poniedziałek, 5 czerwca 2017

Niedzielne 3 dychy

W niedzielę miały być burze i w ogóle, więc nie pojechałem na dłuższy wyjazd. Ale ponieważ nosiło mnie jak widziałem ładną pogodę za oknem, to pojechaliśmy na rodzinny rekonesans. Przejechaliśmy gdzieś około 30 km, przynajmniej tak mi wyszło po wytyczeniu trasy. Wpierw do Kozłowa, gdzie zrobiliśmy mały popas na moście. Potem do lasu obok, gdzie obejrzeliśmy odsłonięty przez archeologów w zeszłym roku cmentarz wojskowy z czasów I Wojny. Drogę powrotną obraliśmy przez Starą Suchą, Kolonię Gradów, Orłów i Andrzejów Duranowski. Oczywiście nie spadła ani kropla deszczu, ale po południu się zaczęło.

I tu mała dość śmieszna dygresja. Kolega mój, Rafał ciągnął mnie od szóstej - a dystansy z Nim zamykają się w 70 km. Marudziłem że nie, że burze... w końcu stwierdził, że pojedzie sam i byłem pewien, że zerwał się o 6 i pojechał. Okazało się że nie. :) Wobec braku towarzystwa, stwierdził, że się wyśpi, a na jazdę zebrał się dopiero koło 14, czyli wtedy, kiedy akurat wróciliśmy.  Pojechał z innym naszym kolegą i jego rodziną, przy czym spotkali na swej drodze aż cztery burzliwe ulewy...
Śmialiśmy się z tego nieporozumienia wieczorem.









O cmentarzu w Kozłowie napisałem obszerniej na portalu StarySochaczew

1 komentarz:

  1. Przeczytałam twoją relacje i wpis na portalu sochaczewskim. Takich pamiątek mamy w Polsce sporo, u nas też był cmentarz niemiecki i żydowski, sa także zbiorowe mogiły, w tym żołnierzy francuskich. Dobrze, że szczątkom zapewniono godny pochówek...
    Wycieczka sympatyczna, my też uciekaliśmy ze spaceru przed ulewą ;-)

    OdpowiedzUsuń