czwartek, 16 lutego 2017

Belle Epoque

Wczoraj obejrzałem pierwszy odcinek, a dziś czytam opinie. Recenzje, mimo że jakieś tam braki wytykają, są raczej pozytywne, ale ponieważ w TV oglądam coś niezmiernie rzadko, wtrącę i ja swoje trzy grosze. Jako człowiek wychowany na kryminałach w stylu retro, Sherlocku Holmesie i Arsenie Lupinie, oraz fan filmów osadzonych w minionych czasach, nie mogłem przecież ominąć produkcji o rodzimym detektywie sprzed wieku - Janie Edigeyu Koryckim, (w tej roli nieco zwalisty i ponurawy Paweł Małaszyński). Nazwisko tej postaci jest ukłonem w stronę Jerzego Edigeya Koryckiego, pisarza znanych powieści kryminalnych.

Powrót "syna marnotrawnego" Jana Koryckiego
 Czytam więc o dbałości o szczegóły, że laboratorium kryminalne z początku XX wieku znalezione w Lwowie wykorzystano w filmie, że z Londynu sprowadzono ileś tam kostiumów...  I faktycznie wygląda to ładnie, pięknie, ślicznie... za ślicznie. Sterylnie. Miasta, rzekomo pieczołowicie odwzorowanego z epoki przez scenarzystów na podstawie 10 tys zdjęć prawie nie widać, a w zasadzie widać migawki z ulic, pozbawionych ciemnych zaułków, brudu i dekadencji, wśród których plączą się statyści. A według niektórych recenzji widać "rozpad i kryzys". Ale może dalej się rozkręci?
Produkcja czerpie pełnymi garściami z filmów zachodnich. Muzyka - Nick Cave i Taking Heads, mrocznie, ale nie po krakowsku. Nawet czołówka wygląda jak żywcem wyjęta z jakiegoś amerykańskiego serialu, tym bardziej że okrasza ją anglojęzyczny "Psycho Killer". Zresztą nie obyło się już bez porównań do innych zagranicznych seriali odnoszących się fabularnie do minionej epoki, mianowicie "Tabu" i "Ripper Street". W "Tabu" np. bohater, tez wrócił diabli wiedzą skąd po dziesięciu latach, niczym Jan Korycki.

Od lewej rodzeństwo Skarżyńskich i podwładny komisarza Jelinka,
oraz oczywiście Jan Korycki.

Zresztą schematyzm fabuły pierwszego odcinka bije po oczach. Intryga kryminalna, pomimo że pozornie wydumana - morderca psychopata morduje kobiety odwzorowując śmierci chrześcijańskich męczennic, zostaje rozwiązana niemal z marszu przez trio - Korycki i rodzeństwo pionierów kryminologii i medycyny sądowej Henryka i Weronikę Skarżyńskich. Zostaje rozwiązana trochę z przypadku, wśród ofiar tajemniczego mordercy znajduje się mianowicie matka naszego bohatera i ten zauważając związek między zabójstwami, postanawia przeprowadzić własne śledztwo, pomimo, że mordercę jego matki oficjalnie złapano. Fakt, iż morderca zostawia swego rodzaju wizytówkę - liść palmy przy każdej ofierze, jest na razie chyba jedynym pretekstem do zaprezentowania w działaniu laboratorium kryminalistycznego Skarżyńskich, którzy dokonują oględzin ciał, a zwłaszcza tej palmy... Ich badania niewiele w końcu wnoszą, bo Korycki dociera do zabójcy zupełnie inną drogą, odkrywając romans mateczki z jakimś chuderlawym adwokaciną. Ma przy tym niebywałe szczęście, bo okazuje się ona jedyną ofiarą nie wybraną przez psychopatę przypadkowo. Tu w pewnym momencie fabuły znów przychodzą z pomocą Skarżyńscy, badając pozyskany przez Koryckiego materiał dowodowy, choć ma to znikomy wpływ na całą dedukcję.  Rodzeństwo jest więc czymś, co nazywa się fachowo "sidekicks" - pomocnikami i przyjaciółmi głównego bohatera. Takimi Watsonami u boku Sherlocka. W tych rolach faktycznie nieco "watsonowaty" Eryk Lubos i drobna Anna Próchniak, przekornie aczkolwiek też schematycznie obsadzona w roli "pani od krojenia nieboszczyków". Ogólnie jak dotąd, jeśli ktoś oczekuje po niej dogłębnej analizy na miarę przenikliwości Temperance Brennan - patolog z serialu "Kości", to niestety jej nie dostanie. Inna sprawa - czasy i możliwości też są inne.
Skoro mowa o Sherlocku, jest też odpowiednik rutyniarza Lestrade'a - inspektora Scotland Yardu, czyli komisarz Rudolf Jelinek. Tu oczekiwałbym rozwinięcia udziału tej postaci, bo jak na razie jest ona najbardziej wyrazista w serialu. Nieco zblazowanego policjanta z poczuciem misji gra Olaf Lubaszenko.

Rudolf Jelinek, czyli Olaf Lubaszenko.
 
O ile zagraniczne seriale pod względem drobiazgowości scenariusza zaczynają zmierzać niemal do odzwierciedlenia prozy, w Belle Epoque na to wszystko brakuje czasu. Po 40 minutach czuje się niedosyt, bo ani intryga niezbyt wymagająca, ani postacie niezbyt wyraźne... ot po prostu telewizyjny produkt w ładnym opakowaniu.
 Ja wiem, to dopiero pierwszy odcinek i jeszcze wszystko przed nami. Oby było lepiej, pokuszę się o obejrzenie całości....



17 komentarzy:

  1. Ja też się pokuszę na obejrzenie całości.Eryk Lubos:)
    Wszystko tak rozkładasz na czynniki pierwsze?
    Anastazja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślałem że się obraziłaś na mnie, ale to chyba tylko ten blog taki nudny...
      Co Eryk Lubos?
      Tak, lubię sobie analizować... nie zauważyłaś? :)

      Usuń
    2. Eryk Lubos jeden z moich ulubionych aktorów i ciekawa odmiana,zważywszy na to w jakich rolach był obsadzany.

      No zauważyłam ale matko kochana...Taka analiza serialu?Musi Ci być ciężko...I zapomniałeś dodać,że serial oparty jest na prawdziwych wydarzeniach.

      Nie obraziłam się,bo nie mam powodów ale ostatnie tematy nie były dla mnie.Miałam skomentować wpis o wizycie duszpasterskiej ale sobie odpuściłam.Piękna pogoda,dobry nastrój,po co to psuć?
      A.

      Usuń
    3. Nie napisałem, bo jakoś wątpię w te "prawdziwe wydarzenia". Dopóki nie znajdę odniesień.

      Usuń
  2. Małaszyński zwalisty? Nigdy bym nie pomyślała. Lubaszenko zupełnie do siebie nie podobny. Szkoda, że nie mogę oglądać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tym serialu robi takie wrażenie, jak idzie ze swoim podróżnym workiem...

      Usuń
  3. Serialu nie oglądałam,[ostatnio nie oglądam żadnych seriali]; nie mam co komentować, więc tylko pozdrawiam :) .

    OdpowiedzUsuń
  4. Wrażenia mam podobne. Zawsze zbyt reklamowany film budzi moje obawy. Czego mi zabrakło? Klimatu, tajemniczości, jakby współcześni aktorzy nie potrafili wczuć sie w realia epoki, zbyt gładkie to i zbyt świeże, jak hollywoodzkie westerny z lat 50/60, gdzie kowboje mieli perfekcyjnie uprasowane koszule a aktorki fryzury i makijaz prosto z salonu kosmetycznego...na prerii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że powaliły mnie reklamy, po 15 min, filmu 10 min.reklam, można zapomnieć o czym był film...

      Usuń
    2. No obawiam się że jak w 1 odcinku nie było olaboga to dalej też nie będzie. Te reklamy to już z litości pominąłem ostatecznie to nie wina filmu.

      Usuń
  5. Nie wiem co z za serial. Nie wiem na jakim kanale leci. Ja nic nie oglądam w zasadzie. Ale wczoraj oglądałam Idola :) przynajmniej się pośmiałam :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, to już wolę tego Koryckiego :D

      Usuń
  6. Trwam w postanowieniu, że obejrzę ten serial w całości. 1. odc. nagrałam ale jeszcze nie obejrzałam, a po tym co napisałeś mój entuzjazm nieco przygasł... Ale zobaczę i porównam w jakim stopniu moje odczucia poktyją się z Twoimi.
    Co do muzyki...Myślisz, że 'Krakowiaczek jeden' bardziej by pasował?
    A jeśli marzy Ci się plaża to może następnym razem jakoś o nią zahaczę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O cholera, to nie pomyślałem, że zanadto zdradzam może fabułę.

      Co do muzy, to może niekoniecznie ludowizna, ale można było coś oryginalnego na naszym podwórku znaleźć. Jest tego sporo, jak poszperać.

      Usuń
  7. nie oglądałam, zupełnie mi umknęło w ferworze walki zawodowej, ale chętnie obejrzę , ciekawa jestem fabuły polskiego kryminału no i realiów ... ciekawe, jak sobie poradzili z odrestaurowanym miastem jakim jest Kraków, czytając Twoją recenzję obawiam się, że raczej średnio ... cóż odrestaurowane kamienice są ślicznie nowiutkie i gładkie niczym pupy niemowlaków, takie przecież nie były ... choćby okna kamienic idealnie gładkie szyby świecą na kilometr ...
    aaaa - zobaczę sobie z przyjemnością i wrócę tu powiedzieć, co też zobaczyłam :)

    Uwielbiałam kryminały od dzieciństwa. Nie tylko Scherlockiem bywałam ale też Watsonem, Poirotem, czy panną Murple. Zresztą nie tylko kryminały, uwielbiałam wszelkie zagadki, Lilawati czy ... szachy. Zresztą nawet pracę taka wybrałam, czasem rozwiązanie projektowej łamigłówki, połączenie wszystkich nici i dojście do właściwego kłębka, lepsze niż niejeden kryminał.

    OdpowiedzUsuń
  8. po pierwszym odcinku jestem zawiedziona , pewnie się uprzedziłam i zwracałam uwagę na staranność dobory detali i jakoś tak nie za bardzo staranne się okazało ... po oczach dał mi czerwona, prostokątna kostka betonowa, wpleciona miejscami w kamienny bruk, no można było ujęcie z innej strony, starannie wstawki omijając ... nie wiem, ale w ostatniej scenie, gdy dama uchyla drzwi powozu, czy budynku, (rozmawiałyśmy więc mi umknęlo) w szybie najwyrażniej odbiło się czerwone światło sygnalizacji drogowej ... no, jak to jest dbałość o szczegół to ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ jesteś czujną obserwatorką. :) Takich wtop pewnie jest tam więcej.

      Usuń