czwartek, 10 listopada 2016

Na co komu wiara?

O ile lubię komentować i dołączać do dyskusji na temat wiary, sam nie przepadam o tym pisać. Z kilku przyczyn. Po pierwsze jest to sfera jednak intymna, bo drugie głoszenie jakichś swoich przemyśleń w tej dziedzinie zahacza o kaznodziejstwo, po trzecie trudno mi z moimi przekonaniami dyskutować z kontrargumentami, nie przechylając szali w stronę jakiegoś systemu wierzeń (pokrętne, wiem).

Fenomen wiary jest chyba odwieczny. Ludzie zawsze w coś wierzyli, czy w słońce, czy w Bogów na Olimpie, co za tym idzie Bóg jest im potrzebny. Dzieje ludzkości to nieustające pytanie o Boga. Nawet już nie tylko o jego istnienie, lub nie, tylko o niego samego, jaki jest i czego od nas wymaga. Spisywano na ten temat setki ksiąg, ludzie różnych czasów nazywali Go różnymi imionami, jedne wierzenia wypierały drugie.
Potrzeba Boga wynika z pewnego zagubienia, psychologicznej potrzeby świadomości wsparcia istoty wyższej, wspaniałej, mądrzejszej, utrzymującej porządek, tworzącej rzeczy, które człowiek odbiera zmysłami i nadaje im imię, klasyfikuje na piękne lub brzydkie. Już ta umiejętność jest fenomenalna. Zadziwienie spowodowane różnorodnością świata stawia Boga w roli stwórcy, a piękno stworzenia świadczy o Jego przychylności.
Wiara to ciągła ewolucja, idąca za postępem, rozwojem techniki, ludzką wiedzą. Już wiadomo, że ani grecka góra nie jest siedzibą Bogów, ani słońce nie jest bogiem, ani nie mieszkają oni w oceanie. Wiedza przesuwa granice nieznanego, w domeny często zapomnianych już Bogów, lecz cały czas pozostawia otwarte drzwi w rejony nam nieznane, inny wymiar, który jest dla ludzkości prawdziwą "terra incognita", o której nie wiemy nic, łącznie z tym, czy nie jest mimo wszystko punktem na wyimaginowanej mapie. Ba, nawet nasze życie to ciągła ewolucja naszej wiary. Mikołaje, Wróżki Zębuszki itp. odchodzą z wiekiem w niebyt. Wiedza wyprowadza z bezradności, z coraz większą ilością przeszkód ludzkość próbuje uporać się za pomocą nauki, a nie licząc na bożą opatrzność. Wiedza o procesach fizycznych i chemicznych w przyrodzie odbiera różnym zjawiskom nimb ich boskiego pochodzenia. Czy całkowite oświecenie prowadzi do konkluzji że Boga nie ma? Absolutnie nie, choć jest to jedna z alternatyw. Nie jest wolna jednak od pewnych wad. Nie daje mimo wszystko nadal odpowiedzi na różne wątpliwości, nie tłumaczy fenomenów związanych choćby z powstaniem życia, zrzuca jedynie ich genezę z barków Boga w jakąś nicość, przypadek, a w zasadzie nieskończony ciąg przypadków. Ateizm więc należy postrzegać również jako wiarę. Dlaczego? Gdyż rozumowanie ateisty, podobnie jak człowieka wierzącego nie jest pozbawione szeregu błędów logicznych, począwszy od najpoważniejszego Argumentum ad ignorantiam, - "Nie ma dowodów na istnienie Boga, więc Bóg nie istnieje". Nawet odniesienie istnienia Boga do istnienia krasnali, jest błędem ekwiwokacji, gdyż bezprzesłankowa wiara w krasnale ma się nijak do wiary w Boga.*
Wiara nie wymaga jednak logiki, więc - wniosek nasuwa się sam.
Analizując nawet pobieżnie teksty (Wedy, Tora, Biblia, Koran), za pomocą których nasi przodkowie przekazali nam swoją wiedzę o Bogu, można dopatrzyć się wielu sprzeczności, ba nawet postać samego Boga wydaje się być zmienna, posiadająca cechy wzajemnie się wykluczające. Reakcje na taką wiedzę bywają różne. Można trzymać się prawideł wiary, zdając się na nauki Kościoła, który ustalił normy wiary na sztywno, otworzyć drzwi na własną interpretację, odrzucić je całkowicie, lub przejść do wspomnianego wyżej ateizmu.
Obalanie dogmatów jest zajęciem może i ciekawym, ale powołując się na fakt ich sprzeczności w argumentowaniu nimi nieistnienia Boga, raz że popełnia się kolejny błąd logiczny, a dwa że można wpaść w wiele pułapek, ze względu na to, że część informacji zawartych w przekazach religijnych może być zakodowana, lub potraktowana alegorycznie. Przykład poniżej, który dodatkowo wykazuje, że istnieją elementy wspólne dla wielu pozornie nic nie mających ze sobą wspólnego religii.
Np. stworzenie człowieka wygląda podobnie w wielu wierzeniach - od Egiptu, Chin, Babilonii, Grecji w końcu w Biblii i w Koranie wygląda to tak, że człowiek ulepiony został z gliny, w którą Bóg tchnął życie. Na pierwszy rzut oka - bzdura, którą da się obalić naukowo. A tu właśnie nauka daje nie dość że wyjaśnienie, to jeszcze uzasadnienie tych słów. Z czego składa się glina, czyli ziemia? Z pierwiastków, tych samych, z których składa się ciało ludzkie. Jak można to wytłumaczyć ludziom, którzy pojęcia nie mają o pierwiastkach? W bardzo prosty sposób - człowiek powstał z ziemi. Ten kod dało się wyjaśnić znajomością chemii, choć równie dobrze można powiedzieć że to nie żaden kod, tylko przypadek, dowolna interpretacja.
Skoro mowa o dowolnej interpretacji...
Zależy ona od wielu czynników - wyznanie, zależne od regionu i czasu w jakim się człowiek urodził. To, że jestem przykładowo katolikiem jest wypadkową miejsca urodzenia i świadomości religijnej moich przodków, więc utrzymywanie że moja religia jest tą jedyną prawdziwą byłoby arogancją. Ale też nie znaczy że jest religią fałszywą, skupia się po prostu na jednym z wielu aspektów boskości i nie powinna budzić niczyich zastrzeżeń, a już na pewno nie Boga.
Napisałem niczyich, ale jak pokazuje historia i ta odległa i ta najnowsza, największe zastrzeżenia co do relacji człowieka i Boga mają inni ludzie, co skutkowało często pogromami, prześladowaniami, rzeziami i wojnami, podczas gdy u podstaw większości wyznań leży poszanowanie życia.
Ponieważ wszystkie religie są skażone ludzką interpretacją (nieważne, czy oficjalną, czy indywidualną, czy inną sekciarską), naturalnym krokiem dla mnie stało się zakładanie innych możliwości i dopuszczenie do głosu własnej niewiedzy w tym temacie, czyli agnostycyzm. Jest on troszkę niekonsekwentny, gdyż znając genezę islamu, nie potrafię potraktować go jako religię. Bardziej mi odpowiada określenie Bogusława Wolniewicza - ruch geopolityczny, zlepek strzępów wyrwanych z innych wierzeń wcale nie w celu poszukiwania Boga. Ale temat quasireligii i pseudoreligii to zupełnie co innego. Zawsze też bronię wiary katolickiej, jest mi szczególnie bliska, jako ta którą wyznawali moi przodkowie, i szanuję ją jako siłę scalającą Naród Polski. Typowy agnostycyzm więc to nie jest.

Kiedyś po przeczytaniu kolejnej książki o Bogu, uznałem że wszystko co trzeba wiem bez nich. Jeżeli Bóg chciał nam coś przekazać, już to zrobił. Zrobił to budując nasze ciała i umysły, inteligencję w której zawiera się możliwość wyboru i reszta należy do nas, ludzi.

* Szerzej tą tematykę porusza Jan Lewandowski (apologetyka.info)


12 komentarzy:

  1. Temat rzeka i podejmowanie go na różnych spotkaniach rodzinno-towarzyskich często kończy się kłótnią. Nie porównywałabym wiary w Boga do wiary w krasnoludki, bo jednak do krasnali nikt sie modli (chyba) i kościołów nie zakłada.
    Znam wiele osób, które w coś wierzą, może nawet w Boga, ale kościół traktują jako instytucję, która raczej przeszkadza, niż pomaga...
    Wiara w cokolwiek jest potrzebna wielu ludziom, chociażby dla poczucia spokoju, obrządki wprowadzają niejaki ład w życiu. Potrzebny jest azymut, jeśli ktoś nie potrafi wyznaczyć go sobie sam.
    Religia katolicka funkcjonuje w wielu domach na zasadzie tradycji właśnie, jak Gwiazdka, Wielkanoc itp.
    Myślę, że wielu wiernych odchodzi od kościoła czy nawet od religii, bo nie znajdują tam przywództwa duchowego, pocieszenia, przykładu, pomocy. I na drugim biegunie - znajdują to w innych odłamach chrześcijaństwa, skrajnie w sektach.
    To, co mi najbardziej przeszkadza w wielu żarliwych katolikach to brak tolerancji dla inności, jakkolwiek to rozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby to powiedzieć... Zgadzam się z tym :)

      Usuń
    2. ale też u wielu żarliwych taką tolerancję spotkasz Jotko :-)
      zawsze bardzo lubiłam spotkania naszego podziemnego KIK-u, to jeszcze w zamierzchłych czasach. Sporo ateistów przychodziło i dyskutowaliśmy godzinami, nawet się nam małżeństwo "mieszane" urodziło .. lubiłam słuchać spierania na argumenty, nikt nikomy niczego wpierać nie miał zamiaru ... teraz czasem też lubię porozmawiać ale rzadko, bo tak sobie myślę - czasem w tej materii lepiej powiedzieć o jedno słowo za mało niż o jedno za dużo

      Usuń
  2. Chyba nie powinnam się odzywać na temat wiary,to napiszę tylko że zgadzam się z jotką.No a ostatnie zdanie uzmysłowiło mi,że w tamtym komentarzu użyłam złego słowa;):D
    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego typu pytania można mnożyć; na co komu wiara [w Boga]? na co komu modlitwa? na co komu dobroczynność? Na co komu potrzebne uczucia w racjonalnym świecie? na co komu miłość? na co komu życie? etc.
    Ongiś miałam wirtualną styczność z osobą, która była sympatykiem Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Początkowo myślałam, że to żart, ale potem okazało się, że taki Kościół naprawdę istnieje. Po co komu taki kościół? po co komu wiara w potwora? Czy z tego powodu wolno mi urągać, kpić, szydzić i krytykować ludzi tego kościoła? NIE! Pełny szacunek wszak mają wolność wyboru.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie było w zasadzie retoryczne. Każdy w coś wierzy.

      Usuń
    2. Rozumiem. Moje pytania także są retoryczne. Tylko... jakby tak głębiej się w nie zanurzyć, to człowiek bez wiary [w cokolwiek i Kogokolwiek by nie wierzył], nadziei i miłości traci sens życia.

      Usuń
  4. Przypomina mi się taka PRL-owska piosenka: "Oj dana, dana nie ma szatana, a świat realny jest poznawalny". To było dawniej, obecnie okazuje się, że "inni szatani czynni tam byli", a świat realny jest nadal niepoznawalny. Jaką marnością jesteśmy my ludzkość z naszymi wierzeniami i Bogami można się przekonać próbując spojrzeć w nasz nanoświat. Praktycznie już od poziomu atomu nie jesteśmy w stanie dostrzec tego co mniejsze, bo świat kwantowy oferuje nam "grę losową" i nie daje się podglądać, możemy tylko statystycznie dopatrywać się tego co nieznane. Być może zagłębimy się kiedyś w "zupę gluonową", gdzie pływają (s)kwarki, i być może rozwiążemy zagadkę fali grawitacyjnej, teorii strun, czy teorii wszystkiego, ale to nie rozwiąże naszych problemów na drugiej skali niewiedzy.
    Mamy bowiem coraz bardziej doskonalsze teleskopy i sondy wywożące je poza nasz Układ Słoneczny, ale przed nami pojawia się kolejna granica, to ciągle rozszerzający się, z prędkością wielokrotnie większą od światła, wszechświat. To oznacza, że nigdy tam nie dotrzemy ani wzrokiem, ani wyspecjalizowanymi przyrządami. Statystycznie już wiemy, że układów słonecznych podobnych do naszego mogą być miliardy i podobnie tyle samo może być Wszechświatów, a jeszcze więcej takich planet jak nasza. Jesteśmy więc jak ta mrówka, która nie zna świata poza jej mrowiskiem.
    Po co komu potrzebna wiara? Pewnie dla prostego człowieka wiara jest wszystkim i daje odpowiedź na wszystko, ktoś bardziej wykształcony z reguły ateista, powie, że Bóg nie istnieje, agnostyk dążący do poznania świata powie: "Wiem, że nic nie wiem". Zastanawiające jest jednak to, że w trudnych chwilach, na ogół wszyscy, żegnamy się krzyżem (albo innym totemem, talizmanem) i modlimy do swojego Boga ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Po co komu potrzebna wiara? Pewnie dla prostego człowieka wiara jest wszystkim i daje odpowiedź na wszystko, ktoś bardziej wykształcony z reguły ateista, powie, że Bóg nie istnieje, agnostyk dążący do poznania świata powie: "Wiem, że nic nie wiem".
      Bardzo odważna teza.To na podstawie jakiś badań i jakiego kraju to dotyczy,bo chyba nie Polski?
      Anastazja

      Usuń
    2. W komentarzu czterokrotnie odnoszę się do "statystyki", wspominam też o "grze losowej", a więc moja opinia nie może być tezą.

      Usuń
    3. Statyska to dane,np.procentowe.Nie zauważyłam czegoś takiego.Jeśli nie teza to subiektywna czy obiektywna ocena,że "ktoś bardziej wykształcony z reguły ateista"?
      Anastazja

      Usuń
    4. Statystycznie rzecz biorąc ateiści wykażą się lepszym wykształceniem, np. 60/40% na rzecz wierzących.

      Usuń