piątek, 19 maja 2017

Kultura Gwałtu

Temat ciężki jak obuch. Nie lubię pisać o gwałtach, gdyż jest to jedna według mnie z najohydniejszych zbrodni, stanowczo karana zbyt pobłażliwie przez polskie sądy. Chyba żaden przestępca - bo jestem w stanie sobie jakoś wytłumaczyć postępowanie złodzieja, a nieraz nawet zabójcy, nie budzi we mnie takiego obrzydzenia jak gwałciciel, którego w żadnych okolicznościach nie tłumaczy nic.

Niektórzy lansują hipotezę, że przemoc seksualna jest powszechna w społeczeństwie, a pewne normy i stereotypy ją usprawiedliwiają. Że przenosi się wręcz odpowiedzialność ze sprawców na ofiary, a jednym z najczęstszym argumentów jest słynne "sama się prosiła".  Jednym słowem - że żyjemy w kulturze gwałtu. Kulturze, czyli jak rozumiem w tym wypadku, zespole przyjętych norm i zachowań, co znaczyłoby, że społeczeństwo popiera gwałty w ogólności, a nie w jakimś wąskim patologicznym przedziale. Czy tak naprawdę jest?  Jak zwykle kij ma dwa końce. 

Zwolennicy teorii kultury gwałtu - twierdzą że „Gwałt zawsze był częścią kultury człowieka. Antyczne mity zawierały opowieści o gwałtach; starożytne społeczeństwa uważały gwałt za zbrodnię, którą karały ich kodeksy; nawet w Biblii są historie gwałtów"*... Prawdę mówiąc, jeżeli wstawimy w to miejsce jakiekolwiek przestępstwo od mordu do kradzieży, będzie pasowało jak ulał, choć nie mówi się wcale w ich wypadku o jakimś przyzwoleniu. Natomiast odnosząc się do wielowiekowej kultury - można zauważyć, że rola kobiety na przestrzeni dziejów była podrzędna wobec mężczyzny. Jako jednostka uprzywilejowana i fizycznie silniejsza, miał on możliwości do dominowania i to być może pokutuje w niektórych samcach do dziś. Pomimo tego - gwałt był karany, choć wymiar tej kary zależał od statusu społecznego ofiary i gwałciciela. Często były to kary śmieszne, jeżeli ofiara podochodziła z gminu - domagano się na ogół rekompensaty  pieniężnej (panowie szlachta zabawiać się lubili ze służkami, nie robiąc sobie wiele ich oporu, a nawet z obecności małżonki). Najstarsze polskie statuty przewidujące karę za gwałcenie pochodzą z "Księgi Elbląskiej":
Art. 17
1. Jeśli ktoś zniewoli dziewczynę [z rycerskiego stanu] albo uprowadzi ją wbrew jej woli, za to płaci karę 50 grzywien sędziemu a szlachciance [tyle] ile sędzia przyzna za jej pohańbienie.
2. Tak samo postępuje sąd także w tym wypadku gdy ktoś dopuści sie gwałtu na zamężnej [szlachciance] albo [ją] wbrew jej woli uprowadzi.
4. Gdy jakaś dziewczyna [wiejska] albo żona chłopa idzie na jagody albo na jabłka, albo po inne rzeczy do lasu albo na pole a zostanie tam zniewolona, za to płaci się kary 6 grzywien.
6. Jeśli czyjaś córka idzie na pole albo do lasu na jabłka, albo po inne rzeczy a zostanie ona zniewolona, za to płaci się karę trzysta ponieważ nie pozwolono, by ona tak [samotnie] poszła /w tłumaczeniu z 1997 r. ponieważ nie powinna tak sama chodzić/
 Były też kary o wiele surowsze, brutalnym gwałcicielom ścinano głowę, na gardle mógł się skończyć "rapt" na szlachciance. Najbardziej obawiano się kar kościelnych, z ekskomuniką włącznie (jakby to dziś śmiesznie nie brzmiało - kiedyś wyklętym nie było do śmiechu, gdyż byle chłop mógł ich bezkarnie uśmiercić). Co jednak wynika z tych retrospekcji? Że gwałt był zawsze penalizowany, co przeczy tezie, że w kulturze miało miejsce jakieś nań przyzwolenie. 
Tu pojawia się kolejne słówko - społeczne przyzwolenie. Zdefiniował bym je jako brak reakcji i tu problem jest bardzo złożony. Zauważmy po pierwsze, że brak reakcji nie pojawia się tylko w sytuacji gwałtu, ale też bijatyki, zaobserwowanej kradzieży, albo przemocy rodzinnej, co otwiera szeroki wachlarz "społecznych przyzwoleń" prawie na wszystko.  
Jak zwykle temat podchwyciły feministki, wykorzystując go do idiologicznej batalii - przyzwolenie według nich wynika mianowicie z archetypu patriarchalnego modelu społeczeństwa i kultywowania pewnych tradycji. Wygląda to tak, jakby gwałt nie następował w wyniku deprawacji jednostek, tylko jakiejś szerzej nie zdefiniowanej akceptacji. Ponieważ taki absurd trudno jest przepchnąć bez popijania, dopina się do niego jakieś karkołomne teorie pomocnicze. Jaśnie oświecona prof. Środa pisze na przykład:

"Opowiadanie sprośnych dowcipów jest obrzydliwe, kobiety czują się wtedy represjonowane..."

A jak kobieta opowiada, to co?

Feministka Anna Dudek pisze z kolei:

 "Zwróćcie uwagę na schemat, jaki pojawia się w większości komedii romantycznych. Mamy tam coś, co można nazwać „pogonią za ukochaną”, a w moim odczuciu jest zwykłym prześladowaniem..."

Mam rozumieć, że inicjatywa powinna być po stronie kobiet. Chyba do dziś byłbym kawalerem...

Skoro takie osoby o takim pojęciu słowa "prześladowanie" i "represjonowanie" układają ankiety, to nic dziwnego, że wychodzi im z nich, że ponad 50% kobiet jest napastowana w mniej lub bardziej agresywny sposób.
Dochodzimy też do tematu ponownej wiktymizacji ofiar gwałtu i z pewnością ma na nią wpływ "prowadzenie się" i reputacja ofiary. Jak echo brzmią tu słowa wspomnianej XIII wiecznej "Księgi Elbląskiej", "chadzała tam, gdzie nie powinna sama" . Nagle prewencyjne pouczanie kogoś, żeby uważał i nie kusił losu w dobie tabletek gwałtu i innych otumaniających używek, stało się jakimś "faux pas", rozwścieczającym różne środowiska, którym marzy się, by at hoc wynaleziono jakiś złoty środek, który sprawi, że gwałty i gwałciciele znikną jak kamfora. 
Na zakończenie króciutko o tym jak się ma do tego casus egipski.
Stosunek religijny wobec niewiernych w krajach muzułmańskich określa się dość jasno. Gwałt nie istnieje w społeczeństwie, gdzie kobieta jest podporządkowana mężczyźnie. Musi ona chodzić okutana od stóp do głów w szatę, wtedy dopiero, odcięta od zewnętrznego świata nie budzi pożądania - a i tak tylko dlatego, że należy do innego mężczyzny i atak na nią to pogwałcenie jego prawa do niej, a nie jej osobiście. 
Kobiety Zachodu pojawiające się w tym świecie same z odsłoniętą twarzą i ciałem są "łupem", czymś rzadkim i niespotykanym, małmazją, ekskluzywnym towarem który się bierze. Zdanie zgwałconej kobiety, jeżeli nie idzie ono za głosem mężczyzny nie znaczy nic, (zeszłoroczny casus Holenderki skazanej na areszt za cudzołóstwo w Katarze po zgłoszeniu gwałtu na policji) dlatego faktycznie w tym wypadku można mówić o kulturze gwałtu, choć przecież dopuszczonego w określonych przypadkach. Nie chcę tu mnożyć opowiadań znajomych z wymarzonych wakacji w Tunezji, czy Egipcie, gdzie nawet nieletnie dzieci są taksowane wzrokiem szacującym ich wartość w wielbłądach czy kozach... Dla turystów tworzy się enklawy w czterogwiazdkowych hotelach, bo turyści to kasa, ale i tak zdarzają się takie wypadki, jak opisywany do usranego przypadek M.Ż.

* Na "Encyklopedię gwałtu powołuje się Anna Dudek w notce "W Polsce nie ma kultury gwałtu? Bzdura. Jest i niestety ma się dobrze"

12 komentarzy:

  1. Wypowiedź pani Dudek to potwierdzenie tego, że niektóre feministki ośmieszają ruch kobiecy.
    Twierdząc, że byłbyś do tej pory kawalerem chyba obniżasz swoją wartość w oczach kobiet ;-) Inicjatywa w rękach kobiet także bywa ciekawa, a że niektórych mężczyzn szokuje? Właściwie dlaczego?
    Twoje rozważania przypomniały mi wypowiedź Leppera, że nie można zgwałcić prostytutki, nie chce się tu rozwodzić, ale ta wypowiedź mówi wszystko o mentalności panów podobnego typu... sama też pamiętam niewybredne dowcipy dorosłych opowiadane w obecności dzieci, więc jednak brak szacunku dla kobiet ma swoje podłoże w "tradycji", że o naukach niektórych duchownych nie wspomnę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście nie muszę już się puszyć, żeby tą wartość podwyższać :)
    Nie wiem czy szokuje i zależy co uznamy za inicjatywę. Generalnie nie uważam, żeby warto się w tym temacie kierować jakimiś konwenansami. Ale żeby zabiegi mające na celu podryw uważać za prześladowanie, to trzeba mieć już świra.

    Każdego można zgwałcić. Natomiast wypowiedzi Leppera, Korwina-Mikke, to jest skrajność, a nie przyjęty przez ogół sposób myślenia.
    Od opowiadania niewybrednych dowcipów do gwałtu daleka droga. Tak naprawdę ja też czuję się nieswojo w nazbyt rubasznym towarzystwie. A kobietą nie jestem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem co powiedzieć,
    bo powiedzieć można jeżeli samemu było się w takiej sytuacji.
    Ostrożność przede wszystkim, bo nie wiesz na kogo trafisz
    i tu się zaczyna praktyka...
    Praktycznie gdybym nie uważała,
    to by mi się parę razy taka niemiła historia trafiła.
    Nie lubię osób, które opowiadają niewybredne dowcipy,
    bo to jest przyzwolenie na coraz gorsze zachowania...
    Takie jest moje praktyczne spojrzenie na sprawę :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiałem się, dlaczego przy pewnej aprobacie tego tekstu, coś mi jednak w nim nie pasowało? I być może to nie było Twoim zamiarem, ogólne wrażenie jest takie, że z tym nagłaśnianiem gwałtów to przesada i mocno pachnie feminizmem. Przecież feminizm, szczególnie ten współczesny to diabeł wcielony, co przejawia się tym, że kobietom ubzdurało się jakieś napastowanie, z którym nie wiadomo, co zrobić. A już na pewno przeszkadza w tradycyjnym pojmowaniu stosunków damsko-męskich, czyli jak je tu poderwać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie, gwałty trzeba nagłaśniać i piętnować, natomiast jestem przeciwny, wykorzystywaniem ich zjawiska dla argumentacji pewnych tez. Ostracyzm powinien być skierowany na sprawcę i zjawisko, a nie na bliżej niezdefiniowaną "kulturę gwałtu", lub "społeczne przyzwolenie". W tym drugim przypadku trudno nawet wyjaśnić kto jest celem krytyki. Osoby, które nawołują do zachowania ostrożności?

      Usuń
  5. Pokaż mi kobietę, która sama prosi się o gwalt? Takie stwierdzenie może paść z ust chyba tylko idioty, a jeśli kobieta prowokuje bo chce zbliżenia, to to nie jest gwałt. Faceci to nie bezmyślne zwierzeta, które nie potrafią powstrzymać swojego popędu. Nic nie usprawiedliwia gwałtu, ale myślę że o ostrożności trzeba mówić bo wiadomo, że nie ma przeciez jednej jedynej przyczyny przemocy seksualnej. Dlatego lepiej dmuchac na zimne i nie włóczyć się gdzie popadnie i z kim popadnie. A jeśli imprezować, to w gronie znanych i wypróbowanych przyjaciół.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W normalnym środowisku nie ma czegoś takiego jak 'prośba o gwałt", może się zdarzyć w patogennym. Co za tym idzie trzeba uświadamiać, w jakich okolicznościach można trafić na zboczeńca. Niestety są to różne miejsca, niektórzy polują na dyskotekach, inni obserwują upatrzoną ofiarę.

      Usuń
    2. @ Olimpia Werol
      Szanowna Olimpio. Świat się zmienia. O gwałt nie trzeba się prosić, kobieta może iść do salonu usług erotycznych, zapłacić, i tam ją - za jej zgodą - zwiążą, zgwałcą i jak dopłaci to jeszcze pobiją. A skoro są takie usługi, to i pewnie są prośby, potrzeby i może idioci. ;)

      Usuń
  6. To ja może też tak "ad hoc" spróbuję kilka zdań wtrącić. Nie popieram ani tych, którzy gwałcą, a potem odcinają różne narządy rodne i na koniec zabijają, ani tych, którzy uważają, że nawet wirtualne zgwałcenie (bez kontaktu fizycznego) powinno być karalne. Wiedza o tym, czym jest przestępstwo na podłożu seksualnym nie jest "zerojedynkowa".
    Podane wyżej przykłady to nie wymysły, ale realne czyny za które sądy różnych państw uniewinniły w I przypadku sprawcę (mąż zgwałcił, zabił i poćwiartował żonę, która nie chciała z nim dzielić łoża, a robiła to z kochankiem), a w drugim przypadku wydały wyroki skazujące (skazano internautę, który zaspokajał się fizycznie przed odpowiednio spreparowanym zdjęciem "ofiary").
    Dlatego daleki jestem od jakichkolwiek ocen wyrażanych w trybie "ad hoc". ;) ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ocen czego? Zjawiska czy przypadków? Bo tych podanych nie rozumiem, co mają udowodnić?

      Usuń
    2. Użyłeś dość efektownego oksymorolu "kultura gwałtu". I generalnie problemu by nie było bo na ogół wiadomo o co chodzi. Kultura to wg Wiki
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura
      "... uprawa, dbanie, pielęgnowanie, kształcenie, ... itd., ..."
      natomiast gwałt popularnie kojarzy się z sytuacją, gdy "chop babe dupcy".
      I już jest problem. Podałem Ci dwie skrajności, uniewinniony za brutalny gwałt i morderstwo, i skazany za zaspokajanie się przed zdjęciem znanej aktorki (uznano, że to był gwałt).
      Oczywiście pomiędzy tymi skrajnościami jest ten "chop co babe dupcy".
      Ale i tu jest problem, bo co robić jak on/ona zaspokaja się poprzez t.zw. "inne czynności". U nas też to jest gwałt.
      A co zrobić z prostytutką, której podobno "nie można zgwałcić"? Umówili się np. na 200 zł., ale on "po" dał jej tylko 17 zł. (to przykład sądowy), gdyby dał jej 200 to gwałtu by nie było ... Tu jeszcze sprawa jest prosta, mimo, że w sądzie ciągnie się przez 7 lat. Ale np. inne usługi erotyczne ... facet wchodzi do kabiny i zamiast 5 zł. wrzuca krążek metalowy. Zgodnie z umową zmusza tym do wyjścia "tancerkę", która za szybą rozbiera się, samozaspokaja (jak dorzuci drugie 5 zł.), w Holandii uznano to za gwałt. O innych przypadkach (internet, mycie dzieci, plaża, itd.)nie będę pisał, bo jak widzę już się prześlizgnąłeś po temacie.
      ... kultura gwałtu, ale czym jest ten gwałt? ;) ☺

      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
  7. A ja bym się nie cackała i nie bawiła w kulturę gwałtu. W tym wypadku zastosowałabym zasadę "oko za oko; gwałt za gwałt". Może wówczas
    udałoby się pohamować przemoc i gwałty. Może...

    OdpowiedzUsuń