niedziela, 19 lutego 2017

Chrystus z karabinem w ręku.

Jako, że chory jestem i na antybiotyku, pozwolę sobie na kontynuację wątku z poprzedniej notki. 
Ktoś by pomyślał, że w zlaicyzowanych społeczeństwach, miejsca na Boga nie ma. Otóż nic bardziej mylnego, sięga się po Niego nader chętnie, tworząc całą masę wariacji, często odbijając wiarę katolicką w krzywym zwierciadle.

Wokalista grupy Guns'n'Roses, Axl Rose podczas koncertu
w koszulce z napisem "Zabij swojego idola".
Postać Jezusa przetrwała przyjmując zupełnie nową rolę w kulturze masowej. Jezus w piosence, w filmie na t-shircie, w komiksie... Zastawiam, czy moda na Chrystusa nie zaczęła się wraz ze stawianiem figur. O ile jednak te dawne wyobrażenia pozostawały w sferze sacrum teraz coraz częściej wizerunek Chrystusa trafia w sferę profanum. Granica jest chyba bardzo wąska.
Są produkcje skrajnie drwiące jak "Jezus Chrystus Łowca Wampirów" ("Jesus Christ Vampire Hunter" Lee Gordon Demarbre,  2001), czy "Pięść Jezusa" ("Fist of Jesus" Adrián Cardona, David Muñoz, 2012). W pierwszym Chrystus zostaje łowcą wampirów, mordujących... lesbijki, które uważane są przez nie za dewiantki, przesłaniem filmu jest rzekomo propagowanie tolerancji. W drugim, krótkometrażowym już nie chodzi o żadne przesłanie, wskrzeszony przez Jezusa Łazarz, okazuje się krwiożerczym zombie, który wywołuje prawdziwą plagę żywych trupów, z którymi Jezus walczy za pomocą... ryb.


Zajrzyjmy na karty komiksu, "dziewiątej sztuki wyzwolonej". Komiksową Adaptację historii Chrystusa kościół przyswoił już dawno, przede wszystkim dlatego, żeby trafić z nią do młodzieży. Będąc dzieckiem dostałem serię takich komiksów w kościele, charakteryzowały się jednak pastelowym kolorytem i liniową zwartą narracją, co czyniło je lekko nudnawymi. W kiosku jednak kiedyś trafiłem np. na pozycję "Jezus z Nazaretu - Historia człowieka niewygodnego". Jest to wydawnictwo kurii metropolitalnej w Krakowie, autorstwa Marco Sonseri (scenariusz) i Alessandro Borroni (rysunki). Cechą komiksu Włochów jest już charakterystyczna dla nowoczesnego komiksu konwencja, stawiająca go w jednym rzędzie z klasycznymi publikacjami, typu choćby "Batmana".

Kadr z "Jesus Christ In The Name of the Gun"
Jak się jednak okazało, rychło zadziałał podobny mechanizm jak w przypadku filmu. Co znamienne, atrybutem zarówno filmowego jak i komiksowego Chrystusa jest znów przemoc. Tym razem mesjasz nie będzie się patyczkował, do tych, którzy nie trafia jego przesłanie trafi kula... W roli głównej możemy oglądać go na kartach komiksu "Jesus Christ In The Name of the Gun" (Eric Petterson i Ethan Nicole). Tuż sam tytuł jest bluźnierczą parafrazą słów "In The Name of The God" - "w imię Boże", - "w imię spluwy". Podobny wizerunek, kryjący się pod image'm pacyfisty i nieudacznika pokazuje seria komiksowa "Battle Pope" (Robert Kirkman, Tony Moore), o wykoksowanym papieżu abnegacie i babiarzu, który otrzymuje moce, by za pomocą pięści i broni walczyć z szatańskim pomiotem i chronić niezbyt rozgarniętego Chrystusa na ziemi. Nie ma chyba żadnej wartości chrześcijańskiej, której by ten komiks nie zniekształcił, nie wydrwił i nie zmieszał z błotem.

Kadr z "Battle Pope"
Powyższe produkcje udowadniają, że Jezus może być dobrym chwytem marketingowym, zwłaszcza ten umieszczony w sferze "profanum"., 
Pojawiają się jednak w niej produkcje skłaniające do refleksji, choć ganione za zbyt alternatywne i odbiegające od nauk kościoła. Najlepszym chyba przykładem "Ostatnie Kuszenie Chrystusa". Mówiąc najprościej, Scorsese filmując głośną powieść Nikosa Kazandzakisa (zakazaną również w Grecji przez kościół prawosławny) nie dość, że "przesadził" według katolików z uczłowieczeniem mesjasza, to jeszcze odwrócił do góry nogami wizerunki otaczających go apostołów. Filozoficzne podejście do religii zapoczątkowanej w zasadzie przez Nazarejczyka, spotkało się z ostrą krytyką środowisk chrześcijańskich, a film uznano za antykatolicki, największe oburzenie wywołało pokazanie, że Chrystus nie był wolny od popędu seksualnego i miał fantazje erotyczne. Film otwiera na oścież drzwi do dyskusji nad oficjalnymi kanonami wiary i do podważania ich, zjawiska być może groźnego dla opartego na dogmatach katolicyzmu. Zresztą, otwiera to może złe słowo, dyskusja trwa od setek lat, choć nigdy nie było dozwolone i bezkarne sprowadzenie jej do absurdu...


7 komentarzy:

  1. Tak jak piszesz, granicę między sacrum a profanum łatwo jest przekroczyć, nawet osobom bardzo religijnym. Niezależnie od religii, uważam, że nie powinno się w sposób celowy profanować pewnych symboli (np. znaku Polski Walczącej), co nie wyklucza pola dla sztuki czy dyskusji.Zawsze można obśmiać wszystko i wszystkich, ale czy to nie swego rodzaju hejt?
    Swoją drogą, dziwne, że w katolicyzmie właśnie sfera seksualności wzbudza takie emocje, jakby święci i błogosławieni rodzili się bez organów płciowych....
    Zdrowia życzę, a łykasz probiotyk?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motywacje pewnie bywają różne. Pospolity wygłup, zakamuflowana krytyka, być może drwina z ludzkiego wyobrażeń, które ktoś uważa za naiwne. Na pewno jest też wśród nich ślepy hejt.
      Tak, pytanie też od kiedy tak się stało.
      Łykam. :)

      Usuń
  2. nigdy nie lubiłam tzw "filmów religijnych, mówię o tych, nie naruszających sfery sacrum, czyli po prostu opowiadających dzieje ze Starego lub Nowego Testamentu.To moje subiektywne bardzo odczucie. Aktor zawsze nadaje postaci własne cechy i jakoś na własny sposób postać kreuje, zresztą im lepszy aktor tym bardziej indywidualna postać. W tej sferze to ja wolę tak-tak, nie nie ... jeśli dyskusja filozoficzna to jak najbardziej, dociekanie , burzenie, budowanie , jak najbardziej, ale kreowanie postaci - dla mnie nie. Nie mówię, że to jest złe, zwyczajnie, ja tego nie lubię. Świat Biblii dla mnie , jako wierzacej, nie jest światem baśniowym czy filmowym. Nie wiem po co komu cyrk z cudzej wiary, wiem, wszystko na sprzedaż ale ... zwyczajnie tego nie rozumiem
    Rademenesie, dzięki Twojej notce obejrzałam dzisiaj film , który recenzowałeś. Napisałam co myślę.

    Wracaj do zdrowia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie, ale dlatego, że mnie strasznie nudziły. Wiadomo, ogólnie znana historia, w uładzonej oprawie. Ten zawsze piękny Chrystus...

      Usuń
  3. Napisałam wczoraj komentarz i znowu się nie opublikował. Chochlik go zeżarł- na zdrowie :)
    Kpina, cynizm, wyśmianie, wyszydzenie to [szczególnie ostatnio] metoda do walki nie tylko z cudzą religijnością [świętością]. Ot- taka teraz moda, aby dokopać kościołowi zwłaszcza katolickiemu. A ponieważ znana jest zasada; "Uderz w pasterza, a rozproszą się owce" więc ofiarą [znowu?]tej "mody" stał się Chrystus. Po trupach do celu, a cele są różne. Dokąd to nas zaprowadzi? Gdzie leży granica ludzkiej podłości, nienawiści,zawziętości i...głupoty??? nawet nie silę się na odpowiedzi na te pytania. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S a jak dziś zdrówko? czy już się podleczyłeś? a kichaj na to choróbsko :)

      Usuń
    2. Wiesz, myślę że nie chodzi nawet o uderzanie w kościół. To taki chwyt, bo można zakpić z sacrum bezkarnie. Bo to przyciąga uwagę.

      Zdrówko lepiej. :) Ale weekend był ciężki.

      Usuń