czwartek, 8 grudnia 2016

Borowanie z "Czarną Etykietą"...

Wczorajsze popołudnie spędziłem na fotelu dentystycznym, oddając się rozkoszom leczenia kanałowego prawej dolnej szóstki. Godzina wyjęta z krajobrazu dnia, na jakieś doznania z tyłka wzięte. Po przyjeździe z roboty równie atrakcyjnie swoją godzinę spędziła Kotojka, więc wieczór spędziliśmy na posykiwaniu i krzywieniu przy kolacji. Do łóżeczka za to poszliśmy wcześniej, dzięki czemu dzisiejsze wstawanie nie było aż tak traumatyczne. Po zwiewności z jaką nasza kasa zmieniła właściciela po zabiegach, stwierdziliśmy, że nasz syn mógłby chcieć zostać dentystą... Na starość dla nas, jak znalazł.

Ponieważ wiele ostatnio znów słucham, pora na kolejny appendix muzyczny. Dzisiejszy mój wynalazek skojarzy się zapewne niektórym z dentystycznym wiertłem, gdyż jest to gitarowy ciężar, doprowadzający jednakże niektórych gitarzystów do ekstatycznych doznań podczas słuchania. 
W 1998 wyskoczyła sobie taka płytka firmowana nazwą Black Label Society, o tytule "Sonic Brew". Gitarzysta i wokalista, który ją założył, Zakk Wylde imał się wcześniej różnych fajnych projektów (Pride & Glory, Book of Shadows), a bycie podopiecznym Ozzy Osbourna dodało mu z pewnością skrzydeł. BLS fajnie działał do 2005 i płyty "Mafia", na której Zakk już niemal wokalnie wcielił się w swego mistrza, a niestety co za dużo to niezdrowo i jeden Ozzy na scenie rockowej wystarczy. Ostatniego albumu o zachęcającej nazwie "Catacombs of Black Vatican" nie słyszałem jeszcze...
Żeby nie było, że nie uprzedzałem, osoby będące amatorami delikatnych dźwięków dwa pierwsze numery mogą sobie odpuścić. Pochodzą z pierwszej płyty, która zaważyła o chęci słuchania kolejnych. Ostatni pochodzi zaś w nietypowej w dyskografii płyty pt. Hangover Music vol. VI, która jak tytuł wskazuje jest muzyką na kaca, więc niewskazane jest, by świdrowała skołatany alkoholowymi ekscesami łeb zbyt ostrymi dźwiękami. 




 
 



7 komentarzy:

  1. Ołłł jeee Black Label podnosi ciśnienie;)Dziękuję za cudowny poranek:)
    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybkość Twojej reakcji na wpis jest zdumiewająca...

      Usuń
    2. Teraz patrzę na godzinę publikacji... :D No czułam,że muszę do Ciebie zajrzeć żeby mieć dobrego powera od rana.I się nie myliłam :D
      A.

      Usuń
  2. Fakt, nie moje klimaty, ale musiałam sprawdzić nausznie. Jakbym puściła to sobie w trakcie migreny, to byłby to ostatni gwóźdź do trumny.
    Czasami też żałuję, że mój syn nie został dentystą, tym bardziej, że ostatnio już za wszystko sie płaci...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Ci współczuję tego borowania, ale Tobie tylko trochę :) Bardziej małżonce...

    OdpowiedzUsuń
  4. Swoją drogą też powinienem wybrać się do mojej pani doktor od zębów. A ogólnie to współczuję, miałem leczenie kanałowe (z mojej winy, bo przechodziłem ból zęba) i zdecydowanie zagadnięty o możliwość takiego zabiegu powiem ,,dziękuję, postoję".

    Co do BLS nie byli nigdy na moim radarze jakoś mocno. Do czasu gdy pan Wylde wydał chyba rok temu swoją płytę. Kawałek ,,Sleeping Dogs" do dziś mnie kręci.

    :) Dzięki za polecenie nowych nutek.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Na mnie dentysta-sadysta już nie robi wrażenia. Nawet nie tak dawno przechodziłam podobne męczarnie.
    A co do muzyki- to nie wypowiadam się; kwestia gustu i wrażliwości ucha; mojego "ducha" tego typu muzyka nie zadowala.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń