niedziela, 30 kwietnia 2017

Sergiusz Piasecki i Józef Mackiewicz

Właśnie dojechała do mnie książka... Historia z nią związana jest dość niezwykła i... przygnębiająca. Opowiem ją nieco nietypowo.

Kilkanaście lat temu poznałem twórczość Sergiusza Piaseckiego. Tak samo jak niezwykłe były jego książki, niezwykła była jego osoba. Jedna z moich ulubionych jego książek - "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" opowiadała o burzliwych przygodach przemytników, działających na granicy Polsko sowieckiej w czasie dwudziestolecia międzywojennego. Piasecki był bowiem wtedy najzwyklejszym bandytą, tzw. "blatniakiem". Ludzie "blatni" byli śmietanką przestępczego światka, kierujący się swoistym kodeksem honorowym. Być może zasady zaprowadziły Piaseckiego wpierw do wywiadu wojskowego Rzeczpospolitej, a potem do AK. Jako wywiadowca zajął się przy okazji przemytem, gwarantującym daleko większe korzyści niż nędzna wypłata szpiega. Handlował nawet kokainą, którą szprycował rosyjskich oficerów, niestety sam też się uzależnił, co było powodem wywalenia go z wywiadu. Za napad z bronią w ręku (był na narkotykowym "chaju"), został skazany na śmierć, ale za zasługi dla wywiadu zamieniono mu "czapę", na 15 lat więzienia. Tam nauczywszy się w końcu z biblii polskiego został literatem... Po 11 latach odsiadki, w 1937 pisarza ułaskawia Ignacy Mościcki.  Podczas okupacji trafia od razu do niego ZWZ i Piasecki zostaje "cynglem", dowódcą oddziału wykonującego wyroki śmierci na konfidentach.

W 1940 roku w Katyniu dokonano zbrodni na polskich oficerach. Sprawę w 1943 roku nagłośnili Niemcy, a pisarz i publicysta Józef Mackiewicz za zgodą Państwa Podziemnego pojechał do Katynia jako obserwator. Dzięki temu powstała książka, którą wczoraj odebrałem: "Sprawa Mordu Katyńskiego". Byłaby nie powstała, bo w międzyczasie Wileńskie AK wydaje na Mackiewicza wyrok śmierci. Jego wykonawcą ma być... Piasecki, szef Wileńskiej egzekutywy AK. Powodem wyroku miała być współpraca Mackiewicza z niemiecką gadzinówką, "Goniec Codzienny", a członkowie AK nie mieli żadnych skrupułów przed likwidacją Czesława Ancerewicza, jej redaktora naczelnego. Sprawa Mackiewicza była jednak dziwniejsza, wyrok wydano, pomimo że już od pół roku nie współpracował z gazetą i kategorycznie odrzucił propozycję Niemców, by zostać jej redaktorem naczelnym. Artykuły jego autorstwa krytykowały zaś bolszewizm. Nienawiść do bolszewizmu łączyła tych dwóch literatów. Zapewne nie to było powodem jednak, dla którego Piasecki odmawia wykonania wyroku na Mackiewiczu, który ostatecznie uchylono.  
Pytaniem otwartym zostaje  komu zależało na uciszeniu Mackiewicza. Wskazuje się zaszytego w strukturach AK agenta sowieckiego, mord na oficerach WP, i zdemaskowanie sowietów jako jego rzeczywistych sprawców mogło zmienić bardzo wiele. Niestety, jak wiemy światem polityki rządzą zgniłe kompromisy i nawet ten fakt, nie zastopował wielkiej sympatii Roosevelta do czerwonego kata, którego zwał pieszczotliwie "Uncle Joe". Ten zresztą nazwał rzecz po imieniu mówiąc, że aliantom nie można ufać, bo zdradzają swoich sojuszników.
Pozostała książką z niewygodną podczas II Wojny prawdą...




2 komentarze:

  1. Z tego wniosek, że polityka od dawien dawna była wielką niewiadomą; kto zdrajca? kto zaprzaniec? kto agent ? kto swój a kto wróg? co prawda a co fałsz?

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy teraz nie jest podobnie? Może za 50 lub więcej lat będą w ten sam sposób oceniać nasze czasy i naszych artystów i przywódców...

    OdpowiedzUsuń