sobota, 21 stycznia 2017

Opowieści Stefana Grabińskiego.

Grozą zainteresowałem się w zasadzie bardziej w czasach studenckich. Pochłaniałem wtedy masę książek, a nawet należałem do grupy tłumaczącej filmy grozy - Dark Project Sub Group. Na założoną własnym sumptem stronę wrzucaliśmy też recki filmów, których obskakiwałem sporą ilość. No ale kiedyś trzeba było wyrosnąć...

Z czasów tych zostało mi kilka pobladłych fascynacji, które wracają wieczorami, gdy ciemność za oknem, mgły spowijają drzewa, a wiatr ... Przesadzam już trochę, prawda?

Do rzeczy. Jednym z większych zachwytów w jakie wpadłem nad twórczością jakiegoś autora, cieszyły się opowiadania Stefana Grabińskiego.

- Czego chcecie ode mnie?
 - Twej krwi! Krwi twojej chcemy! Krwi! Krwi!
- I cóż wam po niej?
- Chcemy żyć! Chcemy żyć! Po cóżeś nas wywołał z chaosu niebytu i skazał na nędzę półcielesnej włóczęgi? Patrz, jacyśmy bezsilni i bladzi!
(Dziedzina 1922)

Autor faktycznie wywołał wtedy z chaosu byty, dotychczas w polskiej literaturze szerzej nieznane.
Dla plastycznego opisania impresyjnych wrażeń pisarz tworzył niepowtarzalne neologizmy i niesamowite metafory, wciągając czytelnika w świat czarodziejskiego folkloru wymyślonych legend kolejowych, strażackich czy kominiarskich (Demon Ruchu 1919 i Księga Ognia 1922 - obok oryginalna okładka), abstrakcyjnych i zgubnych ludzkich obsesji, oraz grozy wdzierającej w zwyczajne na co dzień życie bohaterów (Szalony Pątnik 1920, Niesamowita Opowieść 1922).
Napisał też kilka powieści, ale one nie cieszą się zbytnim powodzeniem. Mnie podobał się okultystyczny "Cień Bafometa", w którym autor wykazuje się sporą znajomością tematyki czarnej magii.  O Grabińskim mówi się, że już za życia zwiedzał zaświaty, żyjąc w cieniu śmierci, bo od młodości cierpiał na gruźlicę. Umarł zresztą dość młodo, w zapomnieniu, mając 49 lat. Może byty, które tworzył faktycznie ciągnęły go ku śmierci.
Porównywany z Lovecraftem, albo Poe, znał zapewne tego ostatniego i być może są w jego twórczości jakiejś inspiracje, jedno wyraźne odniesienie do Jekylla i Hyde'a Roberta Louisa Stevensona znalazłem w "Problemacie profesora Czelawy", ale tak naprawdę jego twórczość jest niepowtarzalna i wyjątkowa.

Kiedyś, w czasach podstawówki wpadł w moje ręce zeszycik, z wielce interesującą okładką - wkomponowanym w wieszak na suknie kościotrupem. Tam przeczytałem m.in o Białym Wyraku, złej istocie zrodzonej z sadzy i prześladującej kominiarzy. Potem zacząłem szukać zapamiętale wszystkich możliwych tytułów, a sprawa nie była prosta, po wojnie wyszły jedynie antologie, a oryginalne przedwojenne wydania kosztowały majątek. (Jak dla mnie, 400 zł to jest majątek). Praw autorskich jednak nikt nie odziedziczył, a znaleźli się ostatnio fascynaci, którzy własnym sumptem wydali w formie książkowej całą prozę Grabińskiego. Wydawnictwo Agharta i Kabort, podjęło się tego trudu, z założycielem tego ostatniego miałem nawet przyjemność mailować i otrzymać jeden z ostatnich egzemplarzy "Pani z Białego Kasztelu" zawierający opowiadania rozproszone, wydawane w periodykach literackich. Stare wydania wciąż kuszą, ale wiem już, że niczym raczej mnie nie zaskoczą. Ba, nawet książki, które wymieniłem są już obecnie białymi krukami.

Komplet nowel zamyka się w 7 tomach opowiadań... Nawet aktualnie dostępne.

Z wyjątków. W pomrokach wiary (1909) (pod pseudonimem Stefan Żalny)
Na wzgórzu róż (1918)
Demon ruchu (1919)
Szalony pątnik (1920)
Niesamowita opowieść (1922)
Księga ognia (1922)
Namiętność (1930)

Powieści:

Salamandra (1924)
Cień Bafometa (1926)
Klasztor i morze (1928)
Wyspa Itongo (1936)
Motywy docenta Ponowy [nie ukończona, rękopis]

Proza trafiła też do filmu. Pamiętacie takie czarnobiałe stare filmy z serii "Opowieści Niezwykłe"? Ryszard Ber aż dwa razy sięgnął po Grabińskiego filmując "Ślepy Tor" i "Pożarowisko". Pełnometrażowo i w kolorze straszył obsesyjnym uzależnieniem erotycznym w "Domu Sary" Zygmunt Lech. Poza tym proza Grabińskiego została wykorzystana w filmie "Nikt nie jest winien". Ale co ciekawe, Kochankę Szamoty sfilmowano jeszcze za życia pisarza w 1927 roku.



Ja natomiast napisałem około 5 lat temu wiersz, zainspirowany twórczością Grabińskiego. Jeżeli chcecie zadać sobie trud poznania mojej inspiracji, zapraszam do lektury "Kochanki Szamoty"



KOCHANKA
(2013-09-03)

Gaśnie więc namiętna tęsknota
W nagłej eksplozji pożądania
Gdyż nadeszła wreszcie pora
I czas potajemnego spotkania

Już nagość w przeźroczu szaty
Ściskam mocno i łono całuję
Jeno krytego woalem rysu twarzy
Do widoku pełni urody brakuje

Zatapiam zmysły w to ciało
Chłonąc je w dzikiej chuci 
Piję rozkosz nieokiełznaną
Żaru krwi nie mogąc ostudzić

Ach, śnieżnobiałe zębów perły
Błyszczą w lubieży uśmiechu
I tylko błysk oczu obłędnych
przenika mleczną mgłę kwefu

Czemu milczysz zapamiętale?
Czemu lica chustą skrywasz?
Czemu jaźń napełniasz szałem
Nie dając się pięknem upijać?

Światłem zalewam wspólne łoże
Tkaniny wszelkie precz rzucam
Na całą twą krasę chcę spojrzeć!
... Oddech zamiera gdzieś płucach...

W zgiełku koronek, leży bezwstydnie
Tknięty śmiercią korpus kobiecy...
Ciało w spaźmie swej płci zastygłe
Jeno widmem w żądzy zamkniętym







2 komentarze:

  1. Musze przyznać, że Grabinskiego nie znam, nigdy nie interesowałam sie grozą, to raczej mój mąż. Gdy przeczytał mi jedno ze współczesnych opowiadań, dawno temu drukowanych w zeszytach, to sen miałam koszmarny i do dziś pamiętam.
    Może faktycznie choroba wyzwoliła w autorze taką wyobraźnię.
    Twój wiersz świetnie wpasowuje się zarówno w klimat literatury grozy, jak i w dawną stylistykę. Brawo TY !
    Niezwykle twórczą masz naturę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię ten typ literatury! Czytam sporo kryminałów, lubię się bać!
    Spróbuję w bibliotece znaleźć coś tegoż autora.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń