piątek, 16 grudnia 2016

Środowy zawrót głowy

Było intensywnie, bo od razu po pracy ruszyłem na umówione spotkanie z kolegą z muzeum. Pojechać mieliśmy pod samą Puszczę, znów do Famułek Królewskich i Miszor, zaglądając po drodze do pana Ryszarda, z którym wcześniej przeprowadziłem już wywiad, a teraz dodatkowo miałem otrzymać zdjęcia z przeszłości Famułek - wsi która znika i którą chcę zachować na papierze. Po drodze z Chodakowa zabraliśmy panią Danutę, moją pośredniczkę i przewodniczkę, bez której nie dotarłbym do tych wszystkich ludzi, którzy opowiadali mi swoje niesamowite historie z czasów, kiedy we wsi mieszkało około 100 rodzin. 
Pojechaliśmy przez Żelazową Wolę i za Mokasem zaczął się zgrzyt w związku z pewnym skrótem, który wybraliśmy. Teoretycznie ze wsi Pindal, wiodła na mapie w telefonie prosta droga na Lasocin, w praktyce błotnista i naszpikowana wybojami droga wyprowadziła nas w sam środek Olszowieckiego bagna. Wysiadłem z auta poza ostatnią linią drzew, którą minęliśmy, żeby się przekonać, że po obu stronach niewysokiego nasypu wśród sitowi stoi woda na wysokość łydek, jak też że nie zapadliśmy się w tej drodze tylko dzięki niskim temperaturom, które zamroziły błoto. Wycofaliśmy się jakoś, uflorzonym po dach autem i pojechaliśmy szosą przez Wólkę Smolaną. Odebrałem zdjęcia i pojechaliśmy dalej, odwiedzając jeszcze najstarszych mieszkańców Famułek, moich pierwszych rozmówców z przeszłości, dla których ten rok był już ostatnim w Puszczy, 87 p. Genowefa i jej 94 letni mąż wyprowadzają się do córki. Zabraliśmy kontakt telefoniczny do nowego miejsca, Pani Genowefa swoim zwyczajem zarecytowała mi wiersz... o teściowej, z puentą, że lepiej się do Wisły rzucić niż mieć teściową. Żałuję że nie nagrałem, gdyż był naprawdę wspaniały. Podziwiam taką pamięć w tym wieku, gdyż p. Genowefa za każdym razem sypie czymś nowym i nie są to wcale krótkie wierszyki, ale całkiem długie deklamacje.


 W końcu dotarliśmy do  sąsiednich Miszor, gdzie również mieliśmy się spotkać ze starszą panią. która pamiętała dawne czasy. Trochę na ślepo i bez uprzedzenia, bo wprawdzie ktoś podał nam adres i zapewnił, że pani chętnie poopowiada, ale okazało się, że młode lata spędziła w Kromnowie, a do Miszor trafiła dopiero w latach 60, lub 70 i o Famułkach niewiele wie. Usiłowałem się wypytać o kilka interesujących mnie faktów, ale niewiele się dowiedziałem. Przy rozmowie był obecny syn tej pani, postać cokolwiek zabawna. Nieco podchmielony, koniecznie chciał coś powiedzieć, ale generalnie mógł tylko tyle, że nic na ten temat nie wie, albo słyszał tylko z opowieści. Generalnie widać było, że nasz wizyta była dla tych ludzi jakimś urozmaiceniem, bo jeszcze w progu toczyła się dyskusja już o współczesnych czasach i ludziach - czyli jak ktoś woli pospolite ploteczki. 

Po powrocie do domu, pędem do szkoły bo młody brał udział w jasełkach. Jeszcze na Kotojkę musiałem chwilę poczekać, bo choć zwolniła się z pracy na to przedstawienie, to i tak pociąg tak jechał, że się odrobinę spóźniliśmy. Po występach był mały poczęstunek w klasie i dzieciaki dostały prezenty. Ktoś wymyślił... cymbałki. Możecie sobie wyobrazić, co się działo, jak każde odpakowało swój egzemplarz i zaczęło testować?

Nie wiem kto wpadł na pomysł wręczenia trzydzieściorgu dzieciakom cymbałków...

Przed 18:00 znów w pośpiechu do nowego mieszkania, bo między 18 a 19 panowie hydraulicy, zapowiedzieli się z wizytą na wymianę wodomierza. Głodni wszyscy byliśmy już jak wilki jakieś, więc poszedłem kupić pizzę. Zdążyliśmy zjeść i panowie się zjawili. Cała wymiana trwała może z 5 minut. I w końcu udaliśmy się do upragnionego domu.

6 komentarzy:

  1. No kto wpadł na taki pomysł?Cymbał(ka);)
    Na takie drogi to tylko terenowe auto.
    Twoje zamiłowanie do historii podziwiam:)
    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę jakiś konkurs zrobić na najszybszy komentarz. Jesteś bezkonkurencyjna :)
      Nie mieliśmy w planie takich ekscesów :). P Danuta ponoć z wrażenia nie mogła spać. Nie wiem czy to dobrze starszej osobie tyle wrażeń dostarczać... :)

      Jak się nasłuchałem o tym co ci ludzie przeszli w wojnę to też z wrażenia nie mogłem spać, tym bardziej że nikt o tym nie napisał. I jest to fascynujące.

      Usuń
    2. Czasami Ci starsi ludzie mają tylko wspomnienia,a pani Danuta pewnie zdziwiona że jej opowieści kogokolwiek interesują.Tym bardziej podziwiam,bo ja nie mogłabym słuchać takich opowieści...

      To jeszcze raz i zgarniam nagrodę ;)
      A.

      Usuń
    3. Czemu nie mogłabyś słuchać? To nie opowieści jakiejś stetryczałej baby, która gada w kółko to samo.

      Usuń
    4. Wiem wiem.Powiedzmy że mam w sobie nadmiar empatii.
      Taki przykład - w ósmej klasie szkoły podstawowej obowiązkowa wycieczka do Oświęcimia.No to pojechałam.Myślałam że tam umrę.W głowie mi się nie mieści ogrom okrucieństwa i tragedii.Powiedziałam sobie że więcej tu nie przyjadę.Przyjechałam z Francuzami w czasie wymiany w liceum ale na teren Obozu nie weszłam.Nie dałam rady.
      A.

      Usuń
  2. Podziwiam Twoją pasję by zachować pamięć o ginących miejscach i ludziach dla potomnych. Bardzo ciekawe nazwy miejscowości :-)
    Wiesz mogło być gorzej, gdyby syn chodził do przedszkola i panie kupiłyby autka dla wszystkich - straż pożarna, policja, a dla dziewczynek - płaczące lalki lub miauczące koty...

    OdpowiedzUsuń