synowie od 1904 Stefan i od 1914 Czesław. Ten ostatni był osobą nader ciekawą, kolekcjonerem wyrobów porcelanowych, powstających przez dziesięciolecia w fabryce oraz działaczem społecznym i oświatowym. Musiał żywić głęboki szacunek i sentyment do rodzinnej tradycji, bo w 1930 chciał w Kole otworzyć nawet muzeum porcelany, co niestety się nie powiodło. Na nim niestety jednak kończy się dynastia Freudenreichów, naziści zamordowali go wraz z córką Krystyną w konińskim więzieniu 10 listopada 1939 roku.

I tyle w zasadzie opowiedział mi kawałek fajansu, bo bez niego pewnie bym tej historii nie poznał.

5 komentarzy:

  1. Kawałek skorupy a potrafi wywołać odległe wspomnienia. Nie każdy potrafi wydobyć z kawałka fajansu historię godną opisu. SZACUN.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawa historia, szacun za jej odtworzenie i przedstawienie tu. :)

    Jakaś jest pozytywna rzecz, bo pogoda (przynajmniej u mnie) się poprawia powoli.

    To też nie byle co według mnie, a powód do niezłego wkurzenia, jak takie rzeczy mało istotne jak rozkład jazdy kładą nam plany.

    Wychodzi na to, że jak na razie ja się bardziej stresuje niż Staruszek widmem zabiegu. Istne kuriozum. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne odtworzenie ciekawej historii. Zainspirowałeś mnie do napisania o tarnowskich fabrykach ceramiki budowlanej (iłu ci u nas dostatek ;-) ), mam kilka stłuczonych dachówek z oznaczeniami poszczególnych firm.

    To byli Żydzi, czy Polacy z niemieckimi nazwiskami, których Niemcy nie mogli znieść i dlatego ich zamordowali?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie byli Żydzi. Zresztą w pierwszych dniach wojny jeszcze Niemcy nie mordowali chyba za pochodzenie.

      Usuń
    2. Zdaarzały się mordy na Żydach już od początku wojny, ale w tym wypadku mogła to być zemsta za "nielojalność" względem przyjaciół Rzeszy. Tak czy inaczej szacun się Freudenraichom należy!

      Usuń