poniedziałek, 10 października 2016

Małas w Toruniu

W chwili, gdy ja oddawałem się obcowaniu ze sztuką, Małas pacyfikowął Toruń podczas wycieczki szkolnej. Pogoda była kiepska, na szczęście zwiedzali wnętrza - czyli muzeum piernika. To muzeum kiedyś zwróciło moją uwagę i nawet nadmieniłem o nim na blogu w temacie reklamy fabryki pierników, którą znalazłem w przedwojennej prasie. 
Małas podczas zwiedzania sam zrobił swojego piernika, którego niestety nie obejrzeliśmy, ani nie posmakowaliśmy, bo zjadł go w drodze powrotnej do domu. Zostały nam jedynie zakupione przez niego "katarzynki". Przywiózł też legendę, wedle której owej Katarzynce, która przy wypieku zastąpiła pierwszy raz chorego ojca, skleiło się ciasto, tworząc charakterystyczne serca, które dziś noszą jej imię. Nie znałem tej wersji.
Dziecię nasze cześć podarowanej mu na wyjazd kasy przeznaczyło na prezenty dla nas, ja dostałem pamiątkowy dukat z Kopernikiem trzymającym piernika, Kotojka filcową zakładkę do książki z napisem Toruń. Szczerze mówiąc, ja byłem bardzo zadowolony, żonka trochę zazdrościła. :)

Skoro już przy Małasie jesteśmy, to wspomnę o kolektywnym odrabianiu lekcji - tworzeniu zielnika. Należało wkleić liść jakiegoś drzewa i je narysować. Był na to tydzień, ale my zabraliśmy się do dzieła w niedzielę, bo cały prawie tydzień padało. Przy okazji zauważyłem, że nie pamiętam nazw niektórych drzew, miałem problem ze zidentyfikowaniem jesionu. A kiedyś w podstawówce sam podobny zielnik musiałem zrobić.
Pamiętam swoje spacery z dziadkiem, kiedy wypytywałem się go nazwy różnych roślin i drzew. Pomimo, że nie był przecież botanikiem, ani nie zajmował się żadnym pokrewnym zawodem, znał z nazwy niemal każdy krzaczek. A mnie się uparcie myli głóg z tarniną i nigdy nie jestem pewien co odpowiedzieć, jak się Małas pyta.

1 komentarz:

  1. Taki dukat, to cenna pamiątka. Zachować dla wnuków. Pogoda nie sprzyja ani wycieczkom ani spacerom. A szkoda, bo mam ochotę wyrwać się z domu na wojaże. Tylko ja tak nie lubię zimna.
    A co do zielnika> to chyba bardzo popularne zajęcie nie tylko dla uczniów Sz.P., ale także dla studentów, zwłaszcza na wydziale ochrony środowiska, więc radzę zachować [nie wyrzucać]; kiedyś będzie jak znalazł. Na liściach/igłach słabo się znam. Rozpoznaję jedynie te najpopularniejsze;np. brzeziny [od brzozy],bo pod nimi lubią rosną grzyby-prawdziwki; sosiny [od sosny], bo tam polowałam na maślaki i zielonki;, leszczyny,bo lubiłam [jak mogłam jeść] orzechy; no jeszcze kasztanowce, bo kasztany na prace ręczne były potrzebne;, dąb, na żołędzie się chodziło i ludziki robiło, a inne to tylko z nazwy zapamiętałam, ale chyba bym nie rozpoznała. Za to tui [ich gałęzie brzydko pachną] i bukszpanów [wolno rosną] u mnie mnogo. Właśnie tych ostatnich kolejne 100 sztuk mam zawieźć do Wrocławia. Obdzieliłam nimi już wiele osób. Lubię bukszpany [zaś domowe mirty] i widać one lubią mnie, bo mam do nich rękę.

    OdpowiedzUsuń