sobota, 29 lipca 2017

Podziemia Krakowa

Mamy 28 czerwca 2013 roku. Zwiedzaliśmy wtedy ze znajomymi i ich pociechą podziemia Krakowskiego Rynku. Efekt 5 letnich badań archeologicznych przechodził wszelkie pojęcie. Kilka metrów pod ziemią zalegały od setek lat skarby, które odsłonięto zaledwie 3 lata przed naszą wizytą. Jak to możliwe?
Otóż po każdej napaści czy katastrofie związanej ze zniszczeniem miasta, wszystko zasypywano warstwą ziemi i wznoszono od nowa. Dzięki czemu 4 metry pod ziemią zachowały się np piwnice XIII wieczne kramów Bolesławowych (Pierwsza wzmianka o tych budynkach pochodzi z czasów Bolesława Wstydliwego). A w zasadzie Kazimierza Wielkiego, bo za jego czasów je wymurowano. Dawne tarasy wiekowych kamieniczek stały się również z czasem ich piwnicami.

Fragment przedwiecznego bruku z dębowym krawężnikiem.

Na ścianach i na tzw kurtynach parowych wyświetlane są scenki z życia starego Krakowa - oto w jednym z zaułków strażnik miejski wygania przekupkę z jajami, w innym jakiegoś biedaka ciągną na miejsce kaźni. Przed wejściem na jednej z kurtynie widok na rynek, ale byliśmy też świadkami zupełnie współczesnej scenki rodzajowej - słychać nagle wrzask: - „Niee, ja tam nie wejdę…!!!” – jakiś facet wnosi rozwrzeszczanego dzieciaka na oko 4 lata przewieszonego przez ramię… My weszliśmy bez wrzasku na szczęście, ale z rozdartym malcem jeszcze się spotkamy.

Chwilami zwiedza się po przezroczystych pomostach, dzięki czemu relikty archeologiczne otaczają nas ze wszystkich stron. W pewnym momencie pod stopami przezroczystymi taflami znalazła się cała średniowieczna Europa, z zaznaczonymi szlakami wiodącymi do Krakowa. Ideą przewodnią wystawy jest podkreślenie, że Kraków był ważnym ośrodkiem średniowiecznego chandlu powiązanym z Hanzą - potężnym związkiem kupieckim. Handel to był wtedy ciężki kawałek chleba - dosłownie. Na wsytawach można obejrzeć bochny ołowiane, plastry miedziane, bałwany solne - które ważono na tzw. wielkiej wadze gdyż wszytskie surowce transportowano w ogromnych kawałach - choćby dlatego, że trudniej było takie ukraść. Jeden taki "bochen" uchował się w okolicy wielkiej wagi, prawdopodbnie dlatego, że zawieruszył się podczas zamieszek w 1311 roku, kiedy nastąpił bunt wójta Alberta. 

Ołowiany bochen (fot. kol. Rafał)

Plastry miedzi. (fot. kolega Rafał)

Niezbędniki w chandlu - waluta i odważniki.
Idąc dalej natrafiamy na pożogę – w hologramowe płomienie trawią chaty sprzed 1000 lat… W pewnym momencie ktoś z personelu nawołuje w ciemnościach rodziców z dziećmi, w przeszklonym pomieszczeniu odbędzie się pokaz, legenda o Kraku i Smoku Wawelskim. Głos Jerzego Treli, ubrany w sędziwego kruka ilustruję nam historię jak to Książe Krak pokonał gada. W momencie kiedy mowa jest o pojawieniu się smoka, ze ściany na szynach wyjeżdża, świecąc oczami i rycząc jego łeb. Na ten widok, wcześniej już poznany przy wejściu chłopczyk w panice i z krzykiem przerażenia wybiega z salki.



Projekcja się kończy, odrywamy malców od gier edukacyjnych (ubieranie dawnych postaci i praca w dawnej pracowni) i idziemy dalej. Stajemy przed ekranem, na którym widać nasze postacie. Jeżeli wyciągniemy kartę z planem, pojawi się na niej trójwymiarowy budynek, który możemy obracać na wszystkie strony razem z kartką. Takich trójwymiarowych rekonstrukcji jest więcej, w gablotach obracają się trójwymiarowe budyneczki. Chłopaki dopadają do kolejnej atrakcji, szukanie na ekranie dotykowym zabytków w wykopie archeologicznym. Bawimy się razem z Nimi. Za ekranem w wykopie odkryte groby, bo w końcu podczas wędrówki natrafiamy na cmentarz.


Kościół można dosłownie poobracać w ręku.


W szklanych gablotach znajdują się wszystkie niemal artefakty, które znaleziono pod rynkiem. Zadziwiają różnorodnością, nie są to tylko zwyczajne śmieci, ale także rzeczy cenne, choćby biżuteria.


Misternie wykonana rękojeść sztyletu.

Gliniane figurki.

Akcesoria do pielęgnacji fryzury.

Grzechotki, resztki ozdób, groty strzał,

Marzenie dam - stara biżuteria.
Można bylo tez pooglądać jak na przestrzeni dziejów zmieniał się Kościół Mariacji.

Około 1360
Około 1500
Kolejną salę zalewa naturalne światło, eksponując całą makietę Krakowa. Zdumieni zadzieramy głowy do góry i okazuje się że patrzy na nas Kościół Mariacki, przez dno fontanny, która przed nim stoi. Małas był chyba zdziwiony najbardziej.




Następny korytarz wiedzie nas już do wyjścia, ze jednej strony są pomieszczenia, w których wyświetlane są prezentacje o dawnym Krakowie, naprzeciw zaś obrazy dawnych władców Krakowa. Dzieciaki chichoczą, staję przed obrazem Jadwigi… nagle… Pani z obrazu odchyla w geście znudzenia głowę do tyłu! Kazimierzowi Jagiellończykowi ośmiela się na królewskim berle siąść mucha, którą król obserwuje z wyrazem oburzenia na twarzy. Postacie z obrazów się ruszają, kiwają głowami, marszczą brwi, wodzą oczami.


Projekt uruchomienia tak wymyślnej ekspozycji przenosi zwiedzającego w niemal bajkowy świat. Bajkowy, bo taki, którego już nie ma. Ale Kraków to ogólnie bajeczne miasto, choć nieco przykryte po fasadą drogich restauracji i markowych sklepów, oraz wielojęzycznym tłumem turystów. 

wtorek, 25 lipca 2017

Frasobliwi z Lublina

Jeszcze trochę o ekponatach w lubelskim muzemu. Sala ze "świątkami".
Osobiście zaczynam się coraz bardziej interesować sztuką sakralną. Dzieła, których inspioracją jest wiara, mają jakiś pierwiastek wyjątkowości, wynikający ze specyficznego podejścia twórcy. 

Co ciekawe, ten wizerunek "frasobliwego" pochodzi z apokryficznej wizji Chrystusa odartego z szat, w samej opasce biodrowej. Stał się częstym motywem na wsiach, gdzie wyobrażali go w drzewie tzw. "świątkarze", rzeżbiarze zajmujacy się sztuką sakralną.


Za autora powyższej figury uznaje się Mikołaja Gomielę (1843-1908).

 Swiątkarz płodny i indywidualista, nie wzoruje się na nikim , śmiało tnie w lipie, formuje , upraszcza, rytmiczni e układa fałdy sukien swoich świątków. Jest surowy, prosty. Stworzył on własny świat, rzeźbi oryginalne świątki bez względu na to, czy podobają się one, czy nie. Jego liczne „niesamowite" Chrystusy, roz­pięte na krzyżach mają dużo wyraz u męczeństwa. Krzyż z Chrystusem, postawiony przez niego w 1906 r. po lewej stronie rzeki Tanew w Łazorach, ludność tamtejsza obaliła i zatopiła, ponieważ „Gomiela czym figurę zaprawił, że woda do niego szła i pola zalewała". Gomiela jednak figurę z wody wydobył i postawił w innym miejscu. Gdy  poraz drugi „woda szła" wówczas to Gomiela wydobywszy ją jeszcze raz z wody, postawił na przeciwnym brzegu w pobliżu swego domu, obecnie pod opieką jego syna Michała.
Janusz Świeży - Świątkarze Biłgorajscy




Chrystus Frasobliwy w ujęciu chłopskim, w prostym ludowym przyodziewku.



A to ujęcie gotyckie, w takiej formie przywędrował Chrystus na wieś po nastaniu renesansu, gdy artyści cechowi nie dawali rady sprostać nowej formule. Na wsi jednak nikt nie patrzył na obowiązujace kanony, ludzie chcieli mieć po prostu ładną figurę Jezusa.



"Magiczny" obraz. Z jednej strony Św Piotr, z drugiej św Magdalena. Artysta nieznany.
I kilka ciekawszych świątków z muzemu.

Św. Onufry.

Święty... Nie wiem jaki. Ma na ręku dziecię, pasuje nadal kilka imion.

Św. Jan Nepomucen

poniedziałek, 24 lipca 2017

Na wyrywki

Mam urlop... jest słonecznie i gorąco. Niektórzy urolpują inni bronią sądów.
A ja nie chcę żeby sądy były wolne! Mają być szybkie.

Nie podoba mi sie sposób przeprowadzania reform przez PIS, bez wytłumaczenia ludziom o co chodzi, bez liczenia się z kimkolwiek, a zwłaszcza pogarda do protestujących, których wrzuca się do jednego wora spacerowiczów, ubeków kogo tam jeszcze. Nie tak się prowadzi dialog.

"A mury rosły, rosły, rosły..."



Astroturfing, astroturf marketing – anglojęzyczny eufemizm służący do nazwania pozornie spontanicznych, obywatelskich organizacji czy inicjatyw podejmowanych w celu wyrażenia poparcia lub sprzeciwu dla idei, polityka, usługi, produktu czy wydarzenia. Kampania tego typu ma sprawiać wrażenie niezależnej reakcji społecznej, podczas gdy rzeczywista tożsamość jej inicjatora i jego intencje pozostają ukryte. Astroturf marketing nazywany jest czasami green marketingiem.





Kot prezesa twardo stawił czoła zwolennikom opozycji (Autentyczny pasek z TVP)

środa, 19 lipca 2017

Wywiady

Wczoraj cały dzień słuchałem i nagrywałem. Opowieści sprzed lat i piosenek, śpiewanych przez 87 letnią panią Genowefę. Być może są wśród nich takie, które pamięta tylko ona.


Trzech wiarusów poszło
troszkę maści niosło
chcieli Chrystusa pomazać
nie chciał im się pokazać


Alleluja

Lecz się meldowali
Blizny pokazali
Więc na łaski swojej znak
Pan przemówił do nich tak:

Allejuja

Słuchaj Hallerczyku
i ty Dowborczyku
Słuchaj i ty Legionie
Co wam powiem na stronie

Alleluja

Polska zmarchwywstała
Bogu za to chwała
Wy się kłócić lubicie
Jeszcze raz ją zgubicie

Alleluja

Nie psuć mego dzieła
By mnie złość nie wzięła
Jazda do Ojczyzny wrót
Baczność zachód, baczność wschód!

Alleluja

A kto by przeszkadzał
Wspólną sprawę zdradzał
Marsz do Rosji z Dąbalem
Albo do Jeruzalem

 Alleluja

Od razu przypomniałem sobie, że w moich zbiorach znajduje się pocztówka, która oddaje trochę klimat tej piosenki. 



Pani Genowefa nie była jedyną osobą którą odwiedziłem, wielu ciekawych informacji o sztuce ludowej z Famułek, zwłaszcza hafcie dowiedziałem się od p. Urszuli, której małżonek był od od 1972 roku leśniczym w Krzywej Górze (wschodnia część Famułek Królewskich).

sobota, 15 lipca 2017

Lubelska ludowizna

Dziś krótka wizyta w sali z ludowizną. 
Oczywiście moje spostrzeżenia opierają się na subiektywnym całkiem założeniu, że sztuka ludowa kręci się wokół dwóch elementów - religii, oraz prostym przyozdabianiu przedmiotów codziennego użytku, bo w mentalnosci ludzi których podstawą funkcjonowania była praca, nie było miejsca na sztuki dla szuki, czyli zaspokajania jakichś doznań zmysłowych. Stąd też wynika konieczność jej uproszczenia w sferze plastycznej i twórczości takiej jak muzyka, taniec, pieśń, podania i poezja. Chwała dla władz PRLowskich, że sztukę ludową wyniosła do rangi dobra narodowego, dzięki czemu ocalało wiele technik, stosowanych przez dawnych rzemieślników-artystów, a zawody popularne jeszcze przed wojną jeszcze przez jakiś czas nie wymarły.
W Lublinie można obejrzeć kolekcję glinianych naczyń, a nawet samemu takowe wykonać na wirtualnym kole garncarskim i poddać swoje dzieło ocenie, sprzedając je na "aukcji". Doskonały pomysł i fajna zabawa, jak widać poniżej. 



Lubelskie może się także poszczycić wyrobami kowalskimi, a wśród mistrzów w artystycznym kowalstwie prym wiódł Edward Bychawski z Borowa. Żywot urodzonego w 1905 roku we wsi o egzotycznej nazwie Małochwiej Duży, był od początku ciężki jak kowadło. Już w wieku 9 lat, z biedy trafia do carskiej armii. 
Po I wojnie, nie mając własnej ziemi ima się różnych zajęć, mając wyjątkowy talent do kowalstwa. Zwykła kowalska robota jednak mu nie starczała, wędrował od kuźni do kuźni szukając takiego mistrza, któryby nauczył go czegoś nowego. W końcu w 1934 roku otworzył własną kuźnię, najpierw w Olchowcu, a potem po ślubie w rodzinnej miejscowości żony - Borowie. 
Fantazja i wyobraźnia nie pozwalała mu na wyrób pospolitych narzędzi, ozdabiał je różnymi motywami, a zupełnie dla własnego zadowolenia tworzył różne figurki - przedziwnych istot, o których bajano pośród ludu w czasach jego dzieciństwa. One to zwróciły moją uwagę.  



Krzyż z 1900 roku ze wsi Biała, Janów Lubelski. Twórca nieznany.



Obecnie cały ten świat dawnej wsi znajduje się jeno w muzeum, co jest nieuniknioną koleją rzeczy. 




piątek, 14 lipca 2017

Stephen King - "Gniew", książka która wyprzedziła rzeczywistość

  Dostałem właśnie do rak tą niezwykle rzadką pozycję, klubowe wydanie "zakazanej" książki Stephena Kinga. Wydanie zostało zrealizowane prywatnie w obrębie grupy fascynatów literatury grozy i choć nie mieści się ona fabularnie z kanonach takiej literatury - z jej wydaniem wiąże się prawdziwy horror.


King napisał tę książkę w 1965, czyli jak miał 18 lat.  Podobnie jak pochodzący mniej więcej z tego samego okresu "Wielki Marsz" nie mogła znaleźć swojego wydawcy, do czasu aż King stał się sławny i zaczął mieć wpływ na wydawanie swoich książek.Wczesną twórczość postanowił opublikować pod innym pseudonimem - Richard Bachman, jak stwierdził potem - zdecydował się na korzystanie z dwóch tożsamości, gdyż utarło się, że pisarz nie powinien wydawać więcej niż jedną książkę rocznie, tymczasem w szufladzie czekało kilka nieopublikowanych projektów. Taka sytuacja trwała od 1967 (data wydania "Wielkiego Marszu") do 1985 roku, kiedy dziennikarz Kirby McCauley zdemaskował Richarda Bachmana  jako Stephena Kinga, analizując wydaną w 1984 powieść "Chudszy". Uczynił to jednak w bardzo kulturalny sposób, mianowicie wysłał do agenta pisarza wiadomość z prośbą o wywiad. On sam nie miał nic przeciwko nagłośnieniu mistyfikacji.
"Gniew" ("Rage") wydano jako samodzielną pozycję w roku 1977 i w 1985 po wpadce Kinga, w zbiorowym wydaniu noszącym tytuł "Bachman Works". Około 10 lat później pewne wydarzenia sprawiły, że na wniosek autora z kolejnych wydań "Gniew" zniknął i przestał być w ogóle publikowany. Swojej oficjalnej premiery nigdy nie doczekał się w Polsce. Jak do tego doszło?
Fabuła opowiada o kilku godzinach z życia Charliego Deckera, sfrustrowanego sytuacją rodzinną ucznia,  który bierze za zakładników swoich kolegów z klasy, po zastrzeleniu dwójki nauczycieli. Czytając nie można się oprzeć wrażeniu, że książka jest parabolą, przedstawiającą przerysowaną i uproszczoną nieco rzeczywistość - opowiada głównie o tych wszystkich rzeczach, które gnieżdżą się w umysłach ludzi - o tym, jak wielką frustrację może spowodować brak ujścia dla rozmaitego, zatruwającego jaźń emocjonalnego ścieku. Sam Decker nie jest przedstawiony jako negatywna postać - jest ofiarą. Jego czyn powoduje natomiast pewne "katharsis" wśród trzymanych na muszce pistoletu kolegów i koleżanek, z premedytacją doprowadza do wyrzucenia na wierzch trawiących ich emocji, jednocześnie obnażając bezradność otoczenia, ludzi odpowiedzialnych i myślących racjonalnie - dorosłych.
Książkę czyta się inaczej niż inne pozycje tegoż autora. Jest dość krótka, napędzana złotą zasadą starej dobrej szkoły Alfreda Hitchcocka - najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie powinno rosnąć. Brak jest tkanej fabuły, gęstniejącej atmosfery charakterystycznych dla prozy Kinga, ale przecież to debiut młodego chłopaka z czasów szkolnych.
2 lutego 1996 roku fikcja przestała być fikcją. 14 letni Barry Dale Loukaitis zastrzelił nauczycielkę algebry i dwoje uczniów w szkole średniej w Moses Lake, w stanie Washington. Pierwszą ofiarą Deckera również była nauczycielka algebry, a wypowiedziane przez Loukatisa po zabójstwie słowa miały być cytatem z książki. Była to nieprawda, ale jednak późniejsze śledztwo wykazało, że Loukatis planował zbrodnię od jakiegoś czasu, inspirując się m.in. właśnie "Gniewem". 
W rok później nastąpił podobny incydent - strzelanina w Heath High School, West Paducah, Kentucky. Zginęło troje uczniów, a troje zostało rannych. Ten konkretny przypadek przekonał Kinga do zawnioskowania u wydawców wycofanie "Gniewu" z następnych wydań antologii "Bachman Works". Nie zapobiegło to następnym szkolnym masakrom - w Columbine, Newtown, Redlake... lista jest długa i wykracza poza USA. 
Osobiście, ze względu na Kinga wolę sądzić, że okazał się wizjonerem, a nie spirytus movens tych wydarzeń.

wtorek, 11 lipca 2017

Unia Lubelska

Kiedy już stanąłem przed tym obrazem - ogromnym płótnem na którym zawarto poczet historycznych postaci naszej historii, byłem lekko oszołomiony. Uchwycona scena przypominała mi zdjęcie idealne - wszytkie twarze uchwycone w doniosłym momencie, a ich wyrazy, poważne i skupione, podkreślały wagę istotnego dla naszej historii wydarzenia - Unii Lubelskiej. 
Muszę przyznać, że mam bardzo specyficzny stosunek do malarstwa, niektóre obrazy uznane za wybitne w ogóle do mnie nie przemawiają - inne mało znane i istotne zdają się skrywać "to coś", które sprawia, że chce się na nie patrzeć. W przypadku jednak "Unii Lubelskiej", od i bezapelacyjnie dołączam do grupy fascynatów. Zresztą od dawna uwielbiam Jana Matejkę, nie dość że genialnego malarza, to jeszcze patriotę, który swymi dziełami naród po prostu obdarował. Nigdy jednak nie widziałem żadnego obrazu na żywo, a jeśli nawet widziałem to jakod dziecko, zbyt dawno, by o tym pamiętać.

W oparciu o strony internetowe i pewną książkę, którą posiadam z racji tego, że moja babcia uratowała kilka książek, ktróre Niemcy wygarnęli bezceromanialnie na podwórze banku spółdzielczego (nie wiem co książki tam robiły, być może bank posiadał biblioteczkę), zrobiłem "who is who" (rycina pod obrazem, z książki autorstwa Stanisława Witkiewicza pod tytułem "Matejko" wydanej w roku 1912.)



1. Król Zygmunt August. 2 Prymas Jakub Uchański. 3.Łukasz Górka. 4.Kardynał Stanisław Hozyusz. 5.Marszałek Koronny Jan Firlej. 6.Kasztelan MArcin Zborowski 7.Hetman wielki koronny Mikołaj Mielecki 8.Książe Mikołaj Radziwiłł 9.Jan Chodkiewicz. 10. Jan Łaski 11.Biskup Wileński Walery Protaszewicz. 12. Kasztelan Gdański Jan Kostka. 13. Frycz Modrzewski. 14.Książe Bazyli Ostrogski. 16. Ostaffij Wołłowicz. 17.Książe Roman Sanguszko. 18 Książe Michał Wiśniowiecki 19. Stanisław Tarnowski. 20. Marcin Kromez. 21.Andrzej Tenczyński. 22. Książe Albert Pruski, lennik polski. 23. Tenczyńska. 24.Beata Kościelecka. 25.Anna Jagiellonka. 26. Szydłowiecka 27.Herbertówna 28.Firlejowa 29.Biskup Krakowski Filip Padniewski. 30 Rafał Leszczyński. 31. Marszałek Sędziwój Czarnkowski 32. Jan Herbut z Fulsztyna. 33 Walenty Dembiński. 34. Myszkowski 35. Albert Łaski

Obraz nasycony jest symboliką.
Centralna postać obrazu to król Zygmunt August (1) bez korony, z wysoko wzniesionym krucyfiksem. Trzymany w ręku krzyż jakby jaśniał na tle Orła Białego, godła Rzeczpospolitej, zauważyłem że wraz z trzymanym przez prymasa Jakuba Uchańskiego (2)  Pismem Świętym stanowi najjaśniejsze fragmenty obrazu. Biblia opiera się o "relikwiarz świętego Floriana, pierwotnie przeznaczony na głowę świętego Stanisława. Symbolizuje tutaj nadzieję na zjednoczenie zim polskich, podzielonych pomiędzy zaborców".*  
Kardynał Stanisław Hozjusz (4), wyciąga dłonie w geście błogosławieństwa dla zawartego przymierza. Skrajnie odmienne zdanie na jej temat ma klęczący rudzielec z brodą, książe Mikołaj Radziwiłł (8), którego wyciągnięty nagi miecz stanowił o wrogiej postawie litewskiego magnata do Unii. Jako jedyny litewski senator jej nie sygnował. 
Ubrany na czarno, z tekstem Unii zwieniętym w rulon klęczy gość z zaświatów - nieżyjący od trzech lat Kasztelan Marcin Zborowski (6), za życia wielki zwolennik usankcjonowania stosunków polsko litewskich. Podobnie jak również już nieżyjący Jan Łaski (10), podtrzymujący biskupa wileńskiego Walerego Protaszewicza (11), który był zbyt chory, by zjechać do Lublina. 
Frycz Modrzewski (13) ciągnie za rękę wylęknionego chłopa, gdyż ten wielki liberał, autor dzieła "O Naprawie Rzeczpospolitej"  był zwolennikiem zrównania wobec prawa stanu chłopskiego, co na owe czasy było poglądem wyprzedzającym swoje czasy o całe wieki.
Jeszcze uwagę moją przykuł rycerz w bojowym rynsztunku, Roman Sanguszko (17), którego Matejko przeniósł prosto z pola bitwy, na którym toczył właśnie wojny z Moskwą. Lecz zbroja jego również jest futurystyczna, widać skrzydło husarskie, która to formacja przyniosła największą chwałę Rzeczpospolitej. 
Książe Albrecht Fryderyk Hohenzollern (22) wyciąga do góry dwa palce, jakby wyrywał się do odpowiedzi, w rzeczywistosci jest to nawiązanie do składanego przez niego w tym samym czasie hołdu pruskiego. Fryderyk nie był  jednak w owym czasie mężem w sile wieku, jak na obrazie a zaledwie młodzieńcem, sądzi się, że jest wcześniejszy, pierwszy ksiaże Prus, również Albrecht.
Daleko, daleko. między głową króla a świecą stoi Jan Herburt z Fulsztyna (32), któremu Matejko nadał swoje rysy twarzy. Nieprzypadkowo, gdyż mieli ze sobą cechę wspólną - zatrzymywali historię - jeden piórem, drugi pędzlem. 

Zadaniem Małasa było odnalezienie na obrazie właśnie Matejki, po tym, jak otrzymał od opiekunki wystawy wskazówki, gdzie go szukać. Udało nam się wspólnie. :)


Źródła:

*"Unia Lubelska" Prezentacja - geneza powstania

Stanisław Witkiewicz - "Matejko" - Lwów, 1912 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Monety i Medale - czyli nadal jesteśmy w muzeum w Lublinie.

Zdaję sobie sprawę, że ta notka nie wzbudzi większego zainteresowania. Tematyka patriotyczna jest jednak bardzo mi bliska, tym bardziej jak przedstawiona jest w tak kunsztownej formie jak medale. Jednym słowem - skromna odsłona kolekcji numizmatów na Lubelskim zamku.  



Medal na 300-lecie Unii Polski, Litwy i Rusi, 1869, medal autorstwa P. Tasseta, Aw: Trójpolowy herb polsko-litewsko- ruski pod koroną królewską i napis w otoku WOLNI Z WOLNYMI RÓWNI Z RÓWNYMI, poniżej sygn. P.TASSET, Rw: Wieniec z kłosów i liści dębowych i napis poziomy TRZECHSETNA ROCZNICA UNII POLSKI LITWY I RUSI 1569 11 SIERPNIA 1869


Medal, tzw. unicki zaprojektował Kamil Cyprian Norwid. 
"Braciom Rusinom pomordowanym przez carat moskiewski za wierność dla kościoła i Polski. 1874"

To co ciekawe, to ów trójpolowy herb w którym oprócz Polski i Litwy znalazło się miejsce dla herbu Rusi z postacią archanioła Michała. Jak pisze Tadeusz Jeziorowski dyrektor  Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego: "Rząd Narodowy w Powstaniu Styczniowym po raz pierwszy w historii dołączył do wspólnego herbu Polski i Litwy, przedstawiającego Orła Białego złączonego z Pogonią Litewską, herb Rusi – św. Michała Archanioła. Pełen wymowy znak w ostatecznym kształcie przyjęty 10 maja 1863 roku, umieszczono na pieczęciach Rządu i jego agendach."


Powstanie Styczniowe 1863 r.- medal autorstwa F. Landry’ego, Aw: Stojący szlachcic i chłop-kosynier poda- ją sobie dłonie, napis w otoku RÓWNOŚĆ WOLNOŚĆ NIEPODLEGŁOŚĆ.

Gdybyśmy zajrzeli na drugą stronę tego medalu, znaleźlibyśmy tam wspomniany trójpolowy herb.



Polska - XIX wiek, medal autorstwa B. Podczaszyńskiego i J. N. Dargenta z 1861 r. wybity z okazji żałoby narodowej, Aw: Cmentarz z postacią kobiecą (Królową Polski) przy grobowcu i napis u góry: A Z KRWI WASZEJ POWSTANIE MŚCICIEL TEJ ZIEMI, Rw: W wieńcu cierniowym napis poziomy: PAMIĘCI POLEGŁYCH I RANNYCH NA ULICACH WARSZAWY WSPÓŁBRACIA KU WIECZNEJ MORDERCÓW HAŃBIE, na wstędze 8.KWIETNIA 1861


Polska pod zaborami. medal z 1900 roku autorstwa Wincentego Trojanowskiego wybity na 500-lecie Uniwersytetu Jagiellońskiego; Aw: Na tronach siedzące postacie władców: Kazimierza Wielkiego, Jadwigi i Władysława Jagiełły, na tle gotyckiej dekoracji, KAZIMIRUS HEDWIGIS WLADISLAUS; Rw: Herby Krakowa, Akademii Krakowskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego na tle wieńca, u dołu daty 1364-1400-1900, wokoło IMP FRANCISCO IOSEPHO I SEMPER AVG CENTVM LVSTRA VERITATI IMPENSA; na obrzeżu punce srebra i napis ARGENT


Ten medal wybito na cześć markiza Lafayette, w roku jego śmierci. 
Właściwie Marie Joseph Paul Yves Roch Gilbert du Motier markiz de la Fayette był przyjacielem Polski i Polaków, współzałożycielem Francusko-Polskiego Komitetu Pomocy dla powstania listopadowego – żądał przyjścia Polsce z pomocą, zbierał składki na rzecz powstania.
Tu rewers - Polska oparta na nagrobku. 
Rytował Władysław Oleszczyński.

A teraz galeria kilku sławnych i mniej znanych postaci.

Jan Matejko

Mikołaj Kopernik

Adam Potocki
 Adam hrabia Potocki herbu Pilawa (ur. 24 lutego 1822 w Łańcucie, zm. 15 czerwca 1872 w Krzeszowicach) – polski polityk galicyjski, jeden z twórców krakowskiego stronnictwa konserwatywnego i orędownik autonomii tego rejonu.

Włodzimierz Dzieduszycki
Włodzimierz Ksawery Tadeusz Dzieduszycki herbu Sas – polski przyrodnik, mecenas nauki, folklorysta i chłopoman oraz polityk, członek honorowy Towarzystwa Muzeum Narodowego Polskiego w Rapperswilu od 1890 roku.



Marzenie łowcy skarbów, lub numizmatyka