piątek, 26 maja 2017

Przypadek telewizyjny

Jeśli kanapa to książka. Sam w domu nie oglądam telewizji prawie wcale, no może film jakiś. Żona należy do tych osobników, które lubią w domu małe zamieszanie, albo choćby gwar. Gra telewizja, oglądamy wiadomości... Przysypiam lekko. Budzę się i widzę że małżonki w pokoju nie ma, ale telewizor gra i dają wiadomości. Sprawozdawca przekazuje bardzo ważne informacje, o rosnących wpływach do budżetu, malejącym zadłużeniu, wzroście bezpieczeństwa w kraju, spadku bezrobocia (wszystko w jednym zdaniu!), a nos wydłuża mu się i wydłuża, przechodząc w 3D, zaczyna sięgać do dzbanka z herbatą który stoi na stole... jak pragnę zdrowia, zaraz mi kolejny dzbanek zwali tym nochalem. Przełączam szybko kanał na inne informacje, tu na szczęście nie ma faceta z nosem, jest dwóch ekspertów.  Słucham przez chwilę co mówią... "Sytuacja jest krytyczna... sytuacja jest bez precedensu... sytuację trzeba zmienić... bul... bul.. kroki podjęte muszą być do zmiany...bul, bul, bul... krytycznej sytuacji blourp, bul"  Znowu coś jest nie tak, skąd ten bulgot. Rozmowa mężczyzn w telewizji jest coraz mniej zrozumiała, za to słyszę jakieś kapanie... Matko Bosko, wodę mi leją na pokój! Pstryk. No... ten gość wygląda normalnie. 
"Ten rząd jest bez wątpienia jednym z najgorszych, ale nasz rząd, lepszy, a nawet najlepszy. Lepszość naszego rządu oprze się na programach socjalnych, oczywiście lepszych, dzięki którym będzie lepiej. Powtarzam, lepiej niż jest teraz, gdyż jest źle teraz."

Zaraz...! Co tam w rogu ekranu się pokazało? Migło coś czerwonego.   Patrzę uważniej w ekran. 
"Lepiej, lepiej, lepiej... Le-piej. L-E-P-I-E-J. Powtarzajcie państwo. - Chcemy żeby było lepiej, a nie gorzej."

Jakiś swąd... zapałki ktoś pali? Siarka, smoła? Wyglądam przez okno czy ulicy nie asfaltują. No nie. Odwracam się i spoglądam na telewizję.... Patrzy się na mnie jakiś rogaty łeb, a w dolnym lewym rogu ekranu wije się czerwony ogon.
- No co się gapisz ćwoku? Nie chcesz żeby było lepiej?
Wyłączyłem pudło... Co za ulga...
- Ej, czego wyłączasz? Zaraz Dorota będzie. No i wiadomości jakieś...  - Małżonka wyjmuje mi pilota z odrętwiałej ręki...

***

Wczoraj dowiedziałem się z telewizji, że różnie rewelacje czerpane są z "nieoficjalnych źródeł", a facet o nazwisku Salman Abedi, to... Brytyjczyk. Fakt faktem że ignoruję już to co tam mówią całkowicie. 

7 komentarzy:

  1. Wiesz, ja nie wiem czy te tzw. programy informacyjne można jeszcze nazwać wiadomościami...import równych bzdur wprost z Internetu, cała Polska żyje albo córką Lewandowskich czy ślubem Pippy albo gorącym newsem jest wypadek autokaru w Chile. Czasami zastanawiam się czy jeszcze w Polsce mieszkam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trudno to nazwać informacjami, skoro kierunkuje się widza na pewien światopogląd. To propaganda por prostu, pro, lub antyrządowa.

      Usuń
  2. A nam telewizor się zepsuł. I mamy święty spokój ;) za to do łask wróciła trójka :) radio oczywiście. Ale jak lecą wiadomości to nie słucham. ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to dobrze,że ja tak rzadko oglądam TV :-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja jestem zdania, że to, co puszcza (czasownik od puszczalskiej) nam telewizja jest dokładnie tym, co większość chce oglądać. Grozi nam jednak pewien paradoks ściśle związany z tym puszczaniem. Wybranej prostytutce płaci się za pewną usługę, natomiast pewnej, niekoniecznie wybranej telewizji musimy płacić nawet wtedy gdy nie chcemy jej usług.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He, he dobre. Naprawdę niezłe, Asmodeuszu.

      Usuń